fbpx

Dzisiaj podróż z Warszawy do Wilna zajmuje samochodem około sześciu godzin. Kiedyś trwała tydzień, a łącząca obie stolice droga była jednym z najważniejszych szlaków handlowych i pocztowych Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Poznajcie Wielki Gościniec Litewski.  

Wróćmy do czasów, gdy samochód nie istniał jeszcze nawet w ludzkiej wyobraźni, a asfaltowa droga nie śniła się najbystrzejszym wizjonerom.

Dwa potężne ośrodki miejskie i handlowe. Stolice Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Warszawa oraz Wilno. Pomiędzy nimi mistyczne Podlasie. Miejsce wspólnego życia Polaków, Litwinów, Rusinów. Katolików, prawosławnych, żydów, starowierców, a nawet protestantów. Szutrowymi drogami łączącymi kolejne miejscowości Podlasia z Wilna do Warszawy i z Warszawy do Wilna, coraz częściej zaczynają podróżować handlowcy. Szukając możliwości zarobku próbują handlu w mijanych po drodze miejscowościach. W zamian za prawo do zbywania swoich towarów w wyznaczone dni targowe i jarmarczne, muszą zaproponować mieszkańcom owych miejscowości bardzo korzystne ceny. Dzięki temu nienależący do najzamożniejszych mieszkańcy Podlasia mają dostęp do nowych dóbr. Sprzedawcy rachują dodatkowe wpływy. Smutni nie pozostają właściciele miast, którzy bogacą się pobierając od kupców rozmaite opłaty.

Kształtuje się potężny szlak handlowy. Niedługo do kupców dołączają pocztowi kurierzy. W czasie przenosin stolicy Polski z Krakowa do Warszawy, postanowiono utworzyć pomiędzy Warszawą a Wilnem połączenie pocztowe. W wielu podlaskich miejscowościach powstają pocztowe placówki. Oprócz pełnienia roli administracyjnej, stają się komfortowymi miejscami postojowymi dla przemierzających szlak. Rozwój komunikacji i handlu zaczyna ożywiać znakomitą większość podlaskich miejscowości.

Postanowiłem ruszyć szlakiem Wielkiego Gościńca Litewskiego żeby wejść w skórę niegdysiejszych handlowców, a także zobaczyć zabytki stworzone przez kręgi wszystkich kultur obecnych na Mazowszu i Podlasiu. Zabieram Was na trakty łączące ze sobą Warszawę i Wilno.

Wielki Gościniec Litewski nie prowadzi wyłącznie jedną trasą, a stanowi siatkę wielu dróg, których znaczenie zmieniało się na przestrzeni dziejów. Ja wybrałem trasę prowadzącą przez Sulejówek, Liw, Drohiczyn, Bielsk Podlaski, Białystok, Supraśl, Czarną Białostocką, Sokółkę, Troki. Kończącą się oczywiście w Wilnie.

Oto miejsca, które najbardziej wpłynęły na moją wyobraźnię podczas podróży Wielkim Gościńcem Litewskim. Były dla mnie najistotniejsze w czasie podróżowania szlakiem.

Warszawa. Gotowi do odjazdu!

Zamieniając się w pocztowego kuriera podróżującego z Warszawy do Wilna, nie mam wyboru i swoją marszrutę muszę rozpocząć z siedziby poczty. Mieściła się w dawnym pałacu Wesslów na Krakowskim Przedmieściu. Wszyscy ochotnicy chcący podróżować pocztą pasażersko, bo taka możliwość wraz z rozwojem komunikacji na szlaku również się pojawiła, musieli stawić się w budynku poczty. Stąd wyruszano trasą prowadzącą na Okuniew, przez Stanisławów i Dobre, aż do granicy Mazowsza.

Liw. Pierwsza granica

Pierwszy przystanek robię 80 km od Warszawy. Dojeżdżając do Liwu dotarłem tym samym do historycznej granicy dzielnic Mazowsza i Podlasia. Umocnienia w Liwie były kiedyś najbardziej na wschód wysuniętym przyczółkiem obronnym całej Polski. Jest to miejsce unikatowe w całym regionie – pomiędzy Mazurami a Lublinem nie znajdziemy żadnej innej, przynajmniej częściowo zachowanej, średniowiecznej warowni.

