Próbuję to sobie wyobrazić – dyrektor muzeum Łazienek Królewskich podróżujący po Mazowszu i Podlasiu przyjeżdża do kolejnej wsi. Natrafia na rozpadający się dwór. Zawalony strop, zgrzybiałe ściany, spróchniałe okiennice – stan agonalny. Wbrew logice i rozsądkowi zakochuje się w tym prawie-trupie i postanawia go ratować bez względu na okoliczności.

Ale zacznijmy od początku. Połowa XVIII wieku. Kasztelan zamku w Liwiu, Ignacy Cieszkowski, planuje budowę dworu. Ogląda wiele miejsc, ale ostatecznie decyduje się wznieść posiadłość nad malowniczą rzeczką Kostrzyń, we wsi Sucha. Z ogromnych modrzewiowych bali powstaje przepiękna barokowa budowla. W bliskim sąsiedztwie stawów i lasu Cieszkowski tworzy posiadłość niczym wyjętą ze zbyt odważnego snu. Opisywany w powieściach i poematach etos dworskiego życia na łonie natury zostaje przeniesiony do rzeczywistości. Kilkadziesiąt lat później odwiedza go nawet sam król Polski. Nieszczęśliwie, w tym samym roku Cieszkowski umiera, ale ród utrzymuje posiadłość we własności aż do zakończenia drugiej wojny światowej.

Wszystko kończy przeprowadzona w 1945 roku reforma rolna. W miejsce Cieszkowskich wprowadzają się pracownicy PGRu. Utrzymanie dworu w jak najlepszej kondycji zdecydowanie nie jest ich priorytetem. Czas nie oszczędza konstrukcji, która pozbawiona uwagi i drobnych remontów zaczyna mizernieć. Będący chlubą przez ponad dwa stulecia dwór cherlawieje. Jego totalny rozkład staje się kwestią czasu.

Okiennica gabinetu

Zapomniany, rozsypujący się dom pod koniec lat 80. odnajdują profesor Marek Kwiatkowski, ówczesny dyrektor muzeum Łazienek Królewskich i jego żona Maria. Musieli w tym truchle dostrzec jakiś ledwo tlący się żar dawnej świetności, albo może usłyszeli w trzeszczących balach jego ostatnie błagalne wołanie o pomoc – nie wiem. Wbrew logice zakochują się w tym prawie-trupie i bez względu na okoliczności postanawiają go ratować. Dwór wkrótce przechodzi na ich własność.

Cztery lata trwają prace stolarskie, łatanie stropu, rekonstrukcja dachu, odgrzybianie, tynkowanie, składanie do kupy roztrzaskanych pieców, oczyszczenie szalunku, odchaszczanie działki i cała masa czynności związanych z remontem. Co ważne, gdzieniegdzie udało się zachować oryginalne podłogi! Kwiatkowscy finansują przedsięwzięcie przede wszystkim z własnych środków i finalnie odzyskują dwór Cieszkowskich z krainy umarłych. 250 lat po jego powstaniu odbywa się ponowne otwarcie. Otwierają go jako muzeum.

Rzeźbione drewniane krzesła

Na tym wcale jednak nie kończy się praca państwa Kwiatkowskich nad charakterem posiadłości. Małżeństwo zabiera się za uzupełnianie wnętrza tej dopiero co reanimowanej budowli. Wyposażanie pokoi i korytarzy meblami, dywanami, firanami, ozdabianie ich obrazami, medalionami, porcelaną, rycinami i przeróżnej maści eksponatami. Wiele z obrazów wiszących dzisiaj w dworze jest autorstwa samego profesora. Część prac malarskich, a także znaczna część sztuki to prezenty znajomych artystów. Kolekcję uzupełniają kupione przez Profesora antyki. Wypełnianie pomieszczeń unikatowymi przedmiotami trwa kilkadziesiąt lat. Małżeństwo dodaje domu jeszcze jeden wyjątkowy element. W sieni, nad wejściem do salonu, pojawia się napis “Ten dom nienawidzi nieżyczliwych”. Ale ten dom może emanować także wieloma innymi emocjami.

dwór cieszkowskich

Korytarz prowadzący przez całą długość domu

Przyjeżdżając do Suchej byłem nastawiony na zwiedzanie skansenu. Muzeum Architektury Drewnianej Regionu Siedleckiego – tak się to miejsce oficjalnie nazywa. Dzień wcześniej byłem w skansenie w Kuligowie. Nadarzała się więc dobra okazja by móc porównać dwa skanseny prezentujące budownictwo wiejskie sąsiednich regionów. Na tym się zamierzałem skupić. Ale już w momencie wejścia na teren posiadłości, gdy zobaczyłem widniejącą na bielutkim fryzie paremię “Sub veteri tectu sed parentali”, co znaczy “Pod starym domem, lecz rodzicielskim” pomyślałem, że może tu czyhać jakaś niespodzianka. Stopniowo dawało się wyczuć, że to nie jest część byle skansenu z muzealną ekspozycją.

