Dziewczyny w podróży autostopem

Autor:

hirundula

Miejsce:

Polska, Austria, Słowenia, Włochy

Czas podróży:

6 dni

Ilość pokonanych Km:

2340

Ilość osób:

3

Noclegi:

klubowa plaża w Wiedniu, mariborski park i instalacja artystyczna w centrum, mieszkanie znajomego w Ljubljanie, dom znajomej w Koprze

Koszty na osobę zł:

około 450 złotych

Środki transportu:

samolot, autostop, kolej

Wskazówki dotyczące odwiedzonego kraju:

Polacy chętnie zatrzymują się, by podwieźć trzy uśmiechnięte dziewczyny, Słowacy i Austriacy – mniej, w dodatku nie mają zbyt wielkiej woli komunikacji, więc dobrze jest znać niemiecki. Słoweńcy przyzwyczajeni są do autostopowiczów, chociaż coraz ich w ich kraju mniej ze względu na ‚prevoz’ – popularny i prężnie rozwijający się w ich kraju carpooling, a Włochom już w ogóle ciężko się oprzeć trzem machającym na poboczu kobietom 🙂

Wskazówki dotyczące obniżenia kosztów podróży:

Autostop to chyba najciekawszy i najtańszy (a poza turystyką pieszą i rowerową – chyba też najekologicziejszy) sposób podróżowania. W Słowenii najzdrowsza woda do picia to ta z kranu, więc w supermarketach wystarczy zaopatrzyć się w skromne jedzenie i bez problemu można przeżyć tydzień. Nie ma sensu korzystać z komunikacji miejskiej – ze wszystkich słoweńskich miast tylko Ljubljana jest duża na tyle, że zachodzi taka potrzeba, ale i tak taniej jest wezwać taksówkę (byle nie brać z postoju – skasują trzykrotnie! panie dyspozytorki przez telefon mówią po angielsku.)

Opis:

Do Wiednia zabrał nas wygodnym samochodem inteligentny austriacki biznesmen, który z wielką przyjemnością konwersował z nami po łacinie i wymieniał muzyczne informacje. Podwiózł nas pod same drzwi wiedeńskiej kawiarni z kotami, gdzie obudziłyśmy się orzeźwiającą japońską herbatą i ruszyłyśmy na zwiedzanie miasta. Przed deszczem skryłyśmy się w młyńskim kole na bajkowym Praterze. Właściciel klubowej sztucznej plaży przy kanale Dunaju przyszedł do nas w nocy, zapewniając, że spokojnie możemy tam spać. Z Wiednia dostałyśmy się w okolice Graz, skąd samochodem obsługi autostrady dostałyśmy się na inną, z której uroczy Bośniak zabrał nas tirem aż do Mariboru. W klubogalerii Kibla spróbowałyśmy lokalnego piwa z Human Fish Brewery, spałyśmy trochę w parku Magdaleńskim, a trochę na kanapie w artystycznej instalacji na klatce schodowej wiodącej z nabrzeża do miasta. Stolica uderzyła nas urokiem małych uliczek tętniących młodym życiem. Zaskłotowana przestrzeń Metelkovej czy kawiarnia Bi-ko-fe to miejsca, w których czułyśmy się najlepiej. Do Kopru jechałyśmy z buddystą, który obdarował nas płytą cd, bo podobała nam się muzyka. Prastary duch miasteczka i jego aktywni młodzi ludzie tworzą naprawdę niesamowite wrażenie, podobnie jak port i zachodzące za zielony klif słońce. Stamtąd blisko do nadmorskich kurortów: Piranu (cudny) i Portorož (tłoczny). Do Triestu zabrało nas dwóch szalonych Włochów, którzy pokazali austrowęgierski zamek i okalający go park. Ich wyluzowane podejście do planu naszego dnia poskutkowało tym, że do Wenecji pojechać musiałyśmy pociągiem, a stamtąd do Treviso, skąd miałyśmy tani lot do domu. W samolocie płakałyśmy jak bobry. Ten tydzień był jak miesiąc i to niezwykły.