Fiordy – najpiękniejszy autostop w Europie

Autor:

Łukasz Szoszkiewicz, fot. Gustaw Laskowicz

Miejsce:

Norwegia

Czas podróży:

12 dni

Ilość pokonanych Km:

1600

Ilość Osób:

4

Noclegi:

Dwie noce spędzone u hostów znalezionych przez CouchSurfing (Ålesund oraz Molde), reszta pod namiotem (na dziko). Najlepsze miejsca, w których nocowaliśmy to:
1. Wzgórze Fløyen w Bergen – świetne miejsce na camping znajduje się ok. 10 minut w górę od drugiej stacji kolejki linowej
2. Opuszczona szopa w Geirangerfjordzie (na trasie do farmy Homlongsetra) – ok. 30-40 min. drogi od miasteczka Geiranger
3. Preikestolen – na szlaku turystycznym wiodącym nad klif można znaleźć kilka dogodnych miejsc do rozbicia namiotów na różnych wysokościach

Koszty na osobę zł:
  • Bilety lotnicze Katowice/Gdańsk-Stavanger: 128 zł (na cztery osoby wzięliśmy dwa dodatkowe bagaże, w które zapakowaliśmy namioty oraz jedzenie na niemalże całą wyprawę)
  • Promy: ok. 250 zł (podróżując drogą E-39 trzeba się liczyć z częstymi przeprawami promowymi – łącznie odbyliśmy ich około 15-17. Około połowę z tych promów opłacili nam kierowcy, jednak nie każdy może mieć takie szczęście – stąd taki budżet na tę część wyprawy)
  • Jedzenie: ok. 100 zł (ceny są dużo wyższe niż w Polsce, jednak żywiąc się w tanich marketach typu Rema 1000, Bunnpris czy Kiwi można ze spokojem znaleźć produkty w przystępnych cenach – najtańszy chleb, Kneipbrod, kosztuje tylko 3 zł, a podróbka Nutelli 5 zł)
  • Atrakcje turystyczne: ok. 100 zł (my skorzystaliśmy z jednej drogiej atrakcji – promu turystycznego z Geiranger do Hellesylt, który kosztował 75 zł)
RAZEM ok 600zł
Środki transportu:

Autostop

Wskazówki dotyczące odwiedzonego kraju:
  • Allemannsretten – prawo, które pozwala na rozbijanie namiotu w każdym miejscu – jedynym warunkiem jest zachowanie odległości 150 m od zabudowań. W praktyce nic nie stoi na przeszkodzie, aby założyć obozowisko nawet w centrum dużego miasta – sami nocowaliśmy w miejskim parku w Bergen czy na tyłach muzeum sztuki w Stavanger.
  • Autostop – z uwagi na częste przeprawy promowe ruch na wybrzeżu jest dość powolny – jak nam powiedział kierowca ciężarówki: „przejechanie 1500 km zajmuje co najmniej 15 godzin”. Ponadto promy wyznaczają rytm autostopowania – jeżeli nie złapiemy żadnego z około 50 samochodów opuszczających prom, musimy zaczekać pół godziny aż do brzegu dobije kolejna łódź. Dobrym rozwiązaniem jest pytanie kierowców na promie, czy podrzucą nas chociażby 15-20 km dalej, gdzie ruch będzie nieco większy.
  • Biblioteki, czyli Internet – w każdym większym mieście znajduje się biblioteka z mnóstwem darmowych stanowisk internetowych, które są pomocne przy organizowaniu noclegów za pośrednictwem CouchSurfingu czy wydrukowania kart pokładowych na lot powrotny.
  • Pogoda – zmora autostopowiczów w tym kraju, nie tylko ze względu na częsty deszcz (w Bergen pada średnio 260 dni w roku), ale i kapryśność. Z racji tego, że podróż odbyliśmy na przełomie kwietnia i maja, niemalże każdej nocy temperatura spadała poniżej zera, kilka razy zaskoczył nas śnieg, dwa razy spadł grad. Wszystkie trudy wynagrodził nam Geirangerfjord, w którym było tak gorąco, że chodziliśmy w krótkich rękawkach. Jak widać – nie ma reguły, ale należy być przygotowanym na wszystko.
  • Sezon turystyczny – warto pamiętać, że zaczyna się on dopiero 1 maja i tego dnia odbywa się pierwszy kurs promu Hellesylt-Geiranger. Słynna Droga Trolli (Trollstigen) zostaje z kolei otwarta dopiero wówczas, kiedy stopnieje śnieg (podczas naszego wyjazdu była jeszcze zamknięta). Poza sezonem jest również mniejszy ruch na drogach, co nieznacznie wydłuża czas oczekiwania na podwózkę.
Wskazówki dotyczące obniżenia kosztów podróży:
  • Jedzenie – najlepszym rozwiązaniem na obniżenie kosztów wyżywienia jest wzięcie jedzenia z Polski i dokupywanie tylko chleba (3 zł za bochenek Kneipbroda). Wybierając się do supermarketu po południu możemy załapać się na darmowe kawałki chleba z krajarek – ludzie często zostawiają pojedyncze kromki, które leżą w krajarce i czekają na wygłodniałych wędrowców;-) Z tanich rzeczy polecamy również sałatkę ziemniaczaną (5 zł za 900 g) i nachosy serowe (5 zł za 450 g) dostępne w Bunnprisie. Niewiele brakowało, a dzięki CouchSurfingowi spalibyśmy u hosta-freeganina, które chciał nam pokazać, jak w Norwegii wygląda dumpster diving („łowienie” jedzenia z przysklepowych kontenerów). Zainteresowanych tą formą żywienia odsyłam do artykułu: http://natropie.zhp.pl/index.php/dumpster-diving-czyli-jedzenie-za-darmo/
  • Zniżki na promy – kierowcy bardzo często posiadają karty uprawniające ich do zniżek na przeprawy promowe (zarówno na samochody, jak i dla pasażerów), dlatego warto pytać o podwózkę kiedy samochody jeszcze czekają w kolejce do wjazdu na pokład.
Opis:

Była to moja druga podróż do Norwegii (wcześniej przejechałem autostopem z Oslo na Nordkapp) i tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że jest to kraj wprost stworzony dla autostopowiczów. Kierowcy podwożą dość chętnie (najdłużej czekaliśmy trzy godziny), miasta są bardzo małe, dlatego łatwo znaleźć wylotówkę, a stojąc z wyciągniętym kciukiem można podziwiać malownicze fiordy. W trakcie niespełna dwóch tygodni wspięliśmy się na legendarną półkę skalną Preikestolen, pochodziliśmy po zabytkowym centrum Bergen (drewniana starówka znajdująca się na liście UNESCO) i popłynęliśmy promem w głąb Geirangerfjordu. Przez całą podróż podwiozło nas 30 życzliwych kierowców.

Co będziemy najmilej wspominać? Chyba przypadkową wizytę w Førde. Nie zamierzaliśmy się tam zatrzymywać, ale tego dnia autostop szedł nam jak krew z nosa. W końcu stwierdziliśmy, że dalej nie jedziemy – zostajemy na noc w Førde. Znaleźliśmy nieco przestrzeni na rozbicie dwóch namiotów, jednak zanim rozłożyliśmy obozowisko postanowiliśmy zapytać się o pozwolenie właściciela działki. W okolicy znajdowało się mnóstwo domów i nie bardzo wiedzieliśmy, od którego zacząć – wybraliśmy więc pierwszy z brzegu. Zapukaliśmy do drzwi – cisza, chyba nikogo nie było w domu. Drugie drzwi – też cisza… A nie, zaraz – usłyszeliśmy, jak ktoś się gramoli, żeby nam otworzyć. Na oko pięćdziesięcioletnia kobieta w różowym szlafroku uśmiechnęła się i zanim skończyliśmy wyjaśniać jej, dlaczego niepokoimy ją wieczorem, zapytała nas: – Jesteście CouchSurferami?
– Yyyy… Tak, tak – zrobiliśmy wielkie oczy, że ktoś przypadkowy wie co to CouchSurfing.
– To dlaczego nie wysłaliście mi requesta?!
Kobieta okazał się jedną z pionierek CouchSurfingu w Norwegii (prawie 150 referencji), zaprosiła nas na urodzinową kolację swojego partnera (pieczeń z łosia, mniam!) i uraczyła mnóstwem historii ze swoich podróży po całym świecie. Ponownie spotkaliśmy się w drodze powrotnej – tym razem dwóch z nas podwiozła swoim hippisowskim garbusem:-)

Preikestolen

Geirangerfjord

Ekipa w Gerinagerfjordzie

Więcej na http://choosetravel.pl/