Podróżując przez Dolną Saksonię nie mogłem ominąć Wolfenbüttel. Miasto liczące 50 tys. mieszkańców, malowniczo położone nad rzeką Okrą ma kilka mocnych punktów, ale też samo w sobie jest bardzo ładne i pociągające. Swój urok zawdzięcza przede wszystkim spójnej architekturze Starego Miasta. Zapraszam do lektury przewodnika, w którym proponuję kilka ciekawych miejsc do zobaczenia w Wolfenbüttel.

Na zwiedzenie Wolfenbüttel miałem cały dzień i byłem przekonany, że tyle czasu wystarczy. Zwykle miasteczka o takich rozmiarach mają atrakcji akurat na dobę. Okazało się jednak, że kilka miejsc, gdzie planowałem zostać 30 min, czy godzinę wciągnęły mnie na dłużej i zdecydowanie nie pogardziłbym dodatkowym dniem na poznawanie miasta. Miałbym wtedy czas żeby odwiedzić fabrykę Jägermeistera. Stąd pochodzi słynny ziołowy trunek.  Cóż, dzień był jeden. I tak się cieszę z takiego rozwoju sytuacji, bo mimo wszystko wolę zobaczyć mniej a dosadniej, niż więcej ale po łebkach.

Miasteczko zwiedza się bardzo dobrze i sprawnie, bo większość ciekawych miejsc jest blisko siebie i żeby je odwiedzać nie trzeba nawet używać komunikacji miejskiej. Poznajcie trochę bliżej atrakcje Wolfenbüttel. Oto lista 9 ciekawych miejsc, które warto zobaczyć i zwiedzić.

Rynek

Harmonijny klimat Wolfebüttel wspaniale jest zacząć poznawać od rynku Starego Miasta. Budowle, które otaczają plac wydają się idealnie współgrać ze sobą.

wolfenbuttel

Znów udało mi się trafić na dzień handlowy. Cała przestrzeń placu była zajęta przez stoiska sprzedawców. Przestrzeń każdego rynku powinna być wykorzystywana do handlu! Przynajmniej przez jeden dzień w tygodniu.

Ratusz Wolfenbüttel mieści się w jednej z kamienic uplasowanych w długiej pierzei rynku. Może trudno uwierzyć, ale kiedyś był to prywatny dom z tawerną. Dopiero kiedy książę nadał miastu prawa do handlu budynek został kupiony przez władze. I do dzisiaj funkcjonuje jako ratusz. Rzadko spotyka historia.

Czekałem aż sprzedawcy wyjadą z placu, żeby móc sfotografować pomnik księcia Herzoga-Augusta. W przeciwieństwie do wielu pomników przedstawiających postaci historyczne z tamtego okresu Herzog-August nie został umieszczony na koniu w bojowej pozie, a pokazano go zamyślonego i pojącego konia. Taką osobą ponoć rzeczywiście był książę. Zorientowaną na pokój i negocjacje.

Biblioteka Herzoga-Augusta

Skoro jesteśmy przy księciu i jego stonowanym charakterze to od razu może przejdę do miejsca, które w Wolfenbüttel podobało mi się zdecydowanie najbardziej. Mowa o bibliotece, którą założył książę Herzog-August. Już z zewnątrz prezentuje się bardzo zachęcająco. Do wnętrz woła piękny złoty napis umieszczony na froncie budynku: Bibliotheca Augusta. Ciekawostka: na samym początku istnienia biblioteki była ona połączona ze…stajnią! Konie miały swój dom na dolnym poziomie. Książki gromadzono wyżej.

Biblioteka została założona w 1572 roku przez księcia Brunszwik-Wolfenbüttel Juliusza, ale dopiero książę Herzog-August rozpoczął systematyczne powiększanie zbiorów. Za życia udało mu się zgromadzić 135 000 książek, manuskryptów i wolumenów. Wiele z nich otrzymał w prezencie od autorów.

Dzisiaj kolekcja liczy prawie 1 000 000 (!) eksponatów, z czego 415 000 książek zostało wydrukowanych przed 1850 rokiem. Coś nieprawdopodobnego! Biblioteka Herzoga-Augusta jest jedną z najstarszych bibliotek na świecie, które przetrwały do dnia dzisiejszego bez utraty najważniejszych dzieł ze swojej kolekcji.

Najważniejsze egzemplarze książek są prezentowane w osobnych gablotach. W bibliotece znajdziecie też kolekcję map oraz ogromnych globusów. Organizowane są również wystawy czasowe.

Koniecznie odwiedźcie Bibliotekę Herzoga-Augusta!

Zapach orzechów laskowych uderza na wejściu. Czujecie to?

Godziny otwarcia biblioteki:

wtorek – niedziela: 11:00-16:00

Bilet normalny: 5 zł

Bilet ulgowy: 3 zł

Zwiedzanie z przewodnikiem: 20 zł

Dom Lessiga

W okolicach biblioteki można spokojnie zostać jeszcze kilka dobrych godzin. Niepozorny budynek zaraz przed biblioteką to kolejne ciekawe miejsce w Wolfenbüttel. Mieszkał tu Gotthold Lessing, niemiecki dramaturg i pisarz. Dom zdecydowanie różni się od charakterystycznej zabudowy Starego Miasta. Przypomina raczej mini-pałacyk ,albo dworek.

