Indyjskie medytacje

Autor:

Ewelina Karbownik

Miejsce:

Indie

Czas podróży:

4 tygodnie

Ilość pokonanych Km:

2000

Ilość osób:

2

Noclegi:

Hostele, hotele

Koszty na osobę zł:

– Lot Warszawa – New Delhi: ok 2200 zł (bilety dostępne jednak nawet za 1600 zł, gdy nie jest ważny konkretny termin wylotu/przylotu)
– wiza turystyczna: ok 200 zł
– szczepionki: ok 400 zł
– noclegi, pożywienie, zakupy, kradzież, transport na miejscu: ok 2000 zł

Środki transportu:

samolot, kolej, inne

Wskazówki dotyczące odwiedzonego kraju:
  • Wychwalany w przewodnikach fort w New Delhi, nie spełnia pokładanych w nim nadziei, koniecznie za to należy wybrać się do fenomenalnej Świątyni Lotosu (Bahá’í House of Worship), o której nie wiedział nawet Lonely Planet – wystarczy jednak zapytać o nią pana riksiarza.
  • pobyt w Indiach, jeśli człowiek wie, gdzie się udać, potrafi zmienić życie. Centrum medytacyjne w Tushicie, tuż obok McLeod Ganj, który jest stolicą Tybetańczyków na uchodźstwie, to niesamowite miejsce, w którym można zapoznać się z podstawami filozofii buddyzmu, nauczyć medytacji, pomilczeć i poobserwować siebie od wewnątrz. Miejsce dalekie od komercyjnych centrów jogi, wypróbowane i naprawdę godne polecenia. Autobusy dojeżdżają do Dharamsali, stamtąd należy wziąć taksówkę do M.Ganj i piechotą do Tushity.
  • do Taj Mahal, absolutnego „must see” najlepiej zabrać TYLKO: idealnie odliczoną gotówkę na bilety (750 rs dla osób zza granicy), aparat i wodę; kieszonkowcy w Agrze opanowali sztukę kradzieży do perfekcji.
  • dzielnice tybetańskie w miastach są spokojniejsze od pozostałych części. Ich mieszkańcy, głównie dzięki buddystycznemu podejściu do życia są mniej skorzy do oszukiwania turystów i targowania się – od samego początku podają uczciwe ceny.
  • smak świeżych owoców i warzyw jest nieporównywalnie bardziej wyraźny niż w Polsce. Zupy i shake’i należy spożywać obowiązkowo, jednak co ważne – bez zaglądania do kuchni/zaplecza – po co się niepotrzebnie stresować.
  • w wilgotnym, tropikalnym klimacie nieprzyzwyczajony podróżnik męczy się i poci niesamowicie. Paradoksalnie najlepszym ubiorem nie są wydekoltowane topy, ale lekkie koszule z długim rękawem i długie spodnie – wówczas ograniczona jest powierzchnia parowania i traci się mniej wody. Dobrze jest zabrać ze sobą elektrolity (np. Salhydron) przeciw odwodnieniu.
  • na miesięczną podróż wystarczy zapakować dosłownie kilka koszulek, dwie pary spodni itp. ponieważ bez problemu znajdziemy tanią pralnię i suszarnię, co oszczędza wiele kłopotu
Wskazówki dotyczące obniżenia kosztów podróży:
  • hostele, restauracje czy bary z wystawionym przed wejściem szyldem dumnie informującym, że jest to miejsce polecane przez światowy Lonely Planet z reguły są nieco droższe od sąsiadujących, pełne turystów i zmęczonych kelnerów. Polskie przewodniki dla backpakerów, np. wydawnictwa Bezdroża, spisują się w tym przypadku lepiej, kierując do mniej zatłoczonych i równie urokliwych miejsc.
  • Północne Indie leżą w strefie zagrożonej występowaniem malarii. Prewencyjna kuracja popularnym Malarone przez miesiąc kosztuje około 400 zł (łykany codziennie, dużo skutków ubocznych). Fiolka mniej znanego Arechinu, łykanego raz na tydzień kosztuje około 6 zł, który w połączeniu z repelentem z DDT powyżej 20% (np. Mugga, ok 25 zł) spełnia swoje zadanie.
  • naciągnie białych jest na porządku dziennym. Przyjaźnie narysowana kropka na czole z okazji festiwalu, pomoc we wróżeniu przy świętym jeziorze, możliwość wrzucenia monety do fontanny itp. niestety nie są dla przyjezdnych darmowe, o czym dobrze jest wiedzieć przed podaniem przez Hindusa ceny za oddaną „przysługę”.
  • przy planowaniu dłuższej podróży taksówką (np. na lotnisko) warto udać się do agencji pośredniczącej w załatwianiu transportu, gdyż płacimy za przejazd z góry – zachowujemy kwitek z agencji i wtedy kierowca nie może już kłócić się z nami, że opłata wynosi jednak kilka razy więcej.
  • biały człowiek, zwłaszcza o blond włosach, traktowany jest niemal jak celebryta. Proszono nas o zdjęcia kilka razy dziennie, co początkowo było szokiem, po tygodniu stało się standardem. W razie totalnego braku pieniędzy można ustawić się z karteczką „Photo 10 rupees”, a natychmiastowy przypływ gotówki jest gwarantowany 🙂
Opis:

Indie są miejscem, na pobyt w którym nie można się przygotować w 100%, gdyż zawsze będzie coś, co podróżnika zwali z nóg. Spora część przyjezdnych zaczyna swoją podróż od New Delhi, które na początku odstrasza, przeraża i przygnębia. Widok setek bezdomnych koczujących w każdym miejscu, wychudzonych krów i przeganianych psów w połączeniu z potwornym chaosem nie jest najlepszą wizytówką.
Szybko udaliśmy się więc do pobliskiej Agry („pobliskiej” znaczy około 200 km). Taj Mahal, po którym, banalnie pisząc, prawdopodobnie długo już nic nas nie zachwyci (z wyjątkiem może Angkor Wat, który jest tematem na osobną historię), wynagradza początkowe trudności w adaptacji do lokalnego stylu życia.
Z Agry wyruszyliśmy do Jaipuru, stolicy Radżastanu. Pociągiem, w towarzystwie karaluchów przebiegających pod stopami , dotarliśmy do różowego miasta. Główne jego atrakcje opisane są w każdym przewodniku, który zazwyczaj zapomina wspomnieć o czarownikach. Trzeba popytać tu i ówdzie, aby dotrzeć do tych prawdziwych, niesiedzących na ulicy z wyciągniętą reką…
Kolejny przystanek na trasie, Puszkar, święte miasto, pozwolił nam odetchnąć, odpocząć od zgiełku i zaznać prawdziwie beztroskiej, niemalże hipisowskiej atmosfery (bez pardonu oferowano nam haszysz!).
Prawdziwa podróż rozpoczęła się jednak na dworcu w Puszkarze, skąd po 32 godzinach spędzonych w pociągu, autobusie i rikszy, dotarliśmy do McLeod Ganj. W miasteczku mieści się siedziba Dalaj Lamy, przy bramie budynku wywieszono grafik Jego Świątobliwości na dany rok. W centrum medytacyjnym Tushita, znajdującym się około 1 km od McLeod Ganj, naucza niezwykły człowiek, Australijczyk o imieniu Glen, którego spokój ducha, charyzma i mądrość życiowa są po prostu niezwykłe. Zasady przebywania w Tushicie są dość surowe (np. nie wolno rozmawiać ze współtowarzyszami, zabijać owadów), jednak regenerują siły witalne i umysłowe na długi czas. Z całą świadomością wagi tych słów: warto odwiedzić Indie choćby wyłącznie dla tego miejsca.