Jak rozmawiać za granicą nie znając języka? Mowa ciała i inne

Bartek Szaro
Również tu

Bartek Szaro

Podróżuje, bo uważa, że poznawanie nowych miejsc i ludzi to najbardziej wartościowa rzecz jaką można robić w wolnym czasie. Obecnie pracuje nad książką o Polsce po prawej stronie Wisły.
Bartek Szaro
Również tu

mowa ciala

Ulubione pytanie moich dziadków zaraz po „czy Ty jeszcze nie oszalałeś?!” dotyczy tego jak ja z tymi wszystkimi ludźmi  spotkanymi w przeróżnych krajach się dogaduję. 12 lat nauki angielskiego nie poszło jak krew w piach, ale nie każdy mieszkaniec feskiej medyny, kaukaskiej wioski czy kierowca tureckiej ciężarówki zna mowę Albionu.  A dogadywać się trzeba. Każdy, kto choć raz był za granicą i stawił czoła zakupom w niesamoobsługowym sklepie wie o co chodzi. Mamy kilka tajnych broni na takie okazje.
Krótka historia o porozumiewaniu się za pomocą mowy ciała
Turcja. Wracamy do domu z Gruzji po napadzie w Poti. Jedziemy z prześmiesznym gościem. Nie rozumiemy ani sylaby z tego co do nas mówi. Jedyne co udało nam się pojąć, to jego zamiłowanie do maratonów. Będziemy go więc nazywać Maratończykiem. Podrzucił nas kilkanaście kilometrów i jako jeden z niewielu kierowców podczas tej podróży zostawił wizytówkę. Wysiadka.

-Dzięki, do zobaczenia następnym razem!

Uśmiech za uśmiech.  Maratończyk zjechał z autostrady do jakiegoś nigdy nie odwiedzanego przez turystów miasta, a my stoimy dalej.  Sprawdźmy, która godzina. Sięgam do kieszeniu po telefon… , a jego tam nie ma. Proste, włożyłem go do lewej. Ups, jednak tu też go nie ma. To może w tylnich ? Dobra Bartek, przestań się oszukwiać. Znowu zgubiłeś telefon.  Nie ma innej możliwości – komórka musiała zostać na tylnim siedzeniu auta Maratończyka. Szczęście w nieszczęściu. Mam jego wizytówkę = mam jego telefon. Pytanie: jak się dogadać i skąd zadzwonić? Przyfarciłem, bo 100 metrów od nas jest stacja benzynowa. Idę działać, bez telefonu na bank nie wracam.  Wpadam na stację i atakuję wyglądającego na w miarę bystrego pracownika zajmującego się zalewaniem baków.

– Do you speak English?
– A little

Pierwsze koty za płoty.

Jak się dogadać w takiej sytuacji? Nie bawimy się w żaden storytelling. Wybieramy słowa klucze, które układane raz po raz w różnych kombinacjach muszą w końcu oświecić petenta. Mobile phone, car, lost, this number, call, ask, come back, here, mobile phone, ask, call this number, lost in car, tell him come back itd itd. Ważne żeby mówić powoli, utrzymywać kontakt wzrokowy i sugestywnie gestykulować.
Koleżka dzwoni. W niebiańskim skupieniu i z niezmierzonym wyrazem cierpliwości na twarzy tłumaczy rozmówcy mój casus.  Kończy, uśmiecha się w moją stronę i kiwa przytakująco głową.

– I co przyjedzie?
Tfu!
– He come back?
– ya, ya

Świetnie!  Wyluzowany czekam sobie przed stacją, zaraz białą Toyotą przyjedzie moja ukochana Nokia.  5, 10 minut… Jeeest, Maratończyk zajeżdża. Ucieszony robię pierwszy krok w jego stronę. Niepokoi mnie jednak trochę to, że przyjechał innym samochodem. Zaczynamy gadać. Mówi do mnie perfekcyjną turecczyzną, z jego pragnącego pomóc spojrzenia domyślam się, że pyta mnie: „O co ci chodzi mój drogi przyjacielu?”

Kolejny etap odzyskiwania telefonu : Jak się dogadać, gdy koleś w ogóle nie zna angielskiego?

 A raczej jak się dogadać, gdy nie znamy jedynego języka, którym posługuje się nasz rozmówca?
Przede wszystkim ruchy. Pokazać telefon jest bardzo łatwo. Pokazać samochód tak samo. W mojej sytuacji warto było w kółko powtarzać: „my Nokia, your Toyota! Your Toyota, my Nokia”. Ten etap zakończył się jednak klęską. Niestety nic, zero.  Koleś tylko przytakiwał z uśmiechem charakterystycznym dla psa, który czeka aż ktoś mu rzuci patyk. Krew coraz szybciej zaczyna krążyć mi w żyłach, on jeszcze bardziej cieszy michę. Pora na zagrywkę z poziomu wyżej. Trzeba mu odegrać scenkę. Symulacja zdarzenia również opierająca się na gestach i mowie ciała.  Zabieram mu z ręki telefon i symuluję jego wypadnięcie z mojej kieszeni w samochodzie (w tle cały czas My Nokia, Your Toyota). Wreszcie:

-Aaaaaaaaaaaaaa Your Nokia, My Toyota!

– Yes Yes Yes !!!

Wspólna przejażdżka do drugiego samochodu i sprawa załatwiona.

Jaki z tego morał? Sytuacja często sama wymusza na nas odpowiednie zachowanie, które w końcu doprowadzi do porozumienia. Jak mawia moja koleżanka z Indii: „Sounds fun!”.

 

Porozumiewanie się za pomocą rebusów i rysunków
Kolejny, międzynarodowy sposób to rebusy. Poprawny rysunek przeczyta każdy. Dom po mongolsku wygląda na kartce tak samo jak dom po Kolumbijsku. Ten patent przydaje się w robieniu zakupów czy tłumaczeniu ludziom, że im się nie zapłaci. Bardzo przejrzysty i sytuacyjny rebus stworzył Patryk w jednej z marokańskich kwater:
jak rozmawiac

Rozwiązanie:  Mohammed powiedział, że herbata jest darmowa. Prawda, że nie da się tego nie zrozumieć?

 O co chodzi ?

Sytuacja miała miejsce w marokańskim domu, który wynajmowaliśmy. Właścicielka chciała od nas dodatkowy kwit za zaparzoną herbatę, a umawialiśmy się inaczej. Mimo, że jedynym językiem jakim posługiwała się nasza gospodyni był berberyjski, dzięki temu rebusowi szybko zorientowała się, że nie dostanie od nas za herbę ani grosza.

All in all,

Większość informacji można przekazać używając skojarzeń, pokazując i gestykulując. Język mówiony nie jest potrzebny do załatwiania najprostszych spraw i porozumienia. Około 80% informacji człowiek jest w stanie przekazać za pomocą gestów i mowy ciała. Jeździjcie więc, pokazujcie i cieszcie się życiem.

 

Może znasz inne sposoby na porozumiewanie się bez znajomości języka? Też miałeś jakąś zabawną sytuację, gdy nie mogłeś się dogadać? Zapraszam do podzielenia się swoją historią w komentarzu!

 

O programie Bartek Szaro

Podróżuje, bo uważa, że poznawanie nowych miejsc i ludzi to najbardziej wartościowa rzecz jaką można robić w wolnym czasie. Obecnie pracuje nad książką o Polsce po prawej stronie Wisły.
  • Pingback: Homepage()

  • Tadeusz Kaluza

    Trafiliście w sedno, chłopaki. Potwierdzam, angielski załatwia sprawę w strefach turystycznych. Ale jak rozmawiać z Babcią – Chorwatką, sprzedawczynią na włoskiej prowincji, czy góralem z Pirenejów ? Dokładnie tak, jak opisaliście, liczy się otwartość, pomysłowość, a najważniejsze – chęci obydwu stron do tego, aby się dogadać.

    • Jasiupet

       Z Babcią – Chorwatką rozmawia się raczej po Polsku, wyszukując w swoim zasobie słów tyle synonimów ile się zna. Któryś zadziała!! 🙂

      • Qwertyl

        dokładnie.
        Byłem w ubiegłym roku  w Chorwacji i wszedł mi  jeż do palcu ręki (jakim cudem nie wiem :D) i zacząłem się zastanawiać co z tym zrobić żeby wyszło 😀
        poszedłem do starszej pani, która nam (byłem z kumplami) wynajmowała pokój (minimum komfortu być musi) ale ona ni w ząb angielskiego czy niemieckiego- więc pora na improwizację wyglądającą mniej więcej tak- ja tu (pokazuję na palec) jeż- i mówię jak pozbyć się ? (jednocześnie pokazując „wyciąganie czegoś z czegoś”) pani podała nazwę maści i pokazała na mapie gdzie apteka,

        PS: Chorwacki jest trochę podobny do naszego ale tylko wtedy gdy rozmówca mówi wolno- jak mówi normalnym tempem jakby rozmwawiał między tubylcami to słychać tylko ja eeee aa…

  • Ecofuture2012

     Dodam jeszcze: nie warto milczeć! Polskie słowa + „międzynarodowe” gesty i można dowiedzieć się dużo! No i przede wszystkim jest sympatyczniej.

