Odkąd znad Zatoki Puckiej zniknął Szklany Zamek poszukiwałem nad Bałtykiem nowego miejsca, które byłoby ciche, a zarazem delikatnie ekstrawaganckie. Niedawno na skrzynkę mailową dostaliśmy zaproszenie od Houseboats: “chłopaki, przyjeździe, zobaczcie, powiedzcie, co myślicie”. Rzuciłem okiem na mapę – domki na wodzie znajdowały akurat nad polskim morzem. Zaproszenie przyjęliśmy i pojechałem z nadzieją odnalezienia nowej ostoi beztroski. 

Później przybliżyłem mapę nieco i zorientowałem się, że w poszukiwaniu relaksu i spokoju udaję się do Mielna. A Mielno kojarzyło mi się raczej z ciosem z bańki pod dyskoteką niż z wsłuchiwaniem się w delikatny szum morza fal. Uprzedzonym jednak nigdy być nie warto i z tego powodu pierwsza myśl nie wybiła mi z głowy chęci do odwiedzenia domków na wodzie. Zresztą, mając na uwadze jak to miejsce wygląda i jaką oryginalnością się odznacza byłem skłonny zaryzykować nawet kilka szwów na łuku brwiowym być mieć okazję je odwiedzić.

domki na wodzieNowoczesna kryjówka na jeziorze Jamno

Bryłą przypominające kontenery konstrukcje to dziesięć elegancko urządzonych barek, unoszących się na jeziorze Jamno. Najmniejsza będzie idealna dla pary, największą zaprojektowano z myślą o całkiem pokaźnej grupie. Z pozoru wyglądają mało przestronnie, mogą wręcz sprawiać wrażenia ciasnych, ale wchodząc do środka powala sposób w jakim rozplanowana jest przestrzeń. Użyteczność na najwyższym poziomie. Wszystko doskonale przemyślane. Niech dowodem będzie fakt, że w tak małym domku mieszczą się aż trzy sypialnie! Byłem też pod wielkim wrażeniem prostoty i wygody.

domki na wodzie

W jednym z takich domków przyszło mi spędzić weekend. Już po pierwszych 15 minutach pobytu pomyślałem sobie, że średnio interesuje mnie okolica i rozprawianie się z mitem Mielna. Wszystko, czego potrzebowałem, a nawet znacznie więcej, zawierało się w tych kilkudziesięciu metrach kwadratowych, jakie liczyła sobie barka wraz z tarasem, z którego rozciągał się przestronny widok na całe jezioro. Oprócz bardzo wysokiego poczucia komfortu, schludności i nienagannej estetyki – mnóstwo udogodnień. Do dyspozycji aneks kuchenny, kajak, wędka, grill. Śniadanie przynoszone pod sam nos. Codziennie coś innego. A jakby tego było mało można też pograć w darta, rozłożyć ping-ponga lub odpalić prywatną barkę z silnikiem i nią popływać po jeziorze. Choć i tak najbardziej podobało mi się chyba leżenie w hamaku i gapienie się w taflę jeziora.

Przebywając w domku dostaje się się upragnione poczucie odcięcia, bliskość natury i totalną przytulność.

Wychodząc na ląd

Ostatecznie jednak udało mi się z tej arcywygodnej dziupli wypełznąć i pohasać co nieco po okolicy. Przed sezonem nie wyglądała aż tak źle. Przede wszystkim nie było tłoczno. Zewsząd atakowały kebaby, hamburgery i stragany z duperszmitami, ale gdy się już udało przez te osobliwości przebić i dojść do morza (z domków w linii prostej jest bardzo blisko) to okazało się, że przyjaznej przestrzeni jest nie brakowało. Trakt do spacerowania wzdłuż wybrzeża był bardzo ładnie eksponowany, więc doskonale widać plaże i naturalnie cały Bałtyk. Mając do dyspozycji rower, a taki też można z domkowego kompleksu sobie darmowo pożyczyć (nawet tandem – jeśli komuś niestraszne jest pedałowanie we dwójkę na jednym sprzęcie) da się przejechać ładny odcinek transgranicznego szlaku nadbałtyckiego, fragment rezerwatu przyrody “Łazy” i wrócić z drugiej strony, objeżdżając całe jezioro Jamno dookoła. Dla mnie idealny pomysł na spędzenie dnia w tej okolicy. Polskie wybrzeże jeszcze nigdy mnie nie zawiodło i tutaj było równie pięknie. Gdyby się pokusić o większe zainteresowanie okolicą można by w niej odnaleźć sporo ciekawej szachulcowej architektury. Na to mi już jednak siły zabrakło, gdyż zwyczajnie chciałem korzystać z udogodnień domku.

Ciężko powiedzieć żeby domkom czegoś brakowało. Bocianiego gniazda na szczycie? Dostępu do akwalungu i możliwości nurkowania w jeziorze? Sprzętu do kite’a? To już naprawdę wymyślne zachcianki, choć patrząc na to, jak działają właściciele nie jest powiedziane, że kiedyś i takie atrakcje nie będą czekać na gości domków na wodzie. Barki stanowią zresztą jedynie część całego kompleksu – na lądzie też się dzieje. Do wynajęcia są m.in. domki na balach. Jest też ogródek ze świeżymi ziołami, który pozostaje do użytku gości. Bomba!

Oddaję inicjatorom pomysłu wszelkie honory. Świetny pomysł, świetne wykonanie. Pobyt pozostawia doskonałe wrażenia. Oby nieszablonowych miejsc z charakterem pojawiało się nad Bałtykiem jak najwięcej. Ciężko jednak będzie komukolwiek przebić domki na wodzie.

Dołącz do dyskusji! 6 komentarzy

  • Gregor napisał(a):

    Ja jako zapalony wędkarz jestem zachwycony, łowisz rybki z balkonu a jak zabraknie piwka idziesz do lodówki. Szkoda, że nie można nimi dalej wypłynąć 🙂

    • Wiktoria napisał(a):

      Oczywiście, że można ! Jeden domek jest przystosowany do pływania po całym jeziorze. Proszę sprawdzić na stronie internetowej hthouseboats.com HT2 🙂

  • magnum napisał(a):

    Domki rzeczywiście fajne i z chęcią bym się wybrał na taki wekeend na jeziorze. Tylko jedno nie daje mi spokoju jak te domki zachowują się przy dużej fali albo burzy.

  • Ilo napisał(a):

    Cudowne widoki z okna w takim domku 🙂 Myślę że mogłyby spodobać Ci się też domy na drzewach ( np. te w dolinie Charlotty )

    • Bartek Szaro napisał(a):

      To prawda, widoki super. Miałem to szczęście, że mój domek był frontem na wschód, więc jak na dłoni mogłem rankami oglądać wychylające się zza horyzontu słońce.

      Domki na drzewach też na pewno warto sprawdzić. Wszak to i moje marzenie z dzieciństwa.

Miejsce na Twój komentarz

*