fbpx

Dogu Express. Pociągiem przez Turcję.

Wstaliśmy wcześnie rano. Za 2 godz. odjeżdża pociąg, a my musimy jeszcze zmienić kontynenty. Brzmi jak zapowiedź morderczego wyścigu z czasem, ale w Stambule zajmuje to 15 min i kosztuje zloty dziesięć.

Dworzec Haydarpasa, z którego startują pociągi na wschód z zewnątrz wygląda jakby codziennie dojeżdżały tu 60-70 letnie lokomotywy pamiętające złote czasy Orient Expressu. Wygląda poważnie. Na dworcu, w tak wielkim mieście, leżącym na szlaku komunikacyjnym pomiędzy Europą, a Azją nie ma kantora. Poważnie.

Nasz pociąg startował kolo 9.  Dogu Express, bo tak nazywa się skład, przejeżdża przez całą Turcję, od Stambułu aż po Kars przy granicy z Armenią. Pokonuje ok. 1900 km, a według dokładnej rozpiski, która podaje godziny postojów w każdym mieście na trasie podróż powinna trwać 37 godzin. Podana była także informacja: odjazd 9.00 przyjazd 22:15. Nikt nie zaznaczył jedynie, że jest to 22:15 następnego dnia.

Jakie są pociągi w Turcji?

Turcy pytani o ten środek transportu sygnalizowali, że podróżują nim raczej niezamożni ludzie, nie ma luksusów, czasem zdarzają się awarie. Po tonie ich wypowiedzi  można było poznać , że traktują to w kategorii eskapady, a nie sposobu na przemieszczanie się. Super, o to nam chodziło. Wszystko to za 36.00TL (ok. 65zł). Wiecie, to zdecydowanie niska cena. To prawie 2000 km, a za te same pieniądze można przejechać się 21 razy stambulskim metrem, zjeść 9 balik ekmeków, albo wejść do Hagii Sofii prawie dwa razy.

Za tą cenę spodziewaliśmy się metra kwadratowego przestrzeni w bydlęcym wagonie nawet nie przy oknie. Do tego, zaraz po wyjechaniu ze Stambułu do wagonu wejść miało 5 zamaskowanych bandytów, zabrać nam plecaki, zaśmiać się prosto w twarz i zniknąć na następnej stacji w pustynnym krajobrazie (co się odwlecze to nie uciecze). Wchodzimy jednak do komfortowego, klimatyzowanego wagonu. Bilety sprzedawane są na miejscówki, nie ma możliwości żeby podsiadł nas jakiś nieustępliwy osiłek. Usadawiamy się w naszych fotelach, zapinamy pasy i jedziemy.

Początkowo atmosfera była sztywna jak pal, na który nabito Azję. Zajęliśmy się swoimi sprawami (czyt. jedzenie i słuchanie muzyki ), a jedyną ponadprogramową rozrywkę stanowiło dziecko siedzące 3 fotele przed nami wyjące jak syrena alarmowa. Według moich precyzyjnych obliczeń dopiero koło 28 godziny jazdy zaczęło się robić interesująco. Nieśmiało oblężenie rozpoczęła grupka dzieciaków. To jeden z tych momentów w podróży, kiedy to ty jesteś atrakcją.

Jedna z dziewczynek nieśmiało wypowiada niedawno poznane w szkole słowa: Whatś jur nijm ?

– Bartek

– Poortek , Poortek , Hi!

Turecki pociąg Stambuł- Kars

Jedno z ocalałych – zdjęcie relikwia

Od Kiedy przeszliśmy już na “ty” znajomość rozwijała się w przesympatycznej atmosferze. Dzieciaki śmigały po wagonie z uśmiechami od ucha do ucha od czasu do czasu grzebiąc nam w plecakach. Przeszkoliliśmy je błyskawicznie wpierw na modeli(świetne kreacje w przeciwsłonecznych okularach i kapeluszu), a następnie na fotografów. Po absolutnie każdym pstryknięciu nasi tymczasowi podopieczni zbiegali się do aparatu niczym zszokowani młodzi widzowie pragnący zobaczyć dno kapelusza, z którego przed momentem magik wyciągnął królika. Z czasem wzbudzaliśmy zainteresowanie coraz większej ilości pasażerów. Podrywały nas lokalne panienki, starsze kobiety częstowały przegryzkami, zdania po angielsku próbował budować Kurd. Tylko kelner regularnie i monotonnie recytował menu wagonika z jedzeniem, którym przejeżdżał przez wagony(czyt. nie dostaliśmy nic za darmo).

Cena pociągów w Turcji

W późnych godzinach dojechaliśmy do Kars. Nawet nie udzieliło się nam negatywnie 4 godzinne opóźnienie. W Polsce po takich wrażeniach łatwiej byłoby kijem zawrócić Wisłę niż opuścić wagon z bananem na twarzy. Bardzo przyjemnie było wysiąść ze świadomością, że już jutro, już na pewno będziemy w Gruzji. Nic nie mogło przeszkodzić. Jeszcze tylko ten małokomfortowy nocleg w namiocie w parku pod dworcem i nazajutrz kolejny stempelek pojawi się w naszych paszportach. Uczucie dotarcia do celu jest motorem napędowym wielu rzeczy, które dzieją się później.
Dogu Express -genialny sposób na przejazd przez Turcję.

A na koniec mała zagadka matematyczna dla tych, którzy wytrwali do końca tekstu:
Przejechaliśmy 1920 km, zapłaciliśmy 36.oo TL i trwało to wszystko 40 godzin.
Szukane:
Ile zapłaciliśmy za przejechanie 1 km ?
Jaka była średnia prędkość pociągu ?

Osoba, która pierwsza prawidłowo odpowie w komentarzu otrzyma szlachetny tytuł Rachmistrza paragonu z podróży.

Więcej o tureckich pociągach:

http://www.tcdd.gov.tr/tcdding/index.htm – strona tureckiego PKP

http://seat61.com/Turkey2.htm – więcej o tureckiej kolei

http://www.turkeytravelplanner.com/trans/Train/dogu_ekspresi.html – kilka informacji o Dogu Express

[fb-like]

                                                                                                                              Czytaj kolejny post z Gruzji>>>


Wyświetl większą mapę

Napad w Poti
Przeczytaj następny tekst
Bartek Szaro

Autor Bartek Szaro

Prawa półkula mózgu. Wymyśla, opracowuje, tworzy koncepcje. Pisze poradniki i dba o układ wizualny bloga. Twórca projektu "Polska Be?" oraz kurator cyklu spotkań z podróżnikami i reporterami "Kontynenty". Fan wspinaczki, nurkowania, jeździectwa. Zajada się pierogami.

Więcej tekstów autora Bartek Szaro

Dołącz do dyskusji! 6 komentarzy

Miejsce na Twój komentarz

*