fbpx

“Sky is the limit”, “Sky is not the limit”, “Za 20 lat będziesz bardziej żałował tego, czego nie zrobiłeś…”, “Życie, albo jest śmiałą przygodą, albo niczym”, i tak dalej. Klasyki podróżnych inspiracji. Motywują. Zmieniają podejście. Ale jeśli potraktujecie je za bardzo serio przyniosą Wam więcej szkody niż pożytku.

Czy kiedykolwiek podróżowanie było łatwiejsze i bardziej dostępne niż teraz? Z pewnością nie. Czy podróże są jedną z rzeczy, które najbardziej nas ekscytują? Zapewne tak. Mamy więc możliwość oddawać się temu, co jest niesamowicie przyjemne i absorbujące bez większego wysiłku. Tyle że z podróżowaniem jest trochę jak z uzależniającym środkiem: jeżeli będzie się go używać bez umiaru to mimo fantastycznych “odlotów” ostatecznie można wylądować w niezłych tarapatach. Skończyć jako człowiek nieszczęśliwy i pogubiony.

Podróże są dziś łatwo dostępne, bo są tanie a my coraz częściej traktujemy je jako priorytet. Zabawne wydaje mi się często powtarzane pytanie: skąd bierzesz pieniądze na podróżowanie? Odpowiedź jest przecież oczywista (jeśli akurat nie wygrało się w Lotka) – z  tego samego źródła co ty na rodzinę, mieszkanie i AGD – z pracy i oszczędzania. Wiecie skąd wzięło się to pytanie, mimo prostej odpowiedzi? Wynika z różnicy pokoleń w podejściu do życia. Poprzednie pokolenia miały inne priorytety: najpierw wspomniana rodzina, mieszkanie i AGD, potem dopiero przyjemności w postaci podróży.













Tyle że z podróżowaniem jest trochę jak z uzależniającym środkiem: jeżeli będzie się go używać bez umiaru to mimo fantastycznych "odlotów" ostatecznie można wylądować w niezłych tarapatach. Skończyć jako człowiek nieszczęśliwy i pogubiony.







A kto chciałby tego w świecie lotów do Azji za 1500 zł? Chyba tylko szaleniec, który chce zrezygnować z własnego życia.

Dla pokolenia wychowanego po PRL ten porządek nie jest wiodącym i dzięki możliwościom jakie daje współczesny świat to często chęć sięgnięcia po ulotne wrażenia i doznania jest ważniejsza niż stawianie życiowych fundamentów. “Kolekcjonuj chwile, a nie rzeczy”, znacie to, prawda? Lubię to zdanie, ale z czasem nabrało dla mnie zupełnie innego znaczenia.

Czasami mam wrażenie, że chęć posiadania rodziny jest postrzegana wśród miłośników podróży jako coś negatywnego. Bo przecież dziecko odbierze możliwość “korzystania z życia” rozumianego często jako beztroskie podróżowanie. Zamiast na przeżywaniu niezapomnianych przygód trzeba będzie skupić się na wkurzającym zmienianiu śmierdzących pieluch, co na dodatek uziemnia. A kto chciałby tego w świecie lotów do Azji za 1500 zł? Chyba tylko szaleniec, który chce zrezygnować z własnego życia.

Znam kilkadziesiąt może nawet kilkaset osób, które “zrezygnowały w pracy z korpo”, “zdecydowały się zostawić dotychczasowe życie i ruszyć w nieznane”, “kupiły bilet w jedną stronę”, “przyjęły wyzwanie, które rzucił im świat”. Dla niektórych była to świadomie zaplanowana przygoda, z której wynieśli mnóstwo lekcji po czym wrócili do szczęśliwego życia. A dla niektórych epizod, który zostawił więcej pytań niż odpowiedzi i wcale nie sprawił, że teraz żyje im się lepiej.

Mamy niesamowite możliwości podróżowania i absolutnie warto z nich korzystać, ale jeśli mogę coś doradzić to pamiętajcie, żeby robić to tak, żebyście na końcu waszej przygody byli po prostu szczęśliwi. I nigdy nie zgubili poczucia, że wiecie, do czego wracacie. Wydaje mi się, że jeśli w pełni oddałbym się podróżowaniu to w wieku 45-50 lat zdałbym sobie sprawę z tego, że ominęło mnie w życiu coś bardzo ważnego.

Piszę o tym dlatego, ponieważ od dwóch tygodni jestem ojcem. Każdy powtarzał, że od tego momentu wszystko się zmieni. To prawda, zmieniło się, ale w inny sposób niż prognozowano. Muszę przyznać, że jako osoba zakochana w podróżach nie miałem żadnych obaw, co do tego, że przyjście syna na świat zmieni cokolwiek na gorsze. Chociażby dlatego, że byłem przekonany, że zakocham się w nim bardziej niż w jakimkolwiek, nawet najbardziej znakomitym zakątku świata. I tak rzeczywiście się stało. Momentu przyjścia dziecka na świat nie można w żaden sposób porównać do podróży dookoła świata albo zdobycia Mt. Everest czy K2 zimą i wiem to mimo, że nigdy tego nie zrobiłem. Natomiast każde spojrzenie ma małego jest piękniejsze niż którakolwiek z autostopowych podróży czy którekolwiek z niesamowitych spotkań. Trust me, I am a traveller.









Wszyscy powtarzali, że od tego momentu wszystko się zmieni. To prawda, zmieniło się, ale w inny sposób niż prognozowano.

Szanse, jaki daje współczesny świat są fantastyczne. Ale nie uczynią człowieka szczęśliwym na długą metę, jeśli będzie próbował zapomnieć o swojej naturze. Mała refleksja na dziś.

Co dalej z podróżowaniem? Nic się nie zmienia. Żyjemy przecież w czasach nieograniczonych możliwości. Z dziećmi podróżują dziesiątki tysięcy osób. Będę i ja. I jestem pewien, że będzie jeszcze wspanialej, niż dotychczas.

Bartek Szaro

Autor Bartek Szaro

Prawa półkula mózgu. Wymyśla, opracowuje, tworzy koncepcje. Pisze poradniki i dba o układ wizualny bloga. Autor programu "Regionami" oraz twórca Festiwalu Podróży i Reportażu "Kontynenty". Gospodarz cyklu spotkań "Nieturyści".

Więcej tekstów autora Bartek Szaro

Dołącz do dyskusji! 3 komentarze

  • Rafał pisze:

    Gratulacje,
    nam po kilku latach podróży tu i tam urodziły się bliźniaki i jest cudownie. Choć na razie nasze wyjazdy ograniczają się do Polski to pod koniec sierpnia jedziemy pociągiem do Pragi z naszymi prawie 2 letnimi brzdącami 🙂

  • Kasia pisze:

    Gratulacje.👏Super tekst Bartek! Czekam na pierwszą relację ze wspólnej podróży. 😉 Zdrówka dla Maleństwa. 😊

  • Alicja pisze:

    Mój świat podróży po urodzeniu dziecka faktycznie się zmienił. Zmienił się sposób, tempo, cele. Jednak pasja pozostała, i dziś po 15 latach tworzymy trio, które wzajemnie się uzupełnia i wspiera. Niczego nie żałujemy. Dziecko w podróży owszem powoduje ograniczenia, ale jednocześnie daje nowe możliwości. Życzę wam wszystkiego dobrego w Waszej nowej podróży.

Miejsce na Twój komentarz

*