fbpx
Kraków w wielu dziedzinach przoduje w rankingach miast na mapie Polski. Na żadnym polu nie dystansuje jednak rywali tak bardzo jak w kategorii sacrum. Liczba kościołów, ich historia, różnorodność, skala i wpływ na losy naszego kraju sprawiają, że podróż uduchowionym szlakiem jest jednym z najbardziej interesujących sposobów na poznanie dawnej stolicy Polski.
[starbox id=”Patryk”]

Na początku chciałbym Was prosić o oczyszczenie umysłów i wyobrażenie sobie, że nie żyjemy w kraju, gdzie kilkusetletnie kościoły mijamy codziennie i nie robią już na nas żadnego wrażenia. To, że my w Polsce tak mamy, to ewenement na skalę świata. Poza Europą jest zaledwie kilka miejsc, gdzie świątynie stanowią integralną część każdej dzielnicy czy osady. Tacy, na przykład, turyści z USA inaczej patrzą na kościół św. Wojciecha na krakowskim rynku z X wieku, jeśli najstarszy kościół w ich ojczyźnie powstał w 1797 roku. Wczujmy się na chwilę w ich pozycję. 

Wyobraźmy sobie też, jak w tkance miasta wyglądały kościoły, powiedzmy, 500 lat temu. W Krakowie mieszkało wtedy około 20 000 osób. Większość ludzi zamieszkujących okoliczne wioski, za największy budynek jaki widziało w życiu uznawało komin domostwa swojego sąsiada, albo miejscowy kościółek. Któregoś dnia, taki nasz Pietrek z Rzeszotar zostaje wysłany na krakowski zamek z partią nowych sit do czyszczenia zboża, które jego wieś ma obowiązek dostarczać swoim panom. I co widzi? Gigantyczny kościół Mariacki z wieżami sięgającymi nieba. Nieziemskie, 300-letnie freski na sklepieniu kościoła świętego Andrzeja. Grupę franciszkanów w swoim gotyckim klasztorze, która może z powodzeniem machać do dominikanów, usytuowanych 100 metrów dalej w swojej cudownej bazylice. Katedrę na Wawelu, której dzwony brzmią jak huk burzy i wiele innych świątyń. Gdyby król zaprosił Pietrka do jednej z baszt swojego zamku, zobaczyłby on panoramę miasta, z której wyłaniają się kościelne wieże, jedne obok drugich i nic, absolutnie nic nie zasłania ich piękna i potęgi. Jeśli dziś, w czasach kiedy latamy w kosmos i za pośrednictwem internetu widzieliśmy już wszystko, co było warte zobaczenia, miliony turystów wciąż nie mogą wyjść z podziwu nad wspaniałością tych obiektów, co miał sobie myśleć Pietrek, kiedy zobaczył je po raz pierwszy wychodząc ze swojej wioski?

Właśnie z takiej perspektywy warto oglądać krakowskie kościoły. Zapewniam Was, że wyjedziecie wtedy ze stolicy Małopolski zadziwieni i dumni z naszego kraju jak nigdy wcześniej.

Kościół Mariacki

Naszą podróż rozpoczynamy od samego centrum miasta i kościoła Mariackiego. Jeżeli macie taką możliwość, polecam Wam wejść na Rynek od ulicy Szczepańskiej. Wtedy ogrom placu i bazyliki robi zdecydowanie największe wrażenie. Ten widok nigdy się nie nudzi.

Pierwszy murowany, romański kościół stał w tym miejscu już w XIII wieku, a obecna świątynia wznoszona była w sumie na przestrzeni 180 lat – od 1290 do 1478 roku – z późniejszymi, mniejszymi zmianami. Dla mnie, od czasów wycieczek w podstawówce, dwie fantazyjne wieże zostały zbudowane przez Kaina i Abla, więc znacznie wcześniej niż w średniowieczu. Legenda o dwóch braciach, którzy ścigali się kto zbuduje wyższą wieżę, aż do morderstwa z zazdrości, wydawała mi się tak podobna do tej biblijnej historii, że w mojej głowie tak się to zakodowało i siedzi tam do dzisiaj. Prawdziwości takiego stanu rzeczy w mojej wyobraźni zawsze dodawał fakt, że niemożliwym jest aby celowo w budowie świątyni zachowano taką asymetrię. Dzisiaj, właśnie ta wyeksponowana asymetria, wydaje mi się tym, co najbardziej wyróżnia kościół Mariacki, a dokładniej kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, na tle wszystkich świątyni chrześcijańskich świata i stanowi o jego unikatowości.

To ze szczytu wyższej wieży rozlega się słynny hejnał mariacki, grany każdego dnia co godzinę, na cztery strony świata. Wydaje się, że każde dziecko w Polsce zna legendę o trębaczu ugodzonym strzałą w trakcie najazdu Tatarów na miasto. Dorosłych urywana gwałtownie melodia potrafi jednak zaskoczyć. Jeszcze nie tak dawno pod wieżą usłyszałem stwierdzenie: “Słyszeliście? Urwało mu się, nie dokończył!”

Wnętrze kościoła robi niesamowite wrażenie. Szczególnie podczas większych uroczystości, kiedy wszystkie lampy w środku się świecą. W przeciwieństwie do większości tak wiekowych świątyni, tutaj jest bardzo barwnie. Różne odcienie błękitu, czerwieni, zieleni i złota mieszają się ze sobą w wymyślnych wzorach i wywołują w wiernych uczucie radości z życia w miejscu zadumy nad surową potęgą Boga, znaną z większości sakralnych budowli. W prezbiterium kościoła znajduje się największe arcydzieło rzeźbiarskie sztuki gotyckiej w Europie – ołtarz Wita Stwosza. W całej świątyni napotkamy jednak na dzieła znanych artystów: Jana Matejki, Stanisława Wyspiańskiego, Józefa Mehoffera, Giovanni Battisty Pittoniego, Jakuba Martensa, Hansa Suessa z Kulmbachu i wielu innych.

Na koniec zwiedzania Kościoła Mariackiego gorąco polecam wejść na jego wyższą wieżę, skąd rozpościera się wspaniały widok na Rynek Główny i cały Kraków. Przy okazji możecie złowić autograf od samego hejnalisty.

Bazylika dominikanów i kościół franciszkanów


Niespełna 5 minut piechotą od kościoła Mariackiego znajduje się szczególne miejsce na duchowej mapie Krakowa – plac Wszystkich Świętych. W 1222 roku przybyli tutaj z Bolonii pierwsi dominikanie. Niedługo potem, w 1236 roku, książę Bolesław V Wstydliwy ufundował tuż obok klasztor franciszkanom sprowadzonym z Pragi.

Mniej więcej w tym samym czasie i miejscu powstał także kościół pod wezwaniem Wszystkich Świętych. Przez 600 lat, do połowy XIX wieku, w promieniu 200 metrów stały tu obok siebie trzy kościoły. Wtedy to, niszczejący kościół Wszystkich Świętych został rozebrany i tak powstał obecny plac o tej samej nazwie.

Zarówno bazylika Świętej Trójcy (dominikanie) jak i Bazylika św. Franciszka z Asyżu (franciszkanie) miały podobne losy. Wybudowane w XIII wieku jako świątynie gotyckie na przestrzeni lat były rozbudowywane i odbudowywane po licznych pożarach. Obydwie najbardziej ucierpiały w wielkim pożarze Krakowa w 1850 roku i obydwie zostały odbudowane z datków mieszkańców kilka lat później. Zarówno przy jednym jak i drugim kościele znajdują się kompleksy klasztorne, w których obecnie żyją i działają zakonnicy.

Znakiem firmowym bazyliki franciszkanów są wspaniałe witraże Stanisława Wyspiańskiego, spoczywają tu szczątki błogosławionej Salomei oraz jej brata księcia Bolesława V Wstydliwego. W bazylice dominikanów spoczywa święty Jacek Odrowąż – pierwszy polski dominikanin, wielki Apostoł Słowian oraz książę Leszek Czarny.

Od prawie 800 lat zarówno franciszkanie jak i dominikanie przyciągają do swoich kościołów każdego dnia tysiące wiernych. W dzień powszedni odprawia się tu łącznie 14 mszy świętych. Codzienna “dwunastka” u dominikanów (start równo w południe) oprawą, liczbą wiernych i kapłanów celebrujących, niczym nie wyróżnia się od mszy niedzielnych. Z kolei na słynną, studencką “dwudziestkę” (niedziela, 20:20) czasem trudno zmieścić się do środka. U jednym i drugich braci niemal przez cały dzień, 7 dni w tygodniu można się wyspowiadać, zarówno tu i tu bardzo prężnie działają bardzo liczne duszpasterstwa dla najróżniejszych grup wiekowych i społecznych. Codziennie w klasztorach odbywają się prelekcje, spotkania, szkoły liturgiczne, wykłady z zakresu teologii czy psychologii.

Naprzeciwko kościoła franciszkanów znajduje się XIV-wieczny Pałac Biskupi ze słynnym oknem papieskim nad wjazdową bramą. To tutaj odbywały się  pamiętne nieplanowane spotkania św. Jana Pawła II z młodzieżą, którą to tradycję kontynuował zarówno Benedykt XVI, jak i papież Franciszek.

Katedra na Wawelu


8 minut spacerem z placu Wszystkich Świętych, mijając po drodze wspaniałą barokową fasadę kościoła Świętych Apostołów Piotra i Pawła, romański kościół św. Andrzeja z najstarszymi w Krakowie freskami z XII wieku oraz niewielki, gotycki kościół św. Idziego i voilà: jesteśmy na Wawelu.

“Najczcigodniejszy kościół Polski”, “prawdziwy panteon narodowy”, “budowla mająca największe znaczenie w historii Polski” – trudno nie zgodzić się z tymi określeniami bazyliki archikatedralnej św. Stanisława i św. Wacława na Wawelu. Od najdawniejszych dziejów naszego kraju, roku 1000, na królewskim wzgórzu stała świątynia, która była świadkiem wszystkich wzlotów i upadków monarchów Rzeczypospolitej. Pochowani są tutaj niemal wszyscy królowie Polski, od Władysława I Łokietka do Stanisława Leszczyńskiego, biskupi krakowscy, wodzowie, przywódcy polityczni i wieszcze narodowi. Cudem zdaje się fakt, że miejsce to przetrwało wszystkie dziejowe zawieruchy.

Możliwość znajdowania się tak blisko grobowców królewskich, przedstawiających postaci odgrywające najważniejsze role w ówczesnym świecie, nieprawdopodobnie działa na wyobraźnię. Tutaj, metr ode mnie, leży Władysław Jagiełło, który 600 lat temu stał na polu bitwy z Krzyżakami pod Grunwaldem. Mogę zobaczyć jego twarz, wyobrazić sobie, jak naprawdę wyglądał.

Zwiedzanie katedry to pozycja obowiązkowa. Warto jednak przy tej okazji zatrzymać się na chwilę u prawdziwego gospodarza tego miejsca, w Kaplicy Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu, którą omijają zwykle turyści z zagranicy. Można tam odnaleźć trochę spokoju i ciszy.

Kościół na Skałce


Według Wincentego Kadłubka, właśnie na Skałce Bolesław Szczodry zamordował w czasie nabożeństwa biskupa Stanisława, w wyniku czego wywołał bunt możnych i musiał opuścić kraj, a sam biskup został kanonizowany. Tutaj znajduje się jego sanktuarium, i stąd królowie Polski odbywali uroczystą pielgrzymkę do katedry wawelskiej przed swoją koronacją. Dzisiaj na Skałce znajduje się klasztor Paulinów, a w krypcie zasłużonych spoczywają szczątki wybitnych polskich artystów i twórców m.in. Jana Długosza, Stanisława Wyspiańskiego, Karola Szymanowskiego czy Czesława Miłosza.

Skałka jest też dobrym miejscem na chwilę przerwy w odkrywaniu miasta. Na placu przed kościołem w otoczeniu zielonego trawnika i wysokich drzew znajduje się sadzawka świętego Stanisława ze źródłem wody leczniczej bogatej w makro i mikro elementy.

Opactwo benedyktynów w Tyńcu


Po intensywnym czasie w ścisłym centrum, nasz duchowy szlak prowadzi za miasto, w cudowne i dzikie tereny Tyńca. Można tam dotrzeć samochodem, autobusem miejskim, tramwajem wodnym, ale jeżeli macie więcej czasu, to gorąco polecam wypożyczyć rower i przejechać piękną trasę rowerową wałami wzdłuż Wisły, aż do opactwa benedyktynów.