Biały budynek obok wieży to zbrojownia-muzeum. Można w nim poznać historię warowni. Jej najciekawszym epizodem wydaje się być okres II wojny światowej, kiedy archeolog Otto Warpechowski obronił ją przed rozbiórką, przekonując Niemców, że twierdza w Liwie to twór krzyżacki. Całkiem niezły numer. Oprócz kolekcji broni, makiet i grafik nawiązujących do historii przyczółka, w muzeum są dwa szczególnie ciekawe eksponaty. Pierwszy to piec kaflowy, uratowany z dworu w Starej Suchej, którym się ostatnio zachwycałem. Drugim jest obraz „Wejście Polski do Unii Europejskiej Krzysztofa Buczaka”, który stanowi wariację na temat… bitwy pod Grunwaldem.

Dla kupców Wielkiego Gościńca Litewskiego, ze względu na bliskość posterunku, Liw musiał być miejscem szczególnie bezpiecznym. Co ciekawe, jej najbliższa okolica nawet dzisiaj nie jest całkowicie wolna od jarmarkowego klimatu. Rok rocznie przy liwskiej warowni odbywają się dwa wydarzenia nie pozbawione bazarowego zabarwienia: Festyn Archeologiczny oraz Turniej rycerski „O pierścień księżnej Anny”. To najlepsze momenty na odwiedzenie Liwu. I świetna pora na degustację pierogów przygotowanych przez lokalne trendsetterki kulinarnych specjałów.

Węgrów. Szkoci, Dom Gdański i Tylman Gamerski

Następny przystanek czeka mnie zaledwie kilka kilometrów dalej. To, że Węgrów był kiedyś bardzo ważnym ośrodkiem handlowym, doskonale widać po dziś dzień. Najbardziej charakterystyczny budynek miasta, Dom Gdański, został zbudowany jako zajazd dla przejezdnych kupców. Charakterystyczna barokowa budowla mieści obecnie bibliotekę. Jest także przestrzenią dla wystaw.

Węgrów wyróżnia się na całym Szlaku Wielkiego Gościńca Litewskiego tradycjami reformacji. Mający tutaj swoje wpływy Radziwiłłowie i Kiszkowie przyjęli i opiekowali się protestantami, których sprowadzono ze… Szkocji. Zajmowali się oni przede wszystkim handlem i sukiennictwem. Również dzięki nim Węgrów umacniał się jako jeden z najważniejszych ośrodków handlu z szlaku. Pamiątką po ich obecności jest kościół ewangelicko-augsburski, stojący nieopodal rynku. Na przykościelnym cmentarzu zachowały się także nagrobki Szkotów.

Znaczenie Węgrowa podkreśla także udział wielkiego architekta Tylmana von Gameren w rekonstrukcji Bazyliki pw. Wniebowstąpienia Najświętszej Maryi Panny a także projektowaniu kościoła pw. śś. Antoniego z Padwy i Piotra z Alkantary.

Król Stanisław August Poniatowski odwiedził Węgrów pięciokrotnie.

Wstaliśmy o godzinie siódmej. Znów przejeżdżaliśmy przez wielki dębowy las i po przebyciu półtorej mili zatrzymaliśmy się na chwilę w Węgrowie, małym miasteczku należącym do hrabiego Krasińskiego. Prócz drewnianego kościoła, który jest prawdopodobnie owym wspominanym przez pana Büschinga luterskim i reformowanym kościołem, są tu dwa inne murowane, położone przy klasztorach. W jednym z nich, nowym, przez hrabiego Krasińskiego poświęconym św. Antoniemu Padewskiemu i jakiemuś innemu świętemu, spostrzegłem różne dobre malowidła w ołtarzu i kilka mniejszych, też nie do pogardzenia, na filarach, jak również duży grobowiec. Wielki ołtarz zrobiony jest z drzewa, zdobiony pięknymi, skręcanymi kolumnami.Johann Bernoulli, szwajcarski uczony, o podróży do Węgrowa w XVIII w.

Drohiczyn. Kto włada, ten rządzi całym Podlasiem!

