fbpx
Bieszczady przestały być dzikim miejscem na skraju Polski, do którego przyjeżdżają wyłącznie romantyczni wędrowcy i ekipy rajdowe. Szlaki w Bieszczadach z roku na rok stają się coraz bardziej popularne. Obecnie Bieszczady to jedno z najmodniejszych miejsc turystycznych w Polsce. Które szlaki wybrać, by poczuć w Bieszczadach klimat, na którym wyrosła ich legenda? Proponuję kilka tras, które zawsze będą wolne od tłumów.

Popularność Bieszczadów eksplodowała na olbrzymią skalę. Najpopularniejsze trasy: Połonina Wetlińska i Caryńska, Rawki, Tarnica i Bukowe Berdo to pierwszy wybór turystów debiutujących w Bieszczadach. Te szlaki są zdecydowanie najbardziej oblegane. W sezonie letnim wędrują nimi tysiące ludzi.

Mam kilka propozycji szlaków dla osób, które chciałby podziwiać Bieszczady w nieco bardziej kameralnym gronie. To trasy, które pozostają poza zainteresowaniem największych grup, a które ze względu na rozmaite walory wciąż są bardzo atrakcyjne. Te rekomendacje powinny również zainteresować miłośników Bieszczad, którzy wędrowali już najpopularniejszymi szlakami i chcieliby uciec w drugoplanowe rejony mniej znanych pasm. Zerknijcie, którędy wędrować, żeby lepiej poczuć ducha, na którym budowała się legenda Bieszczad jako krainy romantycznych wędrowców.

Komańcza – Cisna. Czerwony szlak. 30.3 km

Ponad 30 kilometrowy odcinek Głównego Szlaku Beskidzkiego łączy będącą na skraju Bieszczadów Komańczę z jednym z najważniejszych turystycznych bieszczadzkich ośrodków – Cisną. Do jego przejścia potrzeba całego długiego dnia. Suma przewyższeń to ponad 1150-1250 m (zależy skąd startujemy), czyli jak na Bieszczady na prawdę konkret. Trasa jest eksponowana tylko na kilku odcinkach. Najciekawszym miejscem szlaku są Jeziorka Duszatyńskie. Po drodze zdobędziemy kilka szytów: Hon, Wołosań, Pocak, Jaworne, czy Chryszczatą. Ze względu na swoją długość i brak możliwości kontaktu z cywilizacją po drodze nigdy nie stanie się priorytetowym wyborem większości turystów. Można tu wejść w dziki las bardzo, bardzo głęboko i przez długie godziny z niego nie wychodzić.

Jabłonki – Schronisko PTTK w Jaworcu. Czarny szlak. 20.4 km

Czarny szlak może kojarzyć z czymś groźnym i niebezpiecznym, ale odcinek z Jabłonek do schroniska w żadnym wypadku taki nie jest. Jego przejście zakłada wspinaczkę na dwa niewysokie szczyty: Łopennik i Falową. Oba wierzchołki są dość ekscytujące, choć nie należą do bieszczadzkiego kanonu. Schodząc z Łopiennika w stronę Dołżycy można odnaleźć fundamenty schroniska, które spłonęło w 1977 roku. Suma przewyższeń jest dosyć spora- ponad 1000 metrów bez względu na to, z której strony startujemy. Polecam wystartować z Jabłonek. Finisz w jednym z przyjemniejszych z bieszczadzkich schronisk, jakim bez wątpienia jest Jaworzec będzie dużo lepszym ukoronowaniem tego dnia niż wyjście z lasu w środku “szosówki”.

Możliwy także krótszy wariant tego odcinka czarnego szlaku ze startem lub finiszem w Dołżycy.

Maniów – Nowy Łupków. Żółty+Niebieski. 25.4 km

Wkraczamy na granicę polsko-słowacką. Kilka pierwszych kilometrów może wydawać się niewdzięcznych, bo idziemy drogą. W Balnicy, gdzie jest stacja kolejki wąskotorowej i sklep, skręcamy na zachód i od tego momentu szlak prowadzi granicą aż do Głębokiego Wierchu. Praktycznie całość odcinka granicznego jest schowana w lesie, nie ma zbyt wielu widokowych miejsc. Imponujące są strome zbocza po Słowackiej stronie. Miniemy też mogiłę nieznanego żołnierza. Trasę proponuję zakończyć w Nowym Łupkowie, ale w sumie warto zrobić to nieco wcześniej, w schronisku na Końcu Świata, które jest jednym z moich 38 cudeniek wschodniej Polski. Trasa jest bardzo łagodna i łatwa.

Żubracze-Runina. Niebieski-Żółty-Niebieski. 23.3 km

Propozycja małego wypadu na stronę Słowacką. Wyruszamy ze wsi Żubracze. Najpierw pokonujemy cały “masyw” Hyrlatej i schodzimy do Przełęczy nad Roztokami. Po stronie słowackiej większość trasy prowadzi szutrową drogą. W Runinie znajdziecie kilka miejsc noclegowych. Na drugi dzień można wrócić z Runiny dochodząc zielonym szlakiem do szlaku granicznego a następnie schodząc do Cisnej szlakiem czerwonym.

Waszym zdaniem to również najlepsze szlaki w Bieszczadach? A może macie jakieś inne propozycje na trasy z dala od tłumów? Komentarze całe Wasze 😉

Czytaj także: Bieszczady jesienią

szlaki w bieszczadach

Bartek Szaro

Autor Bartek Szaro

Prawa półkula mózgu. Wymyśla, opracowuje, tworzy koncepcje. Pisze poradniki i dba o układ wizualny bloga. Autor programu "Regionami" oraz twórca Festiwalu Podróży i Reportażu "Kontynenty". Gospodarz cyklu spotkań "Nieturyści".

Więcej tekstów autora Bartek Szaro

Dołącz do dyskusji! 8 komentarzy

  • Marysia pisze:

    Witam 🙂 Jesienne Bieszczady są najpiękniejsze. Oprócz wszystkich znanych szlaków i tych opisanych wyżej mniej znanych, ja podam dodatkowo”swoje”, których tu jeszcze nie było.
    Wejście z Berehów Górnych przez Nasiczne na Dwernik – Kamień i dalej do Zatwarnicy. Tam warto się zatrzymać, bo to…”koniec świata” 😀 O tym za chwilę. Na Dwernik – Kamień początkowo idzie się do Nasicznego asfaltem, ale ruchu nie ma, a później bajecznie kolorowy las i na szczycie piękne widoki. Zejść można na wiele sposobów. Ciekawa ścieżka przyrodniczo-historyczna.
    http://www.twojebieszczady.net/piesze/dwernik_kam.php
    No i teraz ta Zatwarnica…trafiłam tam zupełnie przypadkowo, kiedy weszłam po raz kolejny na Przełęcz Orłowicza i stwierdziłam, że: w prawo już nie idę, w lewo już nie idę, ale…nigdy jeszcze nie schodziłam na drugą stronę, w dół. To poszłam 🙂 Szło się i szło, po drodze był lekki niepokój związany z niedźwiedziem, ludzi zero, aż w końcu doszłam do Zatwarnicy. Siadłam na ławce i…miałam wrażenie, że powinnam tam zostać 🙂 Zero zasięgu, cisza, leniwy spokój, jakiś sklepik, kilka prawdziwych ciekawostek, ptaki, słońce, jesień i…ja 🙂 Bajka. Ale musiałam wracać, żeby dojść z powrotem do Wetliny. Nie dało się inaczej, musiałam przez Przełęcz Orłowicza, choć nie lubię chodzić “po swoich śladach”. Załapałam się na cudny zachód słońca na górze, zeszłam w ciemnościach (październik), z mocnym postanowieniem, że do Zatwarnicy wrócę.
    http://www.twojebieszczady.net/zatwarnica.php
    Nie ma tu chyba informacji na temat Kina Końkret, a to niesamowita ciekawostka 🙂
    https://www.mojebieszczady.com/kino-konkret-w-zatwarnicy/
    No i wróciłam do Zatwarnicy – tym razem busem z przesiadką z Ustrzyk Górnych (podróżuję pociągami, busami i pieszo). Zależało mi na czasie, bo chciałam z Zatwarnicy wyruszyć dalej – tym razem do wsi Krywe. Trudno nazwać to miejsce wsią, ale…zabudowania są 🙂 Gwarantowana samotność na szlaku – jesienną porą nie ma tam nikogo. Trzeba koniecznie dojść dróżką nad San, już w Krywem – pięknie mienią się w słońcu otoczaki, dojść do ruin cerkwi i…poszukać w necie informacji na temat niesamowitej postaci związanej z tym miejscem – Tośki z Krywego i jej tragicznej historii. Po drodze jest jeszcze Hulskie.
    http://www.twojebieszczady.net/dawne/krywe.php
    Jeszcze jedno miejsce, gdzie trzeba dotrzeć w Bieszczadach 🙂 Dwa…pierwsze to wspomniane Jasło – polecam też krótszą, a nieznaną drogę z Przysłupa/u/pia – każdy mieszkaniec odmienia inaczej 😉 Przysłup jest na trasie Wetlina – Cisna, można podjechać pksem, szkoda czasu na asfalt. Podejście żółtym szlakiem, jeszcze niedawno nie było go na mapach. Szłam z 7letnią Wnuczką, w ogóle nie zauważyła, że “już” jest na górze 🙂 Fajnie się idzie, a widoki extra – zejść można przez Okrąglik i Fereczatą do wsi Smerek, ja nocowałam ciut dalej, w Kalnicy. Polecam schronisko młodzieżowe zaraz na wejściu do Kalnicy – obok sklep otwarty “zawsze” 😀 , a Szefowa schroniska p. Ela, przemiła 🙂
    https://mapa-turystyczna.pl/route?q=49.1846630,22.3872080;49.1579750,22.3606850;49.1470390,22.3663190;49.1499382,22.3997498;49.1759790,22.4388910;49.1942692,22.4248123
    No i ostatnie, piękne miejsce oraz droga do niego…
    Łopienka – z Chrystusem Bieszczadzkim. Szłam bezludnym czarnym szlakiem z Dołżycy przez Łopiennik, dalej czerwonym przez studencką bazę Łopienka (pustą o tej porze roku, acz radosną ze swoimi stałymi punktami i ich opisami ;)) i dalej jakąś ścieżką wg mapy, do samej cerkiewki Łopienka (wszyscy dojeżdżali samochodami od drugiej strony). Tam trzeba pobyć dłuższą chwilę, bo miejsce jest magiczne. Powrót wybrałam najpierw ubitą drogą jezdną do asfaltówki Dołżyca – Terka i zaraz za asfaltówką dalej przez Sine Wiry i wsie już historyczne Zawój, Ług do Kalnicy. Uf, było całodzienne chodzenie, ale super wędrówka. No i pusto, nawet w Łopience tylko kilka osób. Super!
    https://www.google.com/search?client=firefox-b-d&q=%C5%82opienka+cerkiew&npsic=0&rflfq=1&rlha=0&rllag=49263085,22369236,0&tbm=lcl&ved=2ahUKEwjk-bWHrPrjAhWotYsKHZEbDLMQtgN6BAgKEAQ&tbs=lrf:!2m1!1e2!3sIAE,lf:1,lf_ui:1&rldoc=1#rlfi=hd:;si:;mv:!1m2!1d49.29182208423123!2d22.57630887221069!2m2!1d49.177716362796424!2d22.251525547015376!4m2!1d49.23480217201182!2d22.413917209613032!5i12
    Jakieś dziwne linki się wstawiły, mam nadzieję, że się otworzą.
    Sorki za długachne pisanie, ale to wszystko trzeba opowiedzieć 😀 Nie da się krócej…Zdjęć własnych mam milion, ale…sami zrobicie swoje 🙂
    Pozdrawiam i życzę fantastycznych przygód na szlakach 🙂
    Warto wstać w jesiennych Bieszczadach przed świtem i o wschodzie słońca być na jakiejś polanie, potem z lesie – tam dzieją się rzeczy niesamowite, w świecie spowitym mgłą, albo nocnym szronem i ze słońcem prześwitującym przez zamglone drzewa…bajka, po prostu bajka…
    Marysia J.

  • […] zerknijcie na krótką listę szlaków z dala od tłumów. To propozycja kilku widowiskowych i przyjemnych tras, na których poczujecie się swobodnie. A […]

  • Idąc we wtorek Bukowym Berdem, ludzi spotkaliśmy dopiero tak pod koniec drogi, w kierunku Krzemienia, więc nie jest to tak zawalony szlak jak inne połoniny. Pominę fakt, że początek z Widełek był bardzo zabłocony po ulewach. Jak ktoś chce chodzić po połoninach to niestety nie uniknie ludzi na szlaku.
    Przy okazji zapraszam do mnie, zaczynamy relacjonować nasze “wędrówki” tymi popularniejszymi szlakami.
    http://www.kluski-wedrowne.blogspot.com

  • Carl pisze:

    Interesujący wpis, super jest ten blog!

  • W Bieszczadach jeszcze nie byłam, jadę w lipcu. Lekkie góry podobno (jak byłam w Tatrach to można się było zmęczyć). Z doświadczenia wiem, że ciężko jest w takich znanych miejscach uniknąć ludzkości – a jeśli już to trzeba być dobrze wyposażonym, bo są niebezpieczne. Raz z byłym chłopakiem schodziliśmy z trasy rzadszym szlakiem właśnie ze względu na turystów i w połowie trasy zatrzymała nas wielka przepaść – a nie było jej w przewodniku. Trzeba uważać. Przy okazji zapraszam też do mnie 🙂 https://toruniankapl.wordpress.com/

  • Konrad pisze:

    Pierwszą i trzecią trasę zrobiłem już wiele razy na rowerze, polecam 🙂

  • Przepiękne to wszystko i przejrzyste 🙂 Cenne dawki informacji, oby jak najwięcej 😀 Będziemy śledzić 🙂

Miejsce na Twój komentarz

*