Klasztor, znajdujący się na wapiennym wzgórzu w zakolu Wisły ufundował najprawdopodobniej Kazimierz I Odnowiciel w 1044 r. Zatem już wkrótce tynieccy Benedyktyni będą mogli świętować 1000-lecie istnienia swojego opactwa! Na przestrzeni lat klasztorne zabudowania ulegały oczywiście licznym przebudowom i modernizacjom. Część pomieszczeń zajmuje obecnie muzeum, ale zwiedzać można cały klasztor. Godny polecenia jest też przyklasztorny sklepik, w którym można nabyć “Produkty Benedyktyńskie”. Część z nich to ładnie opakowane, zwykłe wyroby okolicznych dostawców, jednak znaleźć tam możemy także trudno dostępne, a bardzo cenione i skuteczne w leczeniu wielu schorzeń herbaty, maści, zioła, kosmetyki nalewki kapucyńskie, franciszkańskie, z receptury św. Hildegardy czy wyroby od Bonifratrów.

Obecnie opactwo benedyktynów w Tyńcu słynie z bogatej oferty rekolekcji i warsztatów odbywanych w komfortowych warunkach w odnowionych klasztornych murach. Coś dla siebie znajdą zarówno poszukujący zwykłej ciszy i spokoju, jak i pragnący pobudzić swoje życie duchowe. “Rekolekcje z Norwidem”, “Medytacje nad „Regułą” św. Benedykta”, “Ojciec Leon zaprasza do Tyńca”, “Rekolekcje z postem wg św. Hildegardy”, “Ostatki z mnichami”, “Weekendowa garść Bożego Słowa” czy “Pustynia w mieście. Rekolekcje w milczeniu” to tylko niektóre oferty z długiej listy dostępnych pozycji.

Erem kamedułów na Bielanach


Niedaleko Tyńca, po drugiej stronie Wisły, na Srebrnej Górze, dumnie wznosi się, górując nad Krakowem, jeden najwspanialszych na świecie barokowych zespołów architektonicznych – Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny z eremem kamedułów.

Miejsce niezwykłe nie tylko ze względu na wspaniałą architekturę i lokalizację, ale przede wszystkim surową regułę zakonną, jaką żyją znajdujący się w klasztorze bracia. Każdy z nich żyje w osobnym domku – pustelni. Na Bielanach jest ich 13, z czego 11 zajmują krakowscy eremici, dwa stoją puste. Ich dzień zaczyna się już o 3:30 co obwieszcza bicie dzwonów. Z innymi braćmi widzą się jedynie podczas mszy świętej, modlitw i kilku posiłków w ciągu roku spożywanych cała wspólnotą w refektarzu. Swoją drogę do Boga odkrywają poprzez pracę, modlitwę, lekturę, kontemplację, pokutę, post, samotność i zachowywanie milczenia. Klasztor kamedułów jest widoczny niemal z każdego punktu miasta, jeżeli wznieść się ponad najbliżej otaczające budynki. Niesamowitym zrządzeniem losu wydaje mi się fakt, że najbardziej wyeksponowana świątynia miasta kryje w sobie najbardziej odciętych od świata zakonników. Przez 6 lat, zerkając znad komputera z okna mojego pokoju, wpatrywałem się w to niesamowite miejsce zastanawiając się, co teraz robią żyjący tam eremici i co ich skłoniło do tego, żeby zrezygnować ze świata i wstąpić na drogę kontemplacji w ciszy i samotności. Karol Wojtyła powiedział kiedyś, że erem na Bielanach to piorunochron dla Krakowa, bowiem mnisi dzień i nocą zanoszą tam do Boga modlitwy, szczególnie w intencji zatwardziałych grzeszników.

Klasztor otwarty jest do zwiedzania, ale tylko dla mężczyzn i tylko 4 godziny w trakcie dnia (8-11 i 15-16). Kobiety mogą przekroczyć jego mury jedynie 12 dni w ciągu roku – w trakcie największych świąt. Od niedawna mężczyźni mogą też skorzystać z kilkudniowych rekolekcji w klasztorze, żyjąc regułą zakonną i spędzając czas na modlitwie i kontemplacji. Na świecie istnieje jedynie 9 klasztorów kamedułów, w których żyje łącznie 80 braci (połowa z nich to Polacy).