Pierwszy, ważny punkt na szlaku po drugiej stronie Bugu. Położony na wzgórzu, z piękną panoramą na dziką rzekę Drohiczyn w swoim czasie stanowił rozdroże dla podróżujących handlowców. Stąd można było obrać trasę na Bielsk, Narew i Gródek albo na Mielnik i Brześć. Przeprawiając się promem przez Bug kupcy z pewnością musieli czuć, że wraz z dobiciem do drugiego brzegu ich podróż kończy pewien znaczący etap. Przeprawa przez rzekę dla wielu musiała stanowić spore przedsięwzięcie logistyczne. Drohiczyn przez ponad 200 lat był stolicą województwa podlaskiego. Można więc podejrzewać, że tutejszy jarmark był dla wielu bardzo dochodowym i kupcy z przyjemnością wystawiali na nim swoje towary.

Drohiczyn to jedna z najprzyjemniejszych miejscowości na trasie Wielkiego Gościńca Litewskiego. Raz, że bardzo błoga i świetnie położona, dwa, można w nim zapuścić się do kilku interesujących świątyń pozwalających odczytać różnorodność religijną Podlasia. Jednym ze smaczków Drohiczyna jest muzeum diecezjalne, w którym znajduje się akt chrztu Stanisława Augusta Poniatowskiego. Muzeum mieści też salę poświęconą unitom. To kolejny element wielokulturowej podlaskiej układanki. Ze względu na swoje wyjątkowe usytuowanie, Drohiczyn najdobitniej wyróżnia się z polskich miasteczek połączonych szlakiem.

W 1253 Daniel Romanowicz koronował się w Drohiczynie na króla Rusi.

Na przestrzeni lat utarło się powiedzenie “Kto trzyma Drohiczyn, ten rządzi całym Podlasiem”.

Bielsk Podlaski. Przystanek królów

W Bielsku Podlaskim wysiadam na przystanku zaraz obok niebieskiej cerkwi św. Michała. To chyba najbardziej charakterystyczny, zaraz obok ratusza, budynek Bielska. Zbudowano go jeszcze pod koniec XVIII wieku, zanim jeszcze Wielki Gościniec Litewski stracił zupełnie na znaczeniu z powodu rozbiorów. W Bielsku zatrzymywali się niemal wszyscy królowie podróżujący pomiędzy Warszawą a Wilnem.

Gdzie w Bielsku szukać nawiązań do podróżnych kupców? Niedaleko rynku usytuowane jest dość duże targowisko, które od razu budzi skojarzenia z żywiołowym handlem prowadzonym tu w XVII i WVIII wieku. W jego okolicy trafić można do sklepu z tradycyjnymi podlaskimi artykułami. Wędliny, przyprawy, sery korycińskie… Wizyta w Wędzarni Dunikowskich z lokalnymi produktami to absolutna konieczność. Takich właśnie miejsc oczekuje się po miastach leżących na Wielkim Gościńcu Litewskim. Kupuję torbę piołunu i ruszam w dalszą drogę.

Wielki Gościniec Litewski

Białystok. Stacja pocztowa w rynku

Największe miasto na szlaku trafiło w sferę zainteresowań handlowców dopiero, gdy rozwinął je Jan Klemens Branicki. To on zainicjował budowę pałacu, który jest dziś symbolem Białegostoku. Co ciekawe, pałac stanął na miejscu siedziby byłych właścicieli miasta – Wiesiołowskich.

Jeśli będziecie w Białymstoku szukać miejsc związanych z Wielkim Gościńcem Litewskim, zwróćcie uwagę na róg rynku i ulicy Suraskiej. W tym miejscu stał wielki, dwukondygnacyjny budynek poczty, w którym można było odpocząć, zjeść i przenocować.

Skoro jesteśmy już przy poczcie, wspomnę w jaki sposób szlak „obsługiwał” przesyłki i jak wyglądała cała logistyka związana z przewozem przesyłek pocztowych. W XVIII wieku wszedł w życie przepis, który określał maksymalny czas przewozu przesyłek pomiędzy Wilnem a Warszawą na siedem dni. Z Warszawy poczta wyjeżdżała w poniedziałki i środy. Do Warszawy przesyłki wyruszały w środy i soboty. Co 15-45 km zlokalizowane były stacje pocztowe, które pełniły rolę zajazdów. Kierowały nimi osoby zatrudnione na stanowiskach poczmistrzów. Po zachodniej stronie szlaku poczmistrzami byli głównie Sasi, po wschodniej Żydzi. Za przewóz i doręczanie listów i paczek odpowiedzialni byli postylioni, ówcześni listonosze.

