[starbox id=”Bartek”]

Na nic nie narzeka się tak dobrze, jak na tłok w górach. W Bieszczadach widok wędrujących sznurkiem turystów wydaje się niweczyć urok rozległych połonin i bukowych lasów. Wystarczy jednak przekroczyć granicę z Ukrainą i wejść w Bieszczady Wschodnie, by odzyskać swobodę w kontemplowaniu królującej przyrody.

Choć do celu było tylko 220 km, aż 16 godzin trwała podróż do miejscowości Sianki, z której rozpoczyna się szlak na najwyższy szczyt Bieszczad, Pikuj. Nie jego zdobycie było celem tej wycieczki. Przede wszystkim chciałem zobaczyć jaka jest różnica pomiędzy Bieszczadami Zachodnimi, czyli tą ich częścią, którą mamy w Polsce, a ciągnącymi się po Ukrainie Bieszczadami Wschodnimi. Nie spodziewałem się diametralnej zmiany krajobrazu, ale atmosfery i infrastruktury już tak. Ponad 30 km szlak z Sianek na Pikuj miał być idealnym polem do czynienia obserwacji.

O tym, co czeka wędrowca, domyślić można się już przy zejściu z szosy na szlak, do lasu. Wypłowiała tabliczka, której treści nie da się odczytać, informuje, że do Pikuja pozostaje 31 km, a trasę oznaczono żółtym szlakiem oznaczonym liczbą 14. Przez całą jego długość kolor oznaczeń zmienia się jednak aż 4-krotnie. Zaraz po wejściu na trasę okazuje się, że nieczęsto ktokolwiek ma okazję martwić się bałaganem wprowadzonym przez jej organizatorów. Ścieżka jest gęsto zarośnięta, jakby od dawna nie przechodziła tędy żadna grupa.

sciezka

Gałęzie krzewów i małych drzew zachodzą przestrzeń iluzorycznej ścieżce.

bieszczady wschodnie

Pierwsze 7-8 km trasy biegnie głównie przez mieszany las, w którym sporo jest stromizm, a niewiele polan dających szansę zachłyśnięcia się wczesnojesiennym kolorytem gór.

bieszczady ukraina

Przestrzennie robi się dopiero od okolicy przełęczy Kut (935 m n.p.m.).

bojkowie bieszczady

Tu spotykamy jedyną osobę podczas naszej wędrówki. Jest to wspaniale ubrany pan, który właśnie wyszedł z lasu, z siatkami pełnymi grzybów. Zaprasza nas do domu, gdzie proponuje umilać rozmowę grą na skrzypcach.

bieszczady wschodnie szczyty

Idąc dalej, w stronę Kińczyka Hnylskiego (1116 m n.p.m.), w prześwicie między drzewami pojawia się charakterystyczny w swoim kształcie Stożek (993 m n.p.m.).

skala wyjscie

Drohobycki kamień (1186 m n.p.m.) to natomiast punkt widokowy, z którego doskonale widać żółciejącą bukowinę i wioski wetknięte w doliny.

bukowina

Dalsze trasa prowadzi cały czas granią, niemalże aż do samego Pikuja.

polonina bukowska

Granica lasu ciekawie lawiruje na różnych odcinkach trasy. Czerwona borowina gęsto plami płowe połacie łąk. Bieszczady Wschodnie w pełnej okazałości.

zachod slonca bieszczady ukr

Pod koniec dnia widoczność jest “nic dodać, nic ująć”.

nocleg w bieszczadach ukr

Nie ma ograniczeń jeśli chodzi o nocowanie w namiocie. Pierwszą noc spędzamy na przełęczy Ruski Put (1216 m n.p.m.).

rosa

Temperatura nie spada jeszcze poniżej zera.

ranek bieszczady wschodnie

Rano cieszymy się widokiem wstających z dolin mgieł.

mgla polonina

Które w niedługim czasie znacznie ograniczają naszą widoczność.

polonina mgla

Od czasu do czasu “przeciera się” i mamy okazję fragmentarycznie oglądać nową okolicę.

ostra gran

Większość trasy wędrujemy jednak w kompletnym zasnuciu. Monotonię przerywają olbrzymie skały wiszące nad ścieżką.

kopula pikuja

Łącznie po 14 godzinach niespiesznego marszu docieramy pod szczyt Pikuja charakteryzujący się betonowym słupem.

szczyt pikuja

Z wyjątkiem którego nie widać niestety zbyt wiele.

zejscie z pikuja

Schodząc w stronę Biłasowicy przedzieraliśmy się przez borowinę i kosodrzewinę.

bilasowica pikuj

Z Biłasowicy pierwszy raz mamy szansę zobaczyć Pikuja w całej okazałości.

Wędrówka okazała się bardzo różnorodna, przede wszystkim ze względu na pogodę. Pierwszego dnia widoczność była klarowna i dało się dostrzec to, co dla Bieszczadów Wschodnich jest charakterystyczne – działalność człowieka sięgającą nawet 1000 m n.p.m. W polskiej części Bieszczad pola nigdzie nie sięgają tak wysoko. Drugiego dnia tyle szczęścia już nie mieliśmy – od rana, aż do zejścia do Biłasowicy szliśmy w chmurach. Też ma to swój urok, szczególnie wtedy, kiedy w pobliżu nie ma żadnych ludzi, ale liczyliśmy przede wszystkim na widoki, z racji tego, że to była nasza pierwsza wizyta w tym rejonie. Ciekawe było to, że na odcinku od Wysokiego Wierchu, aż do samego Pikuja natknęliśmy się na mnóstwo skał i półek wysuniętych nad zbocza. Doskonałe miejsca na odpoczynek i podziwianie panoram. Szkoda, że nie mieliśmy zbyt wielu okazji, by z nich skorzystać.

Z główną częścią szlaku zbiega się droga traktorowa i z wyjątkiem niedługich ścieżek pojawiających się znikąd i ginących nie wiadomo gdzie, jest to jedyny ślad, za którym można podążać. Szlak, owszem, jest oznaczony, ale w zależności od odcinka trasy ma on kolor czerwony, zielony, niebieski lub żółty (najwięcej). Często oznaczenia pokrywają się. Nie ma jednak większych problemów z orientacją, nawet podczas marszu z ograniczoną widocznością.

Nie widać tego na zdjęciach, ale nieprawdopodobnie dużą przestrzeń połonin zajmuje borowina. Ilość czerwonych krzewów jest momentami nawet przytłaczająca. Żałuję, że nie byliśmy tydzień później, gdy buki osiągną już swój optymalny, jesienny kolor. W połączeniu z barwą borówek bez wątpienia daje to niepowtarzalny efekt.

Zaskakujący jest też kompletny brak turystów. Na pewno wynika to z powakacyjnej pory, ale żeby w jesiennej aurze nie przeciąć drogi choćby jednej grupy, czy wędrowca na tak długim odcinku? Nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. Choć to oczywiście tylko i wyłącznie atut.

Na szlaku z Sianek na Pikuj trzeba być zdanym na samego siebie. Po drodze nie znajdziemy żadnego schroniska, a wizyta w sklepie wiąże się z koniecznością zejścia do doliny. Nie za wiele jest też miejsc, z których można zaczerpnąć wody. Nie ma żadnej infrastruktury, która ułatwi życie turystom. Chyba, że infrastrukturą nazwiemy paleniska i bale imitujące ławki.

Jest równie cudownie co po polskiej stronie, ale zdecydowanie bardziej ospale i cicho. Rzecz dla tych, którzy nie chcą tracić kontaktu z bieszczadzkimi aniołami, a za skórę zaczynają im już zachodzić tłumy turystów i innowacje w postaci schodów na Tarnicę. Szeroki strumień spokoju płynący przebytym przez nas szlakiem oplecie swym urokiem każdego, gwarantuję. Koniecznie muszę wrócić jak najszybciej i wybrać się na kolejne szczyty. Szkoda jedynie, że w okolicy przełęczy Użockiej nie ma żadnego przejścia, które otworzyłoby możliwość bezpośredniej wędrówki z najwyższego szczytu “polskich” Bieszczadów na Pikuj. I dalej.

[fb-like]
Bartek Szaro

Autor Bartek Szaro

Prawa półkula mózgu. Wymyśla, opracowuje, tworzy koncepcje. Pisze poradniki i dba o układ wizualny bloga. Twórca projektu "Polska Be?" oraz kurator cyklu spotkań z podróżnikami i reporterami "Kontynenty". Fan wspinaczki, nurkowania, jeździectwa. Zajada się pierogami.

Więcej tekstów autora Bartek Szaro

Dołącz do dyskusji! 22 komentarze

  • Joanna napisał(a):

    Bartku, a opowiesz coś na temat problemów z czerpaniem wody?

    • Bartek Szaro napisał(a):

      Joanno,

      jasne 🙂 Faktycznie nie jest lekko, jeśli chodzi o źródła wody na tej trasie. Miałem ze sobą zapas na całą drogę i podczas wędrówki nic “nie tankowałem”.

      Z tego co pamiętam jest chyba jedno źródło w okolicy byłego schroniska, ale w którym dokładnie miejscu – tego nie wiem.

      • Joanna napisał(a):

        Czyli po prostu trzeba ewentualnie schodzić do dolin i grzecznie poprosić :). Dzięki za odpowiedź!

  • Dorota napisał(a):

    Pytanie zupełnie organizacyjne. Bo teraz to już jestem pewna, że najbliższy przedłużony weekend spędzę w ukraińskich Bieszczadach. Jak przekraczaliście granicę? Znaleźliście jakiś wygodniejszy sposób niż dojechać do Lwowa i stamtąd w góry? Jak sobie przypomnę te 12h na granicy w autokarze to i Twoje piękne zdjęcia nie przekonują…

    • Bartek Szaro napisał(a):

      Cześć Dorota! Granice przekraczaliśmy pieszo w Medyce, co zajmuje 5 minut. Zaraz po ukraińskiej stronie jest dworzec. Stamtąd autobusami przez Mościska, Sambor do Turki. A z Turki pociągiem do Sianek.

  • Karolina napisał(a):

    Jeju… że też na Twój tekst nie wpadłam przed wyjazdem w Bieszczady ukraińskie.. 🙂
    My byłyśmy teraz we wrześniu, w ostatnie dni lata. Było pięknie: https://fotografia-prania.blogspot.com/2017/10/ukraina.html . Połoniny już przybierały jesienne barwy… Ale Wy chyba byliście już w pełnym jesiennie czasie, patrząc po zdjęciach ;>
    Mgła też była naszym wiernym towarzyszem drogi, ale na samym Pikuju przepięknie rozwiało chmury… Oj, te widoki!… 🙂

    Ten wypad w góry zapamiętam z pewnością do końca życia… Raz, że pięknie i spełniłam moje marzenie o ukraińskiej stronie Bieszczadów. Dwa, że byłyśmy tylko we dwie z koleżanką, polegając tylko na sobie i swoich umiejętnościach nawigacyjnych… 😉

    I trzy – tuż obok naszego namiotu w nocy na połoninach przeszła burza.
    Trzy razy.

    Nigdy w życiu nie doświadczyłam burzy w górach, blisko grani… I to jeszcze w nocy! W ukraińskich Bieszczadach!
    Niezmierzona wdzięczność i radość, gdy obudziłyśmy się całe i zdrowe rano kolejnego dnia… 😉

  • Bartek Szaro napisał(a):

    Bez schodzenia ze szlaku do dolin nie ma takiej możliwości. Tylko i wyłącznie namiot.

  • Marta napisał(a):

    Dziękuję ci za ten wpis. Mam pytanie – czy jest szansa by gdzieś na tym szlaku przespać się w normalnych warunkach. ? wspominałeś coś ze nie ma schronisk. Czy konieczny jest namiot ?

  • Kamil napisał(a):

    Nie byliście zestresowani, że niedźwiedź zapuka do namiotu? Co wtedy zrobić?

  • ucherubinow napisał(a):

    Super! Piękne widoki, szkoda że nie zawsze dopisywała dobra widoczność 🙂 Bieszczady to wspaniałe miejsce a zwłaszcza jesienią! Tyle różnych barw, tego nie da się opisać, trzeba samemu to zobaczyć 🙂 Nasze Polskie również cudowne jak i te po drugiej stronie…

  • Anna Kolanowska napisał(a):

    A czy spokojnie można przekroczyc granice polsko – ukraińską? tzn bez żadnej kontroli itp?

  • Magda Kajzer napisał(a):

    Uwielbiam Bieszczady, zwłaszcza jesienią są cudowne!
    Teraz wiem, że także z drugiej strony :).

  • Justyna Sekuła napisał(a):

    Wilki biegające po zboczu Pikuja, to musiał być cudny widok. Przepiękne połoniny, wschodnie Bieszczady zdecydowanie są na liście moich gór do połażenia.

    • Oli napisał(a):

      Ja się kręciłem kiedyś w tamtych rejonach. Przedreptałem też sporo w Karpatach. Zwierzaki tam żyją. Akurat nie trafiłem na niedźwiedzie ani wilki, ale moi znajomi, którzy tam mieszkają ostrzegali nas wielokrotnie. Leśnicy podobnie.

  • Freddy napisał(a):

    A jak wygląda sytuacja ze zwierzętami? Wilki? Niedźwiedzie? Czy raczej spokój i nie ma się czego obawiać?

    • Bartek Szaro napisał(a):

      Pan ze zdjęcia mówił, że nie ma. My nie spotkaliśmy. Aczkolwiek na blogu Tomka Gołkowskiego można zobaczyć na filmie wilki biegające po zboczu Pikuja 🙂

    • Agnieszka napisał(a):

      Hej!
      Nie wiem czy przeoczyłam czy nie było napisane – ale ile zajmuje średnio czasu przejście z Sianek na Pikuj? 2 czy 3 dni? A żeby dostać się po zdobyciu szczytu z powrotem do Sianek jak dojechać? Kursują jakieś lokalne marszrutki czy na stopa?
      Pozdrawiam

      • Bartek Szaro napisał(a):

        Cześć Agnieszko, wejście na Pikuj z Sianek i zejście do Bilasovytsy zajęło pełne dwa dni. Stamtąd da się wrócić do Sianek stopem, bądź marszrutkami, ale z przystanku przy drodze E471 można też złapać marszrutkę jadącą dalej, np. do Lwowa.

Miejsce na Twój komentarz

*