Panama wydaje się być najmniej egzotycznym krajem ze wszystkich państw Ameryki Centralnej. A w ten rejon jeździmy przede wszystkim dla egzotycznych wrażeń. Czy zatem opłaca się wybrać Panamę jako wyjazdowy kierunek skoro Nikaragua, Salwador, czy choćby Kostaryka wydają się dużo bardziej nieznane i nieoczywiste?

Panama kojarzy się w pierwszej kolejności z kanałem panamskim i Panama City, które jest finansową stolicą regionu. Pierwsza myśl na temat tego kraju rzadko bywa inna. I kanał i nadbrzeżna galeria wieżowców Panama City robią ogromne wrażenie, ale ciężko umotywować tak długą i kosztowną podróż zobaczeniem tylko tych dwóch rzeczy, jeśli akurat nie jest się ogromnym fanem wysokościowców i cudów inżynierii.

Panama za 1600 zł

Warto wiedzieć o Panamie nieco więcej, gdyż od czasu do czasu można tam polecieć w bardzo dobrych pieniądzach. Trafiają się promocje lotnicze, najczęściej z Amsterdamu, dzięki którym lot do Panamy kupimy za około 1500-1600 zł. Można potraktować Panama City jako punkt przesiadkowy i pojechać dalej, chociażby do Nikaragui, albo polecieć do Kolumbii, owszem, ale trzeba będzie poświęcić na to dodatkowy czas i fundusze.

Ja skorzystałem z takiej właśnie promocji, poleciałem do Panamy z Amsterdamu za 1600 zł i zdecydowałem się nie wyjeżdżać nigdzie dalej. Miałem ponad dwa tygodnie czasu i co? I jak zwykle go zabrakło. Znów sprawdziło się podróżnicze motto, że w każdym kraju jest coś ciekawego, trzeba tylko nieco wychylić nosa.

O ciekawych miejscach w Panamie, interesujących aktywnościach, jedzeniu i ogólnych warunkach podróżowania tym razem w formie galerii.

Zacznijmy od Panama City. Niemalże przylegające do linii brzegowej Oceanu Spokojnego wieżowce to widok, którym wita Panama. Świetnym miejsce na “zapoznawczy” spacer jest deptak przy ul. Cinca Costera. W europejskich miastach, tych leżących nad oceanem lub morzem, najwyższe budynki bardzo rzadko umieszczane są tak blisko brzegu. Dlatego ten widok jest tak nietypowy.

Zabudowania Panama City niemal niezauważalnie przechodzą w Park Narodowy Soberania, który jest najbliższą prawdziwą dżunglą. Dzięki kilku szlakom prowadzącym przez jego terytorium możemy podglądać rozmaite gatunki zwierząt i osiągające monstrualne rozmiary roślinność. 44% procent powierzchni Panamy pokrywa dżungla. Soberania to skraj lasu, do którego wejdziemy bezpośrednio ze stolicy kraju.

Przyjrzymy się jakiemuś ciekawemu gatunkowi drzewa. Oto puchowiec pięciopręcikowy. Jedno z najbardziej zagrabiających przestrzeń drzew jakie możecie spotkań w panamskich lasach tropikalnych. Jego liście, kwiaty i owoce są jadalne, włóknem wypełnia się kamizelki ratunkowe i materace, służy nawet do wyrobu mydła. A na pierwszy rzut oka wygląda jakby można było sobie tu jedynie połamać nogi. Potrafi urosnąć nawet do 70 m.

Dżungla żyje już od samego parteru. Na jej ścieżkach zobaczycie potrafiące ciągnąć się setkami metrów autostrady mrówek znoszące rozmaite surowce do swoich siedzib.

W kręceniu się w okolicach dżungli nie brakuje scenerii z filmów przygodowych. Stalowe mosty łączące brzegi bujnych zarośli pozwalają pokonać szalone rzeki spływające z gór, które wraz z wyżynami pokrywają 50% powierzchni kraju.

W Panamie można zorganizować wiele trekkingów w specyficznym klimacie, którego nie da znaleźć się w Europie. Można wspinać się na szczyty wulkanów porośniętych lasem tropikalnym. Jedna z najciekawszych i najbardziej malowniczych tras prowadzi na najwyższy szczyt Panamy, Volcan de Chiriqui (3475m n.p.m.) znany także jako Volcan Baru. Oprócz bujnego lasu na jego zboczach znalazło się także miejsce na wypas owiec.

Przy dobrej widoczności ze szczytu można zobaczyć oba oceany. Ja tego szczęścia nie miałem, ale trafiło mi się chyba jeszcze coś lepszego. Inwersja na wulkanie ponad 3400! Iście wybuchowo.

Jeśli chcielibyście w Panamie spróbować czegoś, co pochodzi z lokalnych plantacji i przynajmniej dobrze radzi sobie na rynku eksportowym wybierzcie się na plantację kawy. Do wyboru jest wiele, rodzinnych przedsiębiorstw, którym można złożyć kilkugodzinną wizytę i poznać proces produkcji kawy od początku do końca. Będziecie mieli także okazje spróbować świeżo palonej panamskiej kawy.

Nie pijacie kawy? Może zatem skusicie się na kokosa? W Panamie nie trzeba chodzić po nie na targ. Znajdziecie je na plażach. Możecie także spróbować zerwać jednego samodzielnie prosto z drzewa. Aczkolwiek nie jest to najłatwiejsze zadanie. Tak samo jak i otworzenie drania.

Gdyby kokos nie wystarczył możecie spróbować zjeść coś lokalnego w jednej z restauracji. Mi szczególnie przypasował klimat nadmorskich posiłków. Świeża ryba, w tym wypadku stek z makreli, z platanową miazgą, ryżem i warzywami. Lekkie i soczyste w smaku, a cena bardzo przystępna.

Po takiej przyjemności pozostaje tylko oddać się kolejnej. Hamaki przy nadmorskich restauracjach to hit nad hity.

W poszukiwaniu miejsc idealnych do odpoczynku i relaksu pojechałem na Bocas Del Toro. To niewielki archipelag w północno-zachodniej części kraju. Na każdej z wysp można znaleźć oryginalne noclegi. Chatki wpuszczona w ocean, stojące na drewnianych palach to jeden ze standardów. Ile trzeba zapłacić za taką przyjemność? Poza sezonem ceny już od 10$ za osobę.

Zupełnie kuszącą propozycją wydają się być również domki stojące na wysokich szczudłach, nieraz wznoszące się nawet na poziom drzew. Wybierając domek na wzgórzu będziecie mogli ze swojego lokum objąć wzrokiem całkiem spory kawał wyspy.

Jak wyglądają wnętrza panamskich chatek na wynajem i tanich hosteli? Standard bywa oczywiście różny, ale bardzo rzadko jest brudno i obskurnie. Płacąc za nocleg nawet niewielkie kwoty możemy spodziewać się miłego, kolorowego wnętrza wyposażonego w moskitiery.

Ostatecznie, jeśli nie przypadnie Wam do gustu żadna z noclegowych możliwości możecie postawić na własnoręcznie skonstruowany na plaży szałas.

Na Bocas del Toro, jak i w Panamie możecie trafić na wiele dzikich plaż, wolnych od leżaków, parasoli i budek z lodami. Tylko ocean, szeroki piaszczysty trotuar i gęsty zielony busz. Natomiast przy plażach z infrastrukturą prawie wszędzie znajdziecie wypożyczalnie desek surfingowych i szkoły surfingu.

Dzikie fragmenty wybrzeża to jedna z najbardziej ekscytujących impresji Panamy.

W trakcie pobytu w Panamie bardzo ochoczo zjeżdżałem także w boczne dróżki prowadzące do niewielkich, spokojnych miejscowości. Sielska strona Panamy jest momentami podobna do naszej: hoduje się te same zwierzęta, sąsiadujące posesje oddzielają płoty. Dominują jednak różnice. Szczególnie da się zauważyć eksplozywność kolorów wiejskich domów. Malując swoje domy na jaskrawe kolory panamczycy ocieplają otaczającą ich zielono-czarną paletę barw dżungli.

Nigdy nie poznałbym Panamy w takim wymiarze, w jakim się to udało, gdyby nie Andrzej i Marta Patyrowie, którzy pokazali mi wiele kapitalnych miejsc i podzielili się tonami wiedzy. Dzięki Wam!

Zobacz inne galerie: Madagaskar. W 74 godziny do raju

Bartek Szaro

Autor Bartek Szaro

Prawa półkula mózgu. Wymyśla, opracowuje, tworzy koncepcje. Pisze poradniki i dba o układ wizualny bloga. Twórca projektu "Polska Be?" oraz kurator cyklu spotkań z podróżnikami i reporterami "Kontynenty". Fan wspinaczki, nurkowania, jeździectwa. Zajada się pierogami.

Więcej tekstów autora Bartek Szaro

Dołącz do dyskusji! Jeden komentarz

Miejsce na Twój komentarz

*