Rozwój transportu korespondencji stworzył także doskonałą okazję do przewozu osób.

Cena koni ekstrapocztą, jak wszędzie od jednego po 2 złote za milę, to jest groszy 8; postylion dostaje od stacji czy dłuższej czy krótszej 2 złote, które się płacą postmajstrowi razem. Oddaje on je postylionowi po powrocie dopiero, aby posiadając ten skarb nie pił po drodze, gdyż dla tutejszego ludu jedyną przyjemnością jest wódka. Jeżeli mu się oprócz tego da 3 do 5 polskich groszy, dojechawszy całuje ręce i suknie.Friedrich Shulz, niemiecki literat, o przewozie poczty w XVIII w.

Supraśl. Kiszka ziemniaczana i święty Monastyr

Postanowiłem nieco zboczyć z głównego szlaku i zapędzić się na skraj jednej z jego bocznych odnóg. W ten sposób znalazłem się w Supraślu. Miasto będące już ikoną całego Podlasia, swoją sławę zawdzięcza w moim mniemaniu czterem elementom:
-ulicy 3 Maja, przy której pełno jest restauracji i barów z znakomitą kiszką i babką ziemniaczaną,
-muzeum ikon, zaaranżowanym z właściwym smakiem i delikatnością,
-Monasterowi Zwiastowania Przenajświętszej Bogurodzicy, gdzie rzeczywiście da się odkryć znaczenie słowa duchowość,
-dziedzictwu Buchholtzów – cudownemu liceum plastycznemu i kaplicy cmentarnej.

Miałem okazję odwiedzać Supraśl już któryś raz, ale nigdy nie widziałem go tak pustego. Pierwszy raz miałem tutaj dla siebie aż tyle przestrzeni. Wciąż nie mogę się nadziwić i nacieszyć posiadaniem miejsc bardzo popularnych turystycznie niemalże na wyłączność. Wystarczy przyjechać jedynie o właściwej porze roku. Rozumiem, że jesienią może być chłodniej, a rabaty i łąki nie są w pełnym rozkwicie, ale bardziej surowe warunki i niższa temperatura potrafi nadać miasteczkom Podlasia dramatycznej scenografii, która bardzo dobrze łączy się z charakterem Kresów. Cały okres jesienno-zimowy jest wyśmienitą porą do rozgryzania podlaskich niuansów. Do podążania szlakiem Wielkiego Gościńca Litewskiego również. Wyobraźcie sobie jak musiała wyglądać podróż na przykład odcinkiem Czarna Białostocka – Sokółka zimą. Udajcie się tam w grudniu, albo w styczniu. Poznacie zupełnie inne krajobrazy. A oglądanie zabytków będzie dużo bardziej kameralne i intrygujące.

Troki. Tureccy osadnicy otaczają potężną twierdzę

Tak jak wyjeżdżający z Warszawy postylioni i handlowcy mijali Liw jako ostatnią twierdzę, tak dla opuszczających Wilno kupców, przed wjazdem do krainy wypełnionej małymi miastami, ostatnim bastionem był potężny, gotycki zamek w Trokach. Zdecydowanie bardziej okazałą i solidną, a także, bajecznie położoną, bo na wyspie na środku jeziora Galve warownie wzniósł pod koniec XV wieku książę Witold i przez pewien czas była ona siedzibą władców Litwy. Miała więc ona olbrzymie znaczenie polityczne. Nie mogło się to nie odbić na warunkach, w jakich można było w Trokach handlować.

Współcześnie wciąż można w Trokach spotkać się z tradycją straganowego handlu. W ciepłych miesiącach, na grobli łączącej zamek ze stałym lądem okazjonalnie rozkładają się ze swoimi kramikami sprzedawcy lokalnych wyrobów. Zarówno rękodzieło, jak i gastronomię. Jeśli nie uda się akurat ustrzelić jarmarku w Trokach, to powodów do narzekania na nudę wcale znaleźć nie będzie łatwo. W zamku na zwiedzających czeka kilkopoziomowe muzeum, można wypożyczyć łódź i opłynąć zamkową wyspę, albo przespacerować przez osiedle Karaimów, czyli osadników tureckiego pochodzenia ściągniętych niegdyś przez księcia Witolda.