Przy bramie wejściowej do klasztoru wisi tablica z napisem: “Pustelnia nasza stanowi przystań, dla tych, którzy zmęczeni bałaganem świata, przychodzili tu, aby znaleźć się w obliczu Boga, aby rozważyć swoją udrękę i niedoskonałość, aby z ciszy naszej, z naszego spokoju czerpać otuchę do walki z ziemskimi utrapieniami. Obyś zyskał ją i ty, zadumany przed historią – zabłąkany przechodniu”.

Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach


Sanktuarium w Łagiewnikach to najlepszy dowód na to, że wiara w naszym świecie nadal jest żywa. Wydaje mi się, że większość z nas sanktuaria i szlaki pielgrzymek, kojarzy z miejscami i postaciami historycznymi. Mnie też zawsze wydawało się, że ich lista jest już raczej zamknięta i w czasach powszechnej laicyzacji, szczególnie w Europie nie ma szans, aby wybił się jakiś nowy ośrodek. Siostra Faustyna Kowalska na spółkę z Janem Pawłem II zagrali jednak wszystkim niedowiarkom na nosie i sprawili, że sanktuarium w Łagiewnikach staje się jednym z najważniejszym na mapie pielgrzymkowej Europy. W ciągu kilkunastu lat skromny klasztor Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia przekształcił się w ogromny ośrodek pielgrzymkowy. Wierni od rana do wieczora, 7 dni w tygodniu mogą skorzystać tu ze spowiedzi świętej, adoracji Najświętszego Sakramentu, wziąć udział w Eucharystii, licznych nabożeństwach, skorzystać z pomocy specjalistów w poradni psychologicznej, duchowej, uzależnień, z zakresu prawa, w sprawach zawodowych czy rodzinnych. Przy klasztorze funkcjonuje Dom Duszpasterski z hotelem dla pielgrzymów, salami konferencyjnymi i restauracją.

W bliskim sąsiedztwie Sanktuarium Miłosierdzia (5 minut spacerem) powstaje także Centrum Jana Pawła II: kościół św. Jana Pawła II, muzeum, instytut z biblioteką, kaplica, oratorium, centrum konferencyjne, centrum rekolekcyjne, centrum szkolenia wolontariatu, wieża z tarasem widokowym, obiekty hotelowe, amfiteatr na otwartej przestrzeni, plenerowa droga krzyżowa, kładka piesza, parkingi i inne obiekty. Z roku na rok Sanktuarium Bożego Miłosierdzia odwiedza coraz więcej pielgrzymów, a już teraz liczy się ich w milionach. Po zakończeniu prac nad Centrum Jana Pawła II w najbliższych dekadach Łagiewniki mogą stać się jednym z największych chrześcijańskich ośrodków pielgrzymkowych na świecie.

Powyższe pozycje to jedynie garstka z całej listy miejsc sakralnych, które warto zobaczyć w Krakowie. Na pewno sami odkryjecie w trakcie zwiedzania swoje perełki. Poniżej dorzucam Wam jeszcze kilka punktów na duchowej mapie miasta nie wymienione w tym tekście, które uważam za godne odwiedzenia:

  • Opactwo cystersów w Mogile
  • Cmentarz Rakowicki
  • Synagoga Stara
  • Kościół św. Katarzyny Aleksandryjskiej i św. Małgorzaty
  • Bazylika Bożego Ciała
  • Synagoga Izaaka
  • Cerkiew Prawosławna pw. Zaśnięcia NMP
  • Kościół św. Bernardyna ze Sieny
  • Cmentarze Remuh

Materiał powstał przy współpracy z Wydziałem Promocji i Turystyki UM Kraków w ramach akcji „Kraków Experience”.

[fb-like] 

Patryk Świątek

Autor Patryk Świątek

Lewa półkula mózgu. Analizuje, roztrząsa, prześwietla. Oddany multimediom i opisywaniu przygód. Laureat konkursów fotograficznych. Autor reportaży, lider stowarzyszenia "Łanowa.", założyciel "Ministerstwa podróży". Nie może żyć bez pizzy.

Więcej tekstów autora Patryk Świątek

Dołącz do dyskusji! Jeden komentarz

Miejsce na Twój komentarz

*