fbpx

Rzeki to wciąż niedoceniany element polskiego krajobrazu a rzeki Podkarpacia już w ogóle wydają się być wtrącone w kąt turystycznej mapy Polski. W 4 dni przepłynęliśmy 150 km odcinek Sanu, 6. najdłuższej rzeki Polski, by wyciągnąć z niego to, co najlepsze i pokazać jego wartość krajobrazową i historyczną.

Ten wpis to pierwsza publikacja poświęcona Podkarpaciu w ramach Turystycznych Mistrzostw Blogerów organizowanych przez Polską Organizację Turystyczną. Jak już pewnie cześć osób śledzących Paragon w mediach społecznościowych wie reprezentuje swoje rodzinne Podkarpacie. W pierwszym etapie tego konkursu mam stworzyć dwie publikacje, które zachęcą Was do odwiedzenia Podkarpacia. W drugim również dwie, ale czy się w nim pojawię zależy od osiągniętego rezultatu, na który składa się głosowanie internautów (czyli Was), zasięgu postów (ważne są Wasze interakcje) i decyzji jury. W drugim etapie pojawi się tylko połowa reprezentantów województw. Mam nadzieję, że moja głowa nie poleci po pierwszym, gdyż mam z góry założony, spójny, uzupełniający się plan, pokazujący Podkarpacie z różnych stron i szkoda by było, gdyby światło dzienne ujrzała tylko połowa. Nie jestem fanem agitacji i nakłaniania do głosowań, udostępnień itp. i nie będę tego robił często, więc jeśli komuś treść się podoba, uzna moją pracę za wartościową, albo jest zwyczajnie ciekawy jak ta historia będzie się rozwijała dalej, to proszę o aktywne uczestniczenie w tym, co się w okół Podkarpacia na Paragonie dzieje. A teraz do rzeczy. A teraz do dzieła!

Dlaczego San?

Przygotowując się do udziału w Mistrzostwach Blogerów szukałem wyzwań. Napisanie kolejnego tekstu o Bieszczadach (których i tak już promować nie trzeba), czy zestawienia 10 najlepszych miejsc w województwie na pewno dałoby świetne rezultaty, ale byłoby trochę zbyt oczywiste. Tym bardziej, że reprezentuje swój rodzinny region, który znam lepiej niż przeciętnie, więc mam większą łatwość pokazania Wam czegoś więcej.

Zaczynamy od czegoś dla aktywnych. Na Podkarpacie przyjeżdżacie głównie wędrować (Bieszczady), trochę rzadziej jeździć na rowerach (Beskid Niski, przemyskie forty), a prawie w ogóle nie ma Was na rzekach. A mamy tu taką rzekę, która jest 6. najdłuższą rzeką w Polsce i liczy 484 km. Ok 130 km odcinka górskiego (spora część płynie przez Bieszczady), ok. 130 km górsko-nizinnego i ok. 220 km nizinnego. Trzy stopnie trudności, trzy rodzaje odmiennej zabawy. W bardzo dobrych proporcjach.

Z racji zainteresowań i dostrzeżonej potrzeby zdecydowałem się więc na kajak. A jak kajak to oczywiście dmuchany. Wraz z moim przyjacielem Zdzichem Rabendą, który jest kajakowym wyjadaczem, spłynął m.in. całą Wisłą, postanowiliśmy przepłynąć fragment górskiego i cały nizinno-górski odcinek Sanu. Prawie 150 km w 4 dni. To wystarczająco, żeby móc o rzece już coś powiedzieć i mieć papiery na zarekomendowanie wybranych odcinków adekwatnie do wymagań. Spływ Sanem miał być też o tyle intrygujący, że nie należy on do kanonu polskich rzek, jeśli chodzi o spływy – jest dużo mniej popularny niż chociażby Biebrza, Czarna Hańcza, czy Dunajec. A ma bardzo różnorodny charakter i rozpościera przed kajakarzem dość nieszablonową scenerię, szczególnie im bliżej jest się górnego biegu rzeki.

Płynęliśmy kajakiem Zdzicha, Gumotexem Solar 410C. Mój Swing II tym razem został w domu. Jeżeli jesteście ciekawi porównania tych dwóch modeli to możemy spróbować się zebrać i nagrać na ten temat podcast.

Wystartowaliśmy z Leska a skończyliśmy w Przemyślu. Oczywiście, jak to na spływie nie brakowało przygód i dziwnych zjawisk, ale dzisiaj je zostawiamy i skupiamy się przede wszystkim na samym Sanie. Na jego charakterze, walorach, uroku, najciekawszych aspektach i interesujących miejscach, które są łatwo dostępne z brzegów rzeki. Bo spływ to przecież nie samo machanie wiosłami. Oto przed Wami 13 rarytasów Sanu. Załóżcie kapoki i czytajcie dalej.

1. Tryptyk trudności

Podstawową rzeczą, która różni San od wielu polskich rzek jest jego trójdzielny charakter. Od miejsca, w którym rzeka staje się już spływalna (miejsce to zależy od pory roku, ale przyjmijmy umownie, że jest to Tarnawa Niżna) aż do Sanoka San ma charakter górski. To około 120 km, z wyłączeniem Soliny i okolic, gdzie kajak trzeba przenieść. Od Sanoka do Przemyśla ma oblicze górsko-nizinne. A od Przemyśla, aż do ujścia do Wisły jest już typową rzeką nizinną.

Co to znaczy? Woda na każdym z tych odcinków zachowuje się inaczej: ma inne tempo, dopasowuje się do różnych ograniczeń jakie pojawiają się w korycie. Wybór odcinka spływu powinien być adekwatny do umiejętności i oczekiwań. Odcinek górski jest najtrudniejszy i niesie ze sobą najwięcej wrażeń i adrenaliny, na górsko-nizinnym można spodziewać się bystrz, ale przeważnie jest spokojnie, a nizinny to już czysta sielanka.

2. Bystrza

To, czego nie spotkacie na rzekach nizinnych, a czym usłany jest San w swoim górnym biegu to bystrza. Bystrza to wypłycone miejsca na rzece, w których bieg wody znacznie przyspiesza. Na Sanie są one bardzo łatwo dostrzegalne a przy okazji słyszalne z daleka. Bystrza potrafią mieć od kilkunastu do kilkuset metrów długości i choć stanowią o najbardziej emocjonujących fragmentach rzeki trzeba mieć się na baczności i umiejętnie je pokonywać. Najlepiej z lewej, bądź z prawej strony, tam, gdzie spiętrzenia wody są z reguły (ale nie zawsze) najmniejsze. Przez bystrza nie wolno przepływać bokiem – trzeba w nie wpływać prostopadle do fal. Osoba siedząca z przodu powinna sondować, czy przed kajakiem nie wyrasta żaden głaz. Starcie z dużym wystającym z wody kamieniem może spowodować obrócenie kajaka, bądź wywrotkę. Oo, już widzę jak ślina pociekła zapalonym wodniakom!

Najbardziej niebezpiecznym miejscem na Sanie jest tzw. Ptasi Uskok (268 km). To półka o wysokości kilkudziesięciu centymetrów w centralnej części rzeki. Można ją zupełnie bezpiecznie ominąć płynąc blisko prawego brzegu. I tak zróbcie.

3. Na sam skraj Polski

Opowiadając o rzece nie godzi się nie powiedzieć niczego o jej źródłach. Przez bardzo długi czas nie znano głównego źródła Sanu. Geografowie Uniwersytetu Lwowskiego twierdzili, że rzeka wypływa ze źródła Studnik, na polsko-ukraińskiej granicy, obok słupa granicznego nr 224, na wysokości 886,5 m n.p.m. Naukowcy WIGu skłaniali się ku wersji, że znajduje się ono w lesie Rubań, na południowy-wschód od szczytu Piniaszowego. Sprawę wyjaśnił dopiero Wojciech Krukar, który ustalił, że główne źródło Sanu znajduje się po stronie ukraińskiej, pod wzgórzem Diwcza, na wysokości 856 m n.p.m., w okolicach wsi Sianki, która swoją nazwę zawdzięcza właśnie Sanowi. Bo San z ruskiego to Sian. Ciekawe, nie?

Po polskiej stronie można odbyć wycieczkę do jednego z pierwszych dopływów Sanu. Dotrzecie w ten sposób także do najbardziej na południe wysuniętego turystycznie regionu Polski. Do źródła Studnik, bo o nim mowa, prowadzi ok. 20 km szlak rozpoczynający się we wsi Bukowiec. Opuszczonej wsi Bukowiec.

4. Tempo spływu – redukuj biegi!

Czu Sanem płynie się szybko, czy wolno? Tempo spływu to jeden z tych elementów, który nas z reguły najbardziej łechce. Zależy od odcinka rzeki. Na spływ możecie wybrać odcinek, który zagwarantuje Wam emocje, spokój, albo jedno i drugie. My zaczęliśmy w Lesku i płynęliśmy do Przemyśla. Pokonaliśmy więc część górskiego odcinka i cały górsko-nizinny.

Zmiana szybkości nurtu zależały przede wszystkim od bystrz, a tych było coraz mniej im bliżej byliśmy Przemyśla. San jest rzeką, która bardzo często zmienia swoje tempo. Jeżeli chcecie doświadczyć wielu nagłych zmian tempa nurtu spływajcie wybranym odcinkiem między Myczkowcami a Międzybrodziem. Jeśli macie ochotę na mix zdecydujcie się na fragment między Międzybrodziem a Dynowem. Natomiast totalny spokój będziecie mieli zaczynając zaraz za Przemyślem.

5.Flisz karpacki

Las porastający zbocza wzgórz ciągnących się wzdłuż rzeki sporadycznie odsłania skalne plamy, które stanowią charakterystyczny dla doliny Sanu widok. To nagusieńki flisz karpacki, skała osadowa, z której zbudowana jest ta część Karpat. Leśna dekoracja jest piękna i przejmująca, ale w połączeniu z przenikającym ją miejscami wybebeszonym fliszem tworzy unikalny krajobraz doliny Sanu. (Ah, jak ja lubię wpaść na to, że coś jest w krajobrazie unikalne!)

Ławice piaskowców i łupków warstw krośnieńskich budują także koryto rzeki. To, co zaobserwujecie w prześwitach gęstego lasu znajduje się również pod dnem kajaka – tyle, że w nieco innym układzie. Swoją specjalną nazwę mają najbardziej ostre i wystające spod wody fragmenty skał. To berda. Tę nazwę możecie kojarzyć z bieszczadzkich wędrówek. Fragmenty wystającego fliszu karpackiego zadecydowały też o nazwie kilku bieszczadzkich szczytów.

6. Flis karpacki

San, który mamy do dyspozycji teraz bardzo różni się od rzeki, którą był kiedyś. Pod koniec XIX w. San był jednym z najważniejszych szlaków transportowych łączących wschód Europy z Zachodem. Poziom wody rzeki był kilkukrotnie wyższy niż teraz.

Największe miasta Podkarpacia tamtego okresu budowały swoją potęgę również dzięki Sanowi. Lesko, Sanok, Przemyśl czy Jarosław korzystały ze spływów flisackich na potęgę. Choć San nie jest już wykorzystywany do transportu drewna, płótna, czy owoców tradycje flisackie wciąż pozostają żywe. Bardzo mnie ten fakt zaskoczył, nie spodziewałem się ani trochę, że coś pozostało po czasach świetności spływów towarowych Sanem. A jednak. Flisacy mają się dobrze w Ulanowie, miasteczku blisko ujścia Sanu do Wisły. Przy odrobinie szczęścia można ich spotkać i zapytać szczegółowo o historię niegdysiejszego Sanu.

7. Płytko, płyciej, mielizna

Bardzo dużo przyjemności sprawiały mi fragmenty rzeki, gdzie jej głębokość na całej szerokości nie przekraczała poziomu połowy łydek. W takim miejscu można swobodnie wysiąść, położyć się na obłych kamieniach i w zupełności oddać się szmerowi wody. Uprzednio upewniając się oczywiście, że kajak w tym czasie nie wybierze się w dalszą drogę.

Płycizny mają też swą mroczną twarz. Nie uważając można wpłynąć na mieliznę i stanąć w miejscu. Co kilkukrotnie się nam przytrafiło. Przytrafiło się nam też coś znacznie mniej przyjemnego – na jednej takiej płyciźnie zgubiliśmy skeg(!), czyli element kajaka odpowiedzialny za sterowność. Pływanie bez skega to nie jest to, co zapeleni wodniacy lubią najbardziej.

8. Korytarze zieleni

W krajobrazie Sanu najbardziej podobały mi się natomiast zieleniaste przełomy. Rejsy przez piętrzącą się zieleń wszelakich odcieni. Po obu stronach wysokie wzgórza, całe szczelnie porośnięte bujnym lasem i nas dwóch, zapalonych wodniaków na dmuchanym kajaku, dryfujących niczym wianek oddany rzece przez niewiastę w Noc Kupały. Akompaniował plusk bystrz. Zaraz za jednym z takich korytarzy przytrafiło się nam coś naprawdę wyjątkowego. Starszy pan wyszedł z samotnie stojącego na skraju lasu domu i zaczął śpiewać piosenkę, jakby ku rzece. Siła dźwięku powolutku, wraz z nurtem pchała nas dalej. Odłożyliśmy wiosła skupiając się całkowicie na tej fantasmagorycznej scenie. Oniryzm pełną głębią. W lustrze wody odbiła mi się moja daleka przyszłość.

9. MOK-i – czyli Miejsca Obsługi Kajarzy

Pewnie część czytających zastanawiała się gdzie spędzaliśmy noce. Założyliśmy, że będziemy rozbijać się na dziko i w większości nocy tak właściwie czyniliśmy, ale wyglądałoby to pewnie zupełnie inaczej, gdybyśmy się trochę lepiej zorientowali co do możliwości nocowania zaraz przy rzece przed rozpoczęciem spływu. Na trasie nie brakowało pól namiotowych w najbliższym sąsiedztwie rzeki jak i porządnych ośrodków wypoczynkowych, idealnych na postój, nocleg, czy obejrzenie meczu o trzecie miejsce na Mistrzostwach Świata.

Część tej infrastruktury jest z poprzedniej epoki, ale mi osobiście w żaden sposób to nie przeszkadza. Będąc na ekskursji przez łono natury wręcz wolę trafiać do miejsc, które istnieją tam od dziesięcioleci i zostały już dawno przesiąknięte lokalnym anturażem.

Organizując kilkudniowy spływ po Sanie nie będziecie mieli żadnych kłopotów ze znalezieniem miejsc noclegowych co 20-30 km. Żeby przypadkiem nikogo nie wprowadzić w błąd – coś takiego jak MOK oficjalnie nie istnieje, to tylko nazwa wymyślona na potrzeby tego akapitu. Może kiedyś się przyjmie. Może kiedyś się w coś przerodzi.

10. Dzikie zwierzęta jak na dłoni

Przed spływem zajrzałem do kilku galerii zdjęć opowiadających o rzece i w pamięci utkwiły mi zdjęcia jeleniowatych przechodzących przez szeroki bród rzeki. Taki moment do obserwacji dużego jelenia, łani czy sarny, kiedy przechodzi ono przez szeroką na kilkadziesiąt metrów rzekę jest bardzo smakowity: zwierzę mamy jak na dłoni, nie ma ono jak czmychnąć a na dodatek my poruszamy się bezszelestnie przez co nie płoszymy delikwenta. Osobiście nie mam dużego szczęścia do napotykania dzikich zwierząt (kilkanaście razy wyjeżdżałem żeby zobaczyć łosia i nic), więc nie dawałem sobie raczej dużych szans na takie spotkanie na Sanie. A tu proszę, dwukrotnie, i to jednego dnia, natknęliśmy się na duże zwierzaki przewalające się przez San. Było to w okolicach Ulucza a później Siedlisk. Przecudowny moment. Może to Zdzich je przyciągnął. Zdjęcia nie ma, bo kto nerwowo po aparat sięga zamiast z bacznością zwierzęciu przez krótki moment móc się przyglądać ten wiekami w piekle smażyć się będzie.

Oprócz tego był lis buszujący w przybrzeżnych szuwarach oraz mnóstwo czapli i kaczek. Spodziewajcie się również polujących ryb. Można się nieźle przestraszyć gdy jest hiper cicho a nagle, gdzieś metr obok, nad taflę wyskakuje podwodny łowca w pogoni za swą ofiarą.

11. Spotkanie z Duchem Sanu

Podczas spływu musicie uważać, żeby nie natknąć się na Ducha Sanu. Wyknuto go w Bachórzu (o który San zahacza na odcinku górsko-nizinnym) i powiem Wam, że jest całkiem niegłupi.

Duch Sanu, czyli lokalne piwo. Wiele z piw rzemieślniczych robi furorę wyłącznie dzięki etykiecie albo nazwie, ale to ma swój kunszt. Pocałunek prawdziwego Ducha Sanu mógłby mieć w rześkość i posmak bachuskiego piwa.

Nie rekomenduję, by szukać natchnienia przy pomocy Ducha Sanu podczas spływu, ale po całodziennym wiosłowaniu spróbowanie lagera może skutecznie pomóc ugasić pragnienie a jednocześnie pozostać w klimacie karpackiej głuszy. 

12. Woda z góry

Często się słyszy głosy, że pływanie kajakiem a już w ogóle robienie zdjęć z kajaka jest mało atrakcyjne, bo nie ma zbyt wielu okazji do zmiany perspektywy. Na Sanie ma się to trochę inaczej. Bardzo łatwo jest dogramolić się do miejsc, z których już o krok do punktu widokowego. Tak jest z zamkiem Sobień, Huzelami (316 km, lewa), Skałą Wolańską (315 km, prawa), Międzybrodziem (288  km, prawa), Uluczem (274 km, prawa). W tym ostatnim San obejrzymy z ładnej kładki pieszej. Takich kładek nie brakuje też w innych miejscach. 

13. Flirt Sanu z SADem.

San wije się przez karpackie pogórze ocierając się raz po raz o interesujące miejsca, dla których warto wejść na powrót do świata lądowych szczurów. W Sanoku 100 metrów od brzegu znajduje się największy skansen w Polsce. W Mrzygłodzie zobaczymy oryginalną drewnianą zabudowę rynku z XIX wieku. W Uluczu można podejść do cerkwi Wniebowstąpienia Pańskiego, pięknie położonej na wzgórzu Dwernik. W Dubiecku z Sanu blisko do pałacu Krasickich. Podobnie w Krasiczynie, gdzie znajduje się jeden z najpiękniejszych na Podkarpaciu renesansowych zamków. Część z tych miejsc znajduje się na Szlakach Architektury Drewnianej. Spływ Sanem może być doskonałym preludium do kolejnej wycieczki – podążania tropem najciekawszych drewnianych budowli Podkarpacia.

Dorzucam jeszcze na koniec listę wypożyczalni kajaków, dzięki którym zorganizujecie spływ na wybranym odcinku Sanu:

Kajaki Zielonej Polany
Kajaki w Sanoku
Spływy do Przemyśla
Spływy do Dynowa
Dla odmiany możecie też spróbować spływów pontonem
Albo jeszcze czegoś bardziej osobliwego – spływu galarami Takie rzeczy tylko w Krzeszowie.

Jeśli podobał Ci się tekst proszę o głos na Podkarpacie. Wystarczy kliknąć w poniższy bannerek poniżej, wybrać spośród uczestników Podkarpackie i zagłosować. Jakby ktoś chciał zaszaleć to głosować można na nowo codziennie, do 22 sierpnia włącznie.

 

Dziękuję!


Materiał powstał w ramach Turystycznych Mistrzostw Blogerów, w którym we współpracy z Podkarpacką Regionalną Organizacją Turystyczną reprezentuję Podkarpacie.

#visitpoland #mistrzostwablogerow #tylkowpodkarpackiem

Tekst można przeczytać także w języku ukraińskim.

Bartek Szaro

Autor Bartek Szaro

Prawa półkula mózgu. Wymyśla, opracowuje, tworzy koncepcje. Pisze poradniki i dba o układ wizualny bloga. Autor programu "Regionami" oraz twórca Festiwalu Podróży i Reportażu "Kontynenty". Gospodarz cyklu spotkań "Nieturyści".

Więcej tekstów autora Bartek Szaro

Dołącz do dyskusji! 7 komentarzy

  • […] San jest też o tyle fenomenalną rzeką, że przez długi czas płynie się przez kompletną zieleń, krajobraz w którym w ogóle nie widać ingerencji człowieka. Przy tym nie brakuje infrastruktury noclegowej i gastronomicznej na trasie spływu. Co 20-30 km można znaleźć pole namiotowe, agroturystykę zaraz przy brzegu, mniejszą miejscowość ze sklepem. Jakie są najciekawsze walory Sanu i jak można zorganizować spływ napisałem więcej w tekście Zrób to San! […]

  • Jarosław napisał(a):

    Bartek, kompletnie nieznane nam strony. I jak pociągające. Dzięki za fajną relację. Przyda się gdy wybierzemy się w tę stronę

  • hegemon napisał(a):

    Pięknie o Sanie napisane. Byłem na ziemi sanockiej nie tak dawno i wszystko mnie zachwycało. Wiem, że zgrzeszę, ale bardziej mi się podobało niż w Bieszczadach, z których wracałem. Trochę żałuję, że nie spotkałem Ducha Sanu, bo miłośnikiem rzemieślniczego piwa jestem wielkim…

    • Bartek Szaro napisał(a):

      Hej,

      dziękuję pięknie za miłe słowo.

      Ja mam w planie przyszłą wiosną połączyć jedno z drugim tj. spłynąć Sanem na odcinku bieszczadzkim. Przy dobrym warunie może to być całkiem konkretna przygoda.

      A Duch Sanu na pewno jeszcze na Ciebie poczeka 😉

  • Kamil napisał(a):

    Ciekawy artykuł, aż chciałoby się popłynąć.
    Jeśli mogę doradzić, to zwróć większą uwagę na interpunkcję i literówki, choć przyznam że pod względem językowym jest bardzo duży postęp w stosunku do tego, co było na początku.

Miejsce na Twój komentarz

*