Nie zaszkodzi wszakże tu, jak i wszędzie, mieć z sobą mały zapas jadła i coś do wypicia. W Kiejdanach, Kownie, Kruksztanach, Grodnie, Białymstoku, Węgrowie, na kilku innych przestankach litewskiej drogi znajdzie się wszystko, czego się żąda. Właściwych dróg sypanych w Litwie nie ma, tylko kawałkami, o czym wyżej wspomniałem; w całej drodze trafiłem na 4-5 miejsc, w których zimą lub w słotny czas zagrzęznąć można. Reszta gościńca idzie piaskami i świerkowymi lub jodłowymi lasami i tu się o to obawiać nie ma potrzeby.Friedrich Shulz

Wilno. Przesyłka doręczona!

Z poczuciem wykonanej misji dojeżdżam do Wilna. Od pewnego czasu nie jestem już na Podlasiu, ale w miejskim krajobrazie nieustannie odbija się wielokulturowe zwierciadło Rzeczpospolitej Obojga Narodów. W katolickie świątynie Wilna wmieszane są cerkwie, synagoga, meczet i kinesa (świątynia Karaimów). Opis atrakcji i zabytków Wilna to jednak zupełnie inny temat. Tutaj kończę swoją podróż szlakiem Wielkiego Gościńca Litewskiego, chociaż część korespondencji nim wiezionej powędruje jeszcze dalej, aż do Sankt Petersburga. Mi pozostaje odpocząć, poczekać do soboty, zmienić konie, zapakować przesyłki towarowe i ruszyć w podróż powrotną, do pałacu Wessla na warszawskie Krakowskie Przedmieście.

Wypiłem jeszcze kilka szklanek piwa i położyłem się do łóżka. Jednakże sen opuścił mnie i zaraz spostrzegłem coś niesamowitego w łóżku. Nie była to bynajmniej kochanka ani złodziej, który się tu ukrył, ale cały rój czarnych Mirmidonów nadgryzających niczym ludożercy me żywe ciało. Schwytałem jednego i z piekielnego smrodu poznałem ze wstrętem i zgrozą, do jakiego należy gatunku. Od tej chwili rozpocząłem istne polowanie, tyle że zamiast rogu myśliwskiego słyszałem jedynie granie świerszcza. Georg Forster, uczony, o nocowaniu w stacji pocztowej. XVIII w.

Podróżując marszrutą jednego z najważniejszych szlaków handlowych, jaki zna Polska, dotrzecie do miejsc niezastąpionych dla zrozumienia kultury i charakteru wschodniej Polski i Podlasia. Decydując się na taką formę podróży, będziecie mogli także uzmysłowić sobie, czym była kilkaset lat temu handlowa podróż pomiędzy dwoma potężnymi miastami Rzeczpospolitej Obojga Narodów kilkaset lat temu i jak obecność kupców wpływała na rozwój miast i przenikanie się kultur podlaskiego tygla. Wybierzcie się na Szlak Wielkiego Gościńca Litewskiego i zobaczcie Podlasie, jakie oglądali i kształtowali handlowcy, możnowładcy, a nawet królowie wielu narodowości, wyznań i przekonań.

Szlak Wielkiego Gościńca Litewskiego został wyróżniony jako Europejska Destynacja Turystyczna w Polsce 2017, w konkursie EDEN Polska organizowanym przez Komisję Europejską i realizowanym przez Polską Organizację Turystyczną.

Bartek Szaro

Autor Bartek Szaro

Prawa półkula mózgu. Wymyśla, opracowuje, tworzy koncepcje. Pisze poradniki i dba o układ wizualny bloga. Autor programu "Regionami" oraz twórca Festiwalu Podróży i Reportażu "Kontynenty". Gospodarz cyklu spotkań "Nieturyści".

Więcej tekstów autora Bartek Szaro

Dołącz do dyskusji! Jeden komentarz

Miejsce na Twój komentarz

*