Wawel 2 Wolin czyli zabierz dziecko na rower

plaza
Autor:

Ola ‚Fasola’ Pająk-Gałęza

Miejsce:

Polska

Czas podróży:

3 tygodnie

Liczba przebytych KM:

2100

Ilość osób:

3

Koszty na osobę (w zł.):

Cały wyjazd 400 zł/osoba
Transport 66,6 zł/osoba (1000 km pociągami)
Nocleg 0 zł/osoba
Jedzenie 300 zł/osoba
Pamiątki i duperele 35 zł/osoba

Środki transportu:

kolej, inne

Jak tanio się przemieszczać? Jak tanio dotrzeć?

66,6 zł/osobę
Hmmm…Jaki wynik. Aż dziw, że w konkursie na paragon wśród środków transportu nie ma roweru! Bo przecież to jeden z najtańszych z nich. W trakcie wyjazdu wydatki poniesione na rower to całe 1,01 zł. Złotówka to łatka na jedyną złapaną gumę przez ponad 1000 km, wśród 6 kół. Symboliczny grosik to kropelka kleju, który w końcu mógł się do czegoś przydać. Dodatkowo (niestety ograniczeni czasowo) musieliśmy skorzystać również z pociągu, ale by było taniej „wykorzystaliśmy” naszego małego Kajtostana do wykupienia zniżki rodzinnej, w związku z tym na trasie Szczecin-Kraków za naszą trójkę i dwa rowery + przyczepka zapłaciliśmy 120 zł. W naszej przejażdżce przez Polskę posiłkowaliśmy się jeszcze raz pociągiem na odcinku między Chodzieżą a Ustką. W tym przypadku również skorzystaliśmy ze zniżki rodzinnej i bilety wyszły nas ok. 80 zł. Co ważne, w zniżce rodzinnej na jedno dziecko można zabrać 4 osoby dorosłe, które korzystają ze zniżki 33%, a dziecko jedzie za darmo. Co ważniejsze, na taką zniżkę mogą załapać się 4 zupełnie niespokrewnione z dzieckiem osoby.

Noclegi (gdzie tanio spać?):

0 zł/osobę
Na dziko, pod namiotem. W ten sposób spędziliśmy najwięcej nocy. Korzystaliśmy również z gościnności znajomych. Dzięki temu na noclegi nie wydaliśmy ani złotówki. Higiena… bo chyba to ludzi w spaniu na dziko przeraża najbardziej. Są jeziora, stacje benzynowe, a już w Niemczech przy plażach są publiczne toalety z prysznicami. Naprawdę to nie problem, nawet przy małym dziecku.

Co warto zjeść? (regionalne potrawy i ich ceny):

Może to nie będą żadne egzotyczne eksperymenty. Dla niektórych z północnych regionów kraju trącić to będzie chlebem powszednim ale jak morze to i dary morza. Niestety w tej materii polegliśmy i co prawda pysznie lecz niezbyt atrakcyjnie cenowo raczyliśmy się  rybkami. Z wizyty u naszych sąsiadów najciekawszą i godną polecenia jest wizyta w pałacu na wodzie w miejscowości Mellenthin. Sprytnie pomyślany wstęp za 2 euro możemy odjąć od rachunku w restauracji. Jest to cena „prawie” wystarczająca na szklaneczkę pysznego piwka ważonego w tym miejscu. Warto zahaczyć o to miejsce właśnie dla małego bądź większego kufelka.

Cenne wskazówki dotyczące odwiedzanego miejsca:

Najcenniejszą wskazówką jest chyba kwestia wyjazdu na rower z dzieckiem na Pomorze. Po prostu wybrzeże Bałtyku jest do tego idealne (jeśli chodzi o Polskę). Coraz lepiej rozwija się sieć infrastruktury rowerowej, więc
jeździ się coraz wygodniej. Nie ma jakichś ogromnych podjazdów, które czuje się w nogach ciągnąc za sobą malca w przyczepie (chyba, że wyjeżdża się bezpośrednio z Krakowa, z którego zawsze jest pod górkę:)). Główne atrakcje
to oprócz samego morza i wielkiej piaskownicy, latarnie morskie, umocnienia z czasów II w.ś. i muzea wszelkiego pokroju, od muzeum morza po muzeum motyli. Wybierając trasę, wybieraliśmy drogi mało uczęszczane, lokalne z
jak najmniejszym ruchem samochodowym, dzięki czemu omijaliśmy najczęściej duże miasta na rzecz małych miasteczek, wiosek, przysiółków, które często są dużo ciekawsze, a kontakt z miejscowymi ułatwiony. Trzeba uważać na tereny wojskowe. Może się okazać, że trzeba zawrócić bo w środku lasu stoi budka i szlaban. Upierdliwe bywają także sposoby utwardzania dróg na tych terenach, kocie łby, popękane płyty betonowe, telepie jak na tarce. Z przyczepką z dzieciakiem jazda jedynie z prędkością patrolową.

Opis podróży:

Spędziliśmy na rowerach 3 tygodnie, pokonując nimi ponad 1000 km. Najpierw przemierzając Polskę od Krakowa do Boruszyna (II Plener Podróżniczy im. K. Nowaka), a później wzdłuż wybrzeża Bałtyku od Ustki do Szczecina, okrążając Zalew Szczeciński i zahaczając o fragment naszych zachodnich sąsiadów.

Połykając bakcyla wyjazdów rowerowych forma wyjazdu była dla nas absolutnie jasna. Tanio i przyjemnie. Dodatkowo preferujemy wyjazdy niskobudżetowe, a jakże, więc noce spędzaliśmy pod namiotem bądź u znajomych, a jedzenie przygotowywaliśmy własnym sumptem na kuchence gazowej. Dