fbpx

Pora zadać sobie to jedno ważne, ale to bardzo ważne pytanie: gdzie pojechać na majówkę? W 2019 wystarczy wziąć tylko 3 dni urlopu żeby móc cieszyć się aż 9-dniowymi wakacjami. Takiej szansy na wyjazd po prostu zmarnować nie można. Żeby poszukiwania nie przyprawiły Was o ból głowy podajemy na tacy 7 propozycji majówkowego wyjazdu, w których odpoczniecie od codziennych obowiązków i nie będą to drogie wyjazdy.

Przypomnijmy. W 2019 roku majówkę można zacząć już w piątek 26-go kwietnia. Biorąc wolne w poniedziałek i wtorek (29 i 30 kwietnia) i 2-go maja gwarantujecie sobie smaczny 9-cio dniowy urlop. Jeżeli uwielbiacie podróżować takiej okazji zaprzepaścić po prostu nie można.

Oczywiście nie tylko ja, wy, sąsiad, pani ze sklepu na dole i parkingowy wiedzą, że w tym roku majówka wypada w tak korzystnym układzie. Wiedzą o tym prawie wszyscy. I zdecydowanie duża część z nich również planuje swoje majówkowe wojaże. Założę się, że prawdziwe oblężenie przeżyją Bieszczady, konkretna szarża ruszy też na pewno w kierunku Tatr. Chmary rządnych ucieczki poza miasto obywateli nie oszczędzi też pewnie wybrzeża Bałtyku i mazurskich marin, o ile pogoda będzie taka jak dzisiaj.

Gdzie pojechać na majówkę żeby ominąć tłumy?

Więc jeśli rzeczywiście chcecie odpocząć we względnym spokoju to nie wystarczy po prostu wyjechać. Trzeba wybrać miejsce, które nie będzie w czasie majówki Copacabaną w środku lata. I ja właśnie w tej sprawie. Podsuwam Wam 7 miejsc, w których spokojnie wypoczniecie, ale i zetkniecie się z ciekawymi, mało popularnymi tematami od etno przez architekturę po przyrodę i krajobrazy. Jedziemy.

Bieszczady? No, dobrze niech będzie. Ale na Ukrainie!

Wciąż nie możecie się oprzeć urokowi Bieszczadów? Wcale się nie dziwię. Jeśli jednak pragniecie wędrować po połoninach w towarzystwie prawdziwych bieszczadzkich aniołów i nie preferujecie kolejek na szlakach skierujcie swój wzrok na Bieszczady Wschodnie i pojeździe na Ukrainę. Szlaki w Bieszczadach ukraińskich są nie mniej piękne od tych po polskiej stronie a luzu jest zdecydowanie więcej. Możecie zacząć od trasy z Sianek na Pikuj. A jak już Wam się znudzą Bieszczady zaraz obok macie Świdowiec i Czarnohorę. Raj dla górołazów potrzebujących na szlaku swobody jak tlenu.

Szlak na Pikuj jesienią.

Falujące pagóreczki i rozbrajające miasteczka. Południowe Morawy

Znojmo, Mikulov czy Lednice to miasteczka na Południowych Morawach, które potrafią omotać jak wprawiony bazarowy marokański sprzedawca. To typowe miejscowości z klimacikiem, tyle, że na Południowych Morawach jest ich całe skupisko. Co kilkadziesiąt kilometrów czeka miasteczko ze spójną zabudową. Wszystko się zgadza architektonicznie i kolorystycznie, ba! mieszkańcy chętnie doprawiają uliczną przestrzeń swoją kreatywnością a truskawką na keksie są przepiękne zabytki, z których przed nawias na pewno trzeba wyciągnąć Pałac w Lednicach, Zamek w Mikulovie i rotundę św. Katarzyny w Znojmo.

Morawskie miasteczka to tylko część uwodzącego krajobrazu Południowych Moraw, w którym nie mniejsze znaczenie mają łagodne wzgórza sprawiające wrażenie nachodzących na siebie fal. Wiele z nich służy miejscowym do uprawy winorośli i absolutnie nie można przeoczyć degustacji wina wyprodukowanego lokalnie.

Mikulov o zachodzie słońca.

Jak podróżować po Morawach Południowych? Jeżeli nie własnym samochodem znakomicie sprawdzają się niedrogie pociągi regionalne.

Środkowy Bug. I Kłopoty Stanisławy

Ostatnio da się zaobserwować wzrastające zainteresowanie Bugiem a nawet obszarem określanym krainą Bugu i jest to kierunek jak najbardziej słuszny. Z wielu względów, ale na majówkowy wyjazd chciałbym polecić Wam konkretny odcinek: od pięknego mostu kolejowego w Maćkowczach do miejscowości Nur. Większość turystów przyjeżdża w okolice Serocka i Mielnika, tam też jest bardzo ładnie i atrakcyjnie, ale zamiast jechać gdzie większość spenetrujcie następny odcinek rzeki, gdzie jest dużo mniejsze zagęszczenie obiektów noclegowych i agroturystyk a Bug oferuje równie piękne, dzikie uroczyska i zjawiskowe pejzaże.

Jeżeli jesteście turystami “zrowerowaymi” to zdecydowanie zachęcam Was do zlokalizowania swojej bazy na północnym brzegu rzeki i odbywanie wycieczek po bardzo specyficznym wycinku Polski. Mam na myśli obszar na północny zachód od Siemiatycz. Teren jest iście sielski; szutrowe drogi, zagajniki wpisane w krajobraz ciągnących się po horyzont pól, kilkudziesięcioletnie kapliczki i… zabawne nazwy miejscowości. To tutaj możecie przejechać przez Kłopoty-Stanisławy, zerwać jabłko z dzikiej jabłoni w Starych Moczydłach, wypić oranżadę pod sklepem w Twarogach Ruskich,złapać gumę w Bacikach Bliższych i zakończyć trasę nad Morzem.

Sporo przyjemności może przynieść też zbadanie historycznych wątków Drohiczyna, miasta leżącego na trasie Wielkiego Gościńca Litewskiego. Ranne ptaszki nie mogą opuścić oglądania wschodu słońca nad zakolem Bugu z Góry Zamkowej.

Chełm, Hrubieszów, Włodawa. Kresowy tryptyk

Czasami mam kłopot z tłumaczeniem ludziom na czym polega urok miast i miasteczek znajdujących się blisko wschodniej granicy, ale może część z Was mnie rozumie. Na pierwszy rzut oka mogą wydawać się nieatrakcyjne, nieestetyczne, bo z wielu budynków sypie się tynk, skrzyżowania toną w otulinie banerów reklamowych, bo w powietrzu długimi godzinami potrafi wisieć marazm. Ale jak się spróbuje zrozumieć historyczne znaczenie tych miast, przepuści przez sito historii zabytki nie koniecznie będące dziś w najlepszej kondycji i poszuka wątków związanych z ważnymi lokalnie postaciami to nagle okazuje się, że jest się w świecie którego odkrywanie przynosi mnóstwo satysfakcji i przyjemności.

Chełm, Hrubieszów i Włodawa. Każde z tych trzech miejsc ma mnóstwo ciekawych wątków do rozgryzania. Pomimo obiegowych opinii i często niewiary samych mieszkańców w atrakcyjność własnych miast są to miasta, w które można solidnie wsiąknąć. Ja na pewno wsiąknąłem. Z tej trójki tylko w Chełmie byłem mniej niż 5 razy. 

Nic nie stoi na przeszkodzie żeby też wypełznąć z miejskiego krajobrazu i przeczesać teren, który znajduje się pomiędzy tą trójką. Taki wyjazd może się fajnie zlepić w podróż po obszarze kresowego trójkąta urzekającego historią, przyrodą i architekturą.

Podziemia kredowe w Chełmie. Spacer tunelami drążonymi kiedyś przez mieszkańców miasta jest bardzo osobliwym przeżyciem. Tylko uwaga: grasuje tu duch!

Litwa na pożarcie

9 dni wolnego to idealna ilość czasu żeby w zadowalający sposób poznać kraj wielkości Litwy. Co mogę na Litwie zarekomendować? Z miast najbardziej do gustu przypadło mi Kowno. Tutaj warto spędzić trochę czasu w rubasznym Muzeum Diabłów (wciągające ekspozycje). W drugiej kolejności proponuję zaplanować długi spacer po dzielnicy “Zielona Góra”, gdzie klasyczna miejscowa architektura mieści się z domami zbudowanymi wg. nowoczesnych projektów.

W Wilnie największą radość sprawiła mi wizyta w dzielnicy Śnipiszki. Kilogramy wiejskiego klimatu sąsiadującego z centrum miasta. Natomiast [otężną dawkę miejskich impresji można przyjąć spacerując uliczkami Starego Miasta. Finał koniecznie na wzniesieniu parku Kudry, z widokiem na całe miast.

Gratką dla fanów plaż i morskich wybrzeży będzie na pewno wizyta w Parku Narodowym Mierzei Kurońskiej. Już sam fakt zobaczenia Bałtyku od innej strony jest interesujący. Tutaj będzie najciekawszy. Przekonacie się!

Po kilka innych litewskich inspiracji zapraszam do relacji z pobytu w Litwie i Łotwie.

Muzeum Diabłów w Kownie, fragment ekspozycji

Trekking po górach Przeklętych i wejścia na najwyższy szczyt Kosowa 2656 m .n.p.m.

Najbardziej przebojowym zestawieniem z majówkowej listy jest propozycja wejścia na najwyższy szczyt Kosowa Djeravicę oraz trekking po Górach Przeklętych. Wydaje się, że taki kierunek może być zbyt odważny, ale to opcja do poważnego rozważenia, szczególnie dla zapalonych górołazów.

Jest to też opcja bardzo przyjazna dla portfela, bo Kosowo jest tanim regionem (w razie wątpliwości przeczytajcie poradnik Jak tanio podróżować po Kosowie?) i na miejsce można się dostać za niecałe 200 albo 250 zł. A jest to możliwe dzięki połączeniu Bratysława-Nisz. Jasne, pozostaje kwestia dojazdu do Bratysławy (niedrogo PolskimBusem z wielu miejsc w Polsce) i dojazdu z Niszu do Kosowa, ale nie są to drogie rozwiązania.

Trekking na Djeravice wspominam jako jedną z najbardziej swobodnych górskich wędrówek ostatnich lat, przy tym bardzo konkretną widokowo. Pomyślcie, czy nie jest to coś akurat dla Was.

Widok z grani szczytowej niedługo po wschodzie słońca.

Ludowe królestwo Maramureszu

Wciąż jestem pod dużym wrażeniem północnej Rumunii i pozostaje mi tylko zdecydować którą porą roku wybiorę się tam drugi raz. Niestety na pewno nie będzie to początek maja, choć trochę żałuję, bo niejeden mieszkaniec Maramureszu wskazywał maj jako najprzyjemniejszy miesiąc do odwiedzenia regionu.

Maramuresz, czyli region znajdujący się w północno-zachodniej Rumunii to moim zdaniem ludowe serce Europy. Ludzie bardzo poważnie traktują tu tradycje. Zaczynając od chodzenia na co dzień w charakterystycznych strojach po budowanie potężnych drewnianych bram ozdabiających gospodarstwa. O tradycji bram opowiadam w najnowszym odcinku Regionami. Obejrzyjcie:

Co konkretnie zobaczyć w Maramureszu? Na pewno warto eksplorować Kotlinę Budesti, Dolinę Viseu i Dolinę Izy. W każdej z wsi znajdujących się w tych lokacjach znajdziecie ciekawe zabytki, wspaniałe krajobrazy i ciepłą, autentyczną gościnność gospodarzy. Jeszcze w kwietniu wrzucę na blog przewodnik po Maramureszu (ukażą się też nowe odcinki programu Regionami), więc będziecie mogli wyszperać dla siebie jeszcze kilka ciekawostek przed ewentualnym wyjazdem.

Krajobraz Maramureszu w lutym. W maju przeistoczy się w pełną sielankę!

Bartek Szaro

Autor Bartek Szaro

Prawa półkula mózgu. Wymyśla, opracowuje, tworzy koncepcje. Pisze poradniki i dba o układ wizualny bloga. Autor programu "Regionami" oraz twórca Festiwalu Podróży i Reportażu "Kontynenty". Gospodarz cyklu spotkań "Nieturyści".

Więcej tekstów autora Bartek Szaro

Dołącz do dyskusji! Jeden komentarz

Miejsce na Twój komentarz

*