    • Kdsadas

      Można również prościej, jeżeli ma się możliwości! Słownik jako książka lub jako mała aplikacja w telefonie. Może twoje zdanie nie będzie poprawne, ale na pewno dasz rade się dogadać 🙂

  • Łukasz Rajzer

    Dla mnie niestety mowa ciała i dobre chęci to podstawa w większości odwiedzanych miejsc za granicą. Znając podstawy niemieckiego i angielskiego wychodzi zazwyczaj bardzo ubajony miks.
    Gorzej jak faktycznie rozmówca nic w obu tych językach nie mówi. Miałem taką sytuację, jak przyjmowałem gości w aparthotelu ( http://krotszy.pl/5n2 ), który był kiedyś dla mnie domem. Goście byli gdzieś z dalekiego wschodu i poza tłumaczem, który ich przywiózł (szybko się zmył) ani On, ani Ona nic w trzech znanych mi językach nie mówili. Wytłumaczenie im wszystkich zasad korzystania z infrastruktury budynku skończyło się niemałą kroplą potu na skroni (:

    Ps. Panowie – fajny blog!

  • Ytret

    cieszący japę Turek . Hehehe. To są dopiero fajne przygody. Wasze podróże są ekstra.

    • http://www.paragonzpodrozy.pl/ Bartek Szaro

      Wszystkie podróże są ekstra!

  • Marta

    Kiedy pierwszy raz szukałem kwatery w Chorwacji – moja żona powiedziała tak teraz bez języka będziemy tu stać do nocy . Ja odchyliłem odkno w samochodzie w ręku cwymachiwałem banknotem 100 euro do siedzących na ławce starszych panów powtażając – ” hej mister ju rum maj many ” – jak oni zgrabnie i szybko dobiegają do auta i negocjują coraz niższą cenę ! spontan to coś wspaniałego to opisujecie jest prawdziwą przygodą .

  • http://www.facebook.com/PatrickWitcher Patrick Witcher

    Kiedyś jadąc autostopem z Katowic do Głogowa podwiozła mnie pewna Meksykanka o imieniu „Cziła” (nie mam pojęcia jak się to zapisuje). Mówiła w języku, który można określić jako spanglish, a ja wówczas po angielsku potrafiłem powiedzieć Kali pić, Kali jeść. Rozmowa była jednak całkiem zgrabna i nie było ani chwili niezręcznej ciszy. Po godzinie jazdy udało nam się ustalić, że jedzie ona w kierunku przeciwnym do zamierzonego 🙂

  • mysz

    scenka w Egipcie:dwie starsze panie targują się z tubylcem za pomocą kalkulatora. on im pisze cenę a one kręcą głową że nie i piszą swoją. a my komentujemy coś po Polsku na to jedna z tych pań:cicho nie mówcie po naszemu bo oni wszystko rozumieją:-)))

  • mysz

    a druga scenka potwierdza że nie wystarczy super znać jakiś język żeby dać sobie radę. w tymże Egipcie poszliśmy ze znajomym po filologii angielskiej do jubilera. on nawijał ze sprzedawcą bez problemów po angielsku, kupował żonie złoty łańcuszek. zmierzyła jeden okazał się za długi więc go skrócą. zapłacili za długi a dali im o połowę krótszy. a moja mama nie mówiąc słowa w inglisz pokazała palcem co chce i kupiła to taniej :-)widocznie policzyli sobie jeszcze za konwersację po angielsku. pokazanie palcem było tańsze.

  • Bebe

    Kilka lat temu w Hiszpanii chciałam kupić zmywacz do paznokci. Niestety ekspedientka słabo znała angielski i mnie nie zrozumiała. Próbowałam pokazać jej na migi ale nie przynosiło to skutku. W końcu koleżanka, z którą byłam zapytała (po polsku): Ale co ty właściwie chcesz kupić? Na co ja(też po polsku): Aceton, ale nie wiem, jak to jest po hiszpańsku. Na co pani: Aceton? Si, tengo. No i okazało się, że czasem po polsku najłatwiej się dogadać…

  • redfiled

    W połowie lipca miałem przyjemność zwiedzić „na własną rękę” z narzeczoną Calabrię (zahaczyliśmy i o Sycylię :]). W jednej z restauracji, którą polecili nam znajomi, że warto tam zjeść serwowali steki z jelenia. W Polsce nie miałem okazji próbować takich rzeczy, mając ku temu sposobność nie mogłem sobie odmówić takiej przyjemności. Tylko był mały problem przy zamówieniu. Menu w języku włoskim, kelner angielskiego ni w ząb – sytuacja patowa. Po kilku minutach olśniło mnie i powiedziałem krótko „dead Bambi”… Kelner od razu załapał, a ja muszę na prawdę pochwalić tamtejsze danie 🙂

  • Anna Stawinoga

    Mam problem poznałam Pana jest to amerykański żołnierz piszemy dziennie prawie po 8 godz ale to nie problem bo można przetłumaczyć ja piszę po polsku a on po angielsku znam jeszcze perfekt niemiecki teraz mam poprostu strach za 2 miesiące mamy się spotkać pierwszy raz na żywo czy damy sobie radę? Proszę pomóżcie!

    • http://www.paragonzpodrozy.pl/ Bartek Szaro

      Dacie rade!!!