Tafrawut – skalne wysypisko

Bartek Szaro
Również tu

Bartek Szaro

Podróżuje, bo uważa, że poznawanie nowych miejsc i ludzi to najbardziej wartościowa rzecz jaką można robić w wolnym czasie. Obecnie pracuje nad książką o Polsce po prawej stronie Wisły.
Bartek Szaro
Również tu

Kolejny odcinek z subiektywnego cyklu „Gdzie warto pojechać” dotyczyć będzie małego miasteczka Tafrawut i tego co dookoła niego. Może nie jest łatwo dać wiarę, że można efektywnie spędzać czas w miejscu leżącym w sercu jałowego Antyatlasu, gdzie na dodatek mieszka nie więcej niż kilka tysięcy osób. A jednak breathtaking views i awesome landscapes to nie jedyny fun jaki czekał na nas w tym miejscu. Miasto jest ciekawą odskocznią od tłumów cesarskich miast czy nadmorskiego wylegiwania się. Złożona z intensywnie zerodowanych skał przypominająca tytułowe skalne wysypisko na pustkowiu przyciągnęła nas jak magnes. Teraz krótkie i eksperymentalne zestawienie, komu jeszcze to miejsce może przypaść do gustu nie tylko ze względu na przestrzenie i nieprzesadzoną ilość turystów.

Coś dla kierowców rajdowych

Do Tafrawutu dojeżdża się zwykle na dwa sposoby. Z Tiznitu przez Assif Mgorn lub z Agadiru przez miejscowość Ait Baha. Obydwie trasy wg moich ulubionych przewodników są jednymi z najtrudniejszych technicznie i najbardziej malowniczych tras tego kraju. I rzeczywiście. Przy skromnym ruchu jaki panuje na tych drogach sama jazda to niecodzienna przyjemność. Jeśli masz już kilka punktów karnych na swoim koncie, a nie masz się gdzie wyszaleć to jest do idealne miejsce. Dodatkowo na obydwu trasach mija się arabskie zamki, gaje daktylowe, opuszczone osady i faworyzowane przez nas góry. Stacje benzynowe są, więc w razie czego nie trzeba jechać „na luzie„.

Kilka linijek dla miłośników turystyki rowerowej

Po dotarciu z busa/samochodu warto przesiąść się na rower. Jakość sprzętu nie dorównuje profesjonalnym „góralom”. Jazda na prostym składaku to wrażenie bliższe majówkowej przejażdżce niż ekstremalnej jeździe. Na wypożyczonym bicyklu można przebyć skalną krainę wzdłuż i wszerz. Różnokształtne głazy, na  szczytach których powiewają marokańskie flagi to wizytówka tego miejsca. Oprócz jazdy wzdłuż koryta wyschniętej rzeki i palmowych gajów można obrać trasę przez skromne marokańskie miasteczka czy wsie, gdzie nowe domy przeplatają się z budynkami pamiętającymi poprzednie stulecia.

Kilka linijek dla fanów turystyki górskiej

Z okolicznych szczytów smakowicie prezentuje się szczyt Adrar Mqorn  (2344m n.p.m.) oddalony 3-4 km od miasteczka. Warto wleźć żeby spojrzeć na całą skalną krainę z innej perspektywy. Nam brakło czasu (sic!) żeby wtarabanić się na tą górkę. Cóż, nie tym to innym razem.

Adrar Mqorn 2344

 

I 2 linijki dla grotołazów ( pozdro Patryk weekendowy grotołazie 🙂 )

Może trochę naciągane, ale jak już się zdecydowałem o tym napisać… Z pomocą przewodnika poleca się dotrzeć do okolicznych jaskiń kryjących ryty naskalne i malowidła marokańskich przodków. Szukanie na własną rękę nie jest zalecane. Można w zdecydowanie bardziej przyjemny sposób marnować czas.

Krótko podsumowując. To co głównie nas rajcuje: inspirujące widoki, bajkowa kraina (choć to niekoniecznie bajka nadająca się na wieczorynkę), różne formy aktywności, tajin (w mniejszych miastach smakuje lepiej), mała ilość turystów i ciepło. Jedyne wysypisko po jakim dalej mam ochotę  skakać.

PS. Wpadając tam na przełomie lutego i marca można trafić na święto związane ze zbiorami daktyli.  Miasteczka są specjalnie ozdabiane kolorowymi chorągiewkami i okolicznościowymi ozdóbkami. Cały ten design uprzyjemniał spacerowanie pustymi uliczkami kilkuset osobowej mieściny, ale na imprezę już nikt nas nie zaprosił …

Tafraoute święto daktyli

Ktoś kojarzy podobne miejsca? Może coś w Polsce ?


 

O programie Bartek Szaro

Podróżuje, bo uważa, że poznawanie nowych miejsc i ludzi to najbardziej wartościowa rzecz jaką można robić w wolnym czasie. Obecnie pracuje nad książką o Polsce po prawej stronie Wisły.