Europa w 9 dni

mapa antwerpii
Autor:

Marcin Luraniec

Miejsce:

Niemcy, Holandia, Belgia, Luksemburg, Francja, Szwajcaria

Czas podróży:

9,5 dnia

Liczba przebytych Km:

4000

Ilość osób:

2

Koszy na osobę w zł:

Pieniądze wydawaliśmy według własnych potrzeb w zakresie żywności, bo właściwie głównymi wydatkami była żywność.
Ja osobiście wydałem około 50-70 złotych na zakupy w Polsce, a około 70 zł przeznaczyłem na zakupy będąc już za granicą kraju.
Koleżanka z którą podróżowałem wydała nieco więcej, przeznaczając swój budżet głównie na jedzenie i inne przyjemności.
Zaznaczę, że od Belga dostaliśmy 50 euro, które przeznaczyliśmy na jedną noc w hostelu dla dwojga osób w Gent.
Całkowity mój koszt: około 120-140 zł.

Środki transportu:

autostop

Jak tanio się przemieszczać? Jak tanio dotrzeć?

Najlepiej korzystać z autostopu. My właśnie w ten sposób podróżowaliśmy. Naszym celem była Bruksela i Luksemburg. Na zachodzie jest dobrze rozwinięta siatka autostrad i innych dogodności przydrożnych, takich jak stacje benzynowe, toalety, restauracje, i co ważne dla autostopowiczów, duże parkingi. Dzięki takim rozwiązaniom, mogliśmy bez problemu pojechać znacznie dalej, niż zakładaliśmy. Wystarczy tylko trafić na ofiarnych kierowców, którzy sami zaproponują podwózkę. Na takiego natrafiliśmy pod Luksemburgiem. W ten sposób, poprzez jego zaproszenie, spontanicznie i bez wcześniejszego planowania zwiedziliśmy Francję (Paryż, Alpy), Szwajcarię (Geneva).
Zazwyczaj nie ma problemów z łapaniem stopa na parkingach i stacjach. Jeśli chodzi o autostrady, w grę wchodzą stacje benzynowe i parkingi, bo tylko na nich można łapać stopa. Oczywiście można też korzystać z wjazdów na autostradę, ale to w przypadku wyjazdu z miast. Dobrym rozwiązanie jest osobiście podchodzić i pytać kierowców. W ten sposób znaleźliśmy wielu kierowców. Polecam również tabliczki z napisami miejscowości, do których mamy zamiar dojechać. Na autostradach i wjazdach bardzo to ułatwia sprawę. W ten sposób na wjeździe na autostradę w Gent i Brukseli dosyć szybko złapaliśmy stopa, stojąc z tablicami. Kierowcy zatrzymywali się nam nawet w nie za bardzo dobrych miejscach.

Noclegi (Gdzie tanio spać?)

Można np. na stacjach benzynowych. Należy zapytać załogę, czy mają jakieś miejsce, by spędzić tam noc. My tak zrobiliśmy pierwszej nocy na stacji benzynowej w pobliżach Antwerpii. Koszt: 0zł.
Dobrym rozwiązaniem jest też pytanie kierowców TIR-ów, busów dostawczych, o to, czy mogą udostępnić „pakę” (miejsce na naczepie). Z reguły konsekwencjami tych pytań, jest spędzeniem nocy w ich kabinach. Przespaliśmy w ten sposób bodajże 7 nocy, w tym chyba 2 razy w kurniku (nadbudówka dla kierowcy nad kabiną dostawczego busa). Koszt: 0zł.
Mieliśmy ze sobą namiot, ale nawet nie było okazji, by z niego korzystać.
Jedną noc spędziliśmy w hostelu, na który dostaliśmy pieniądze od Belga. Czyli z własnej kieszeni również nie wydaliśmy pieniędzy na ten cel.

Co warto zjeść? (Regionalne potrawy i ich ceny)

Ja w szczególności polegałem na swoim jedzeniu przywiezionym z Polski. Ale nie omieszkałem spróbować od czasu do czasu specjałów danego kraju. Przede wszystkim kupowaliśmy w supermarketach, dyskontach, itp. Wtedy mamy pewność, że kupiony towar nie jest przepłacony. Tak zakupione jedzenie przygotowaliśmy w kabinie busa.
Warto jest zabierać się z kierowcami ciężarówek, busów, itp. Mają oni ze sobą butle gazowe, na których bez problemu można przygotować sobie jedzenie, herbatę, zupkę, itp. W ten sposób przeżyłem 9 dni za około 120 zł. Statystycznie na każdy dzień przypadało około 13.13 zł. Jak na wyprawę zagraniczną, myślę, że wynik jest bardzo dobry.
Zdarzyło się raz, że dostaliśmy jedzenie od miejscowych ludzi, którzy wzięli nas na stopa. Natomiast częstą praktyką było obdarowanie nas jedzeniem przez kierowców. Jeździliśmy przeważnie z Polakami, których na zachodzie jest bardzo dużo, dlatego podróżowanie na stopa w te rejony nie należy do najtrudniejszych. Wbrew panującym opiniom o Polakach przebywających za granicą, ja zawsze trafiam na bardzo przyjaznych, gościnnych ludzi.
Co kupowaliśmy:
bagietki: koszt około 20-50 eurocentów (w zależności od sklepu, rodzaju)
gotowe dania w puszkach (pierożki we Francji): koszt około 1 euro (w zależności od sklepu, rodzaju, jakości). Są oczywiście i za 3 euro.
Różnego rodzaju alkohol: kupowaliśmy go przeważnie we Francji. Były to piwa (cena, jeśli dobrze pamięta około 40-80 eurocentów za puszkę. W zgrzewkach wychodziło taniej. Nie pamiętam dokładnie ceny, bo piwo szczególnie mnie nie interesowało.), szampany, wina (cena tych, które my kupowaliśmy to około 1,3 – 4 euro).

Cenne wskazówki dotyczące odwiedzanego miejsca:

Hmm… My cenimy sobie drogę samą w sobie, dlatego specjalnie nie przygotowywaliśmy się merytorycznie. Nie poszukiwaliśmy wcześniej informacji na temat miast, które mamy zamiar odwiedzić. Jak to często bywa na stopa, tak też było i w tym przypadku, wylądowaliśmy w miejscach, w których nie planowaliśmy być. W sumie, patrząc z perspektywy czasu i zobaczonych rzeczy, nie żałujemy, że los „pokrzyżował” nam plany i zawiódł gdzie indziej.
Doceniamy podróże w formie autostopowej, jako fajny sposób na doświadczenie niesamowitych przygód, zdobycie nowego, życiowego doświadczenia i poznania samego siebie w czasem trudnych chwilach. Podczas stopa często się takie zdarzają, szczególnie w trudnych warunkach pogodowych.
Takie podczas naszego wypadu trochę panowały, ponieważ wyruszaliśmy pod koniec października, a kończyliśmy trip już w listopadzie.
Trudno mi jest udzielić jakiś cennych wskazówek. Po prostu korzystaj z danego miejsca ile możesz, bo nie wiesz, czy będzie Ci dane drugi raz przyjechać do danego miejsca. Rozmawiaj dużo z miejscową ludnością, doradzaj się, pytaj. Z reguły chętnie udzielają odpowiedzi. Korzystaj także z informacji turystycznej i z folderów. Ja z każdej podróży przywożę masę folderów. Często w takich miejscach można zdobyć darmowe mapy miast, dlatego jest to też sposób na oszczędność.

Opis:

Głównym naszym celem było odwiedzenie dwóch stolic: Brukseli i Luksemburgu.
Ponieważ wraz z koleżanką nie jechaliśmy do swoich domów na święta listopadowe, stwierdziliśmy, że trzeba jakoś pożytecznie wykorzystać ten czas. Pożytecznie, czyli w naszej interpretacji wykorzystując go na podróż.
Dosyć szybko dotarliśmy do Belgii, a poprzez to do pierwszego celu, którym była Bruksela. Wyjechaliśmy z Wrocławia z samego rana, koło godziny 7, by do Antwerpii dojechać na godzinę około 22.
Dnia następnego, gdy szliśmy na wyjazd ze stacji, niespodziewanie i spontanicznie zostaliśmy zaczepieni przez młodego Belga, który stwierdził, że jedzie do Brukseli. Moje podejrzenia nabrały sensu, gdy gościu, totalnie zjarany zielskiem wysadził nas w miejscowości Gent. Swoją drogą bardzo ładna miejscowość. Zostaliśmy hojnie obdarowani zielskiem i 50 euro, które wydaliśmy z małymi skrupułami na drogi jak na polskie myślenie hostel. W ten sposób zwiedziliśmy fantastyczne miasto.
Dnia trzeciego ruszyliśmy na Brukselę, by po około trzech godzinach spędzonego tam czasu, ruszyliśmy dalej ku kolejnemu celowi, jakim był Luksemburg. Była już sobota wieczór, a nam zależało, by najpóźniej we Wrocławiu być w poniedziałek. Nasze plany dały w łeb, kiedy natrafiliśmy na „armię busiarzy” na stacji benzynowej w Luksemburgu. Ze śmiesznością prześcigiwali się w oferowaniu podwózki dalej. Naszą uwagę przykuł „mój” ziomek z Podkarpacia, który dnia następnego ruszał we francuskie Alpy. Wrócić miał we wtorek.
Skusiliśmy się na jego ofertę, początkowo niechętnie. Jak się potem okazało, z terminu wtorkowego zrobiła się środa, potem czwartek a na samym końcu sobota. Tak się kończą autostopowe eskapady. Początkowo trochę wkurzeni, potem zaczęliśmy się cieszyć z takiego obrotu spraw. Jak się okazało, i studia i praca jakoś specjalnie na tym nie ucierpiały.

w podrozy