Gabinet

O miejscach, w których mieszkali, bądź mieszkają ludzie można mówić różne rzeczy. Że są ciepłe, zimne, odpychające, przeklęte, wypełnione dobrą energią, kompletnie puste. Energia mieszkania to składowa różnych czynników. Charakteru gospodarzy, przedmiotów i ich rozlokowania, wydarzeń, które miały w nim miejsce. Rozumiem, jeśli ktoś uważa, że to mit. Kwestia wrażliwości. Dla mnie to oczywiste, że miejsca (ale i nie wszystkie) mają swoją aurę, energię. Dwór Cieszkowskich był od niej gęsty. Co to była za aura? Mieszanka ciepła, przytulności, bezpieczeństwa, wzniosłości, piękna, ponadczasowości, która długo, długo leżakowała. Atmosfera, jaką chciałbym mieć w miejscu, które mógłbym nazwać swoim własnym. Nigdy nie widziałem domu, który miałby taką osobowość.

Malowane sufity

Druga rzecz to niepowtarzalnie wyposażone wnętrze. Spacerowałem po dworze w te i wewte kilka razy. Układ pomieszczeń kreuje niesamowitą swobodę poruszania się – nie każdy dom to ma. Na dodatek można wejść niemal wszędzie! Metr po metrze sondowałem ścienne ekspozycje, w gabinecie kontemplowałem pamiątki, odtwarzałem w głowie przyjmowanie gości w salonie i koncert fortepianowy. Wędrowałem wzrokiem od oryginalnych podłóg po malowane sufity (odkryto je na pewnym etapie prac renowacyjnych). Ciekawe na ile państwo Kwiatkowscy wystroili pomieszczenia intuicyjnie, a na ile zależało im na oddaniu ducha epoki poprzednich właścicieli? Bądź co bądź efekt jest niesłychany. Gdy myślę o tym, że meble i ozdoby były gromadzone przez kilkadziesiąt lat, że każdy ma osobną historię i został tu specjalnie sprowadzony mam w głowie obraz bezkresnej pasji właścicieli. Znam wiele osób, które potrafią się w coś maksymalnie zaangażować i dążyć do celu za wszelką cenę, ale wizyta w dworze Cieszkowskich zmusiła mnie do przemyślenia definicji oddania się czemuś na nowo.

Z salonu można wyjść na werandę. Zaraz gdy na nią wyszedłem pod balustradę podeszły konie. Profesor wyjątkową sympatią darzył zwierzęta. Od rzeźni uratował sześć koni. Trzy z nich wciąż mieszkają na terenie posiadłości. Swobodnie pasą się spacerując między zwiedzającymi. Cudowne, prawda? Podobnych osobliwości ma dwór w zanadrzu jeszcze kilka. Ale o nich dowiedzie się już na miejscu.

Odwiedziny dworu Cieszkowskich przysporzą mnóstwa wrażeń, ochów i achów, ale będą czymś więcej niż tylko sposobnością do poznania wspaniałego przykładu architektury dworskiej. Owocem pasji życia państwa Marka i Marii Kwiatkowskich jest coś jeszcze oprócz odnowienia posiadłości rodziny Cieszkowskich. Stworzyli miejsce, które potrafi natchnąć i pozwala zrozumieć co oznaczać może słowo pasja.

Kalendarium

  • 1743 – Ignacy Cieszkowski buduje dwór
  • 1843 – dwór wzbogaca się o klasycystyczny portyk z łacińską paremią
  • 1787 – dwór odwiedza Stanisław August Poniatowski. Umiera Ignacy Cieszkowski
  • 1814 – w dworze rodzi się August Cieszkowski – słynny romantyk
  • 1945 – Cieszkowscy tracą dwór z powodu reformy rolnej
  • 1988 – Kwiatkowscy odnajdują dwór
  • 1993 – ponowne otwarcie dworu
Praktycznie
Muzeum Architektury Drewnianej Regionu Siedleckiego

Godziny otwarcia:
wtorek – piątek 10:00-15:00
sobota i niedziela 11:00-15:00
Bilety: Normalny – 5 zł
Ulgowy – 4 zł

Na terenie całego muzeum znajdują się łącznie 22 budynki architektury wiejskiej zebrane, bądź uratowane przed zniszczeniem przez profesora.