Dom można zwiedzić, na co miałem wielką ochotę, ale akurat w dniu mojego pobytu był zamknięty. Pozostało mi poprzyglądać się z zewnątrz.

Dziedziniec Domu Lessinga. Reprezentant francuskiego późnego baroku

Arsenał i spichlerz

Pewnie już wcześniej zwróciliście uwagę na dwa charakterystyczne budynki po drugiej stronie ulicy. To spichlerz i arsenał. W XVIII wieku Wolfenbüttel było najlepiej ufortyfikowanym miastem Północnych Niemczech i jest to zaplecze tych fortyfikacji. W tamtych czasach w tymże arsenale trzymano broń największego kalibru jaki ówcześnie istniał. Potężne armaty. Dzisiaj w jego wnętrzach przetrzymywane są książki.

Po lewej spichlerz, po prawej renesansowy arsenał

Pałac Welfów w Wolfenbüttel

W tej okolicy nie pozostało już nic innego jak tylko zaprosić Was do pałacu Welfów. Barokowe cudeńko z drewnianymi elementami prezentuje się bardzo przyjemnie już z zewnątrz, ale dopiero w środku poczujecie splendor książęcego bogactwa i pomysłowości. Zaczyna się bardzo artystycznie od dziedzińca ze smukłymi i delikatnymi arkadami i łukami. Później wchodzicie na piętro i rozpoczynacie zwiedzanie pałacu. Możecie zobaczyć pomieszczenia, w których petenci oczekiwali na spotkanie z księciem, sale, w których ich przyjmował, elegancką jadalnię i kilka innych pomieszczeń. Furorę robią sufity, niemniej genialne od tych w zamku Marienburg. Patrzcie w górę ile wlezie!

Pałac zwiedzałem z audioguidem.

Godziny otwarcia muzeum:

wtorek-niedziela: 10:00-17:00

Bilet normalny: 5 euro

Bilet ulgowy: 2,5 euro

Bilet rodzinny: 7 euro (2 dorośli+dziecko)

Oprowadzanie: 6 euro/osoba

Audioguide: darmowy

Stara Apteka

Spacerujemy dalej i zmieniamy nieco okolicę. Pokażę Wam teraz jeden z najpiękniejszych budynków w całym miasteczku. Budynek starej apteki. Całkiem spory gmach ustawionych główną fasadą w kierunku Kornmarkt reprezentuje styl renesansowy. Przyglądając się dokładnie tej konstrukcji znajdziecie personifikacje bogini zdrowia Higiei.

Właściwie wszystkie kamienicy przy Kornmarkt są widowiskowe i atrakcyjne, ale kamienica starej apteki wydaje mi się być najciekawsza.

Kościół ewangelicki w Wolfenbüttel

Przy Kornmarkt nie da się nie zauważyć kościoła ewangelickiego ze strzelistą wieżą. Patrzycie własnie na pierwszy, pełnowymiarowy kościół protestancki… na świecie. Łączy w sobie style gotyku, renesansu i baroku.

Kościół św. Trójcy

W miasteczku jest przynajmniej jeszcze jeden kościół wart szczególnej uwagi. Na końcu ulicy, która wychodzi z Kornmarkt dostrzeżecie różową fasadę potężnej budowli. Na pierwszy rzut oka wcale nie przypomina kościoła. Może dworzec kolejowy, albo teatr. Jest to jednak barokowy kościół św. Trójcy. Zajrzyjcie do środka. Nie tylko z zewnątrz budynek może skojarzyć się z gmachem teatru. Mogą Wam się tak również skojarzyć balkony.

Kościół św. Trójcy w Wolfenbüttel

Krambuden – kramy kupców

Wypadałoby teraz zaproponować jakieś przyjemne miejsce na obiad, albo kawę. Niech to będzie Krambuden – uroczy zaułek pełny kawiarni i różnorodnych restauracji, urozmaicony fontannami oraz nieregularną architekturą. O ile w przeważającej większości Stare Miasto Wolfenbüttel jest harmonijne i zgrane o tyle na Krambuden kamienice nie pasują do siebie; mają inne rozmiary. Skąd ta różnica? Krambuden nie znalazł się w pierwotnych planach budowy miasta i powstawał spontanicznie. Świetnie, że jest tu miejsce, które różni się charakterem od reszty. Można zmienić klimat.

Mała Wenecja w Wolfenbüttel

Na koniec widok dla romantyków. Jako Małą Wenecję ochrzcili sobie widok na kanał Okry mieszkańcy miasta. Kanał został zbudowany w XVI wieku. Przyjemny zakątek dla spacerowiczów z widokiem na kolorowe drewniane domy. Miejsce szczególnie lubiane przez fotografów latem, kiedy na obu brzegach kanału licznie rozkwitają kwiaty.

Bartek Szaro

Autor Bartek Szaro

Prawa półkula mózgu. Wymyśla, opracowuje, tworzy koncepcje. Pisze poradniki i dba o układ wizualny bloga. Twórca projektu "Polska Be?" oraz kurator cyklu spotkań z podróżnikami i reporterami "Kontynenty". Fan wspinaczki, nurkowania, jeździectwa. Zajada się pierogami.

Więcej tekstów autora Bartek Szaro

Miejsce na Twój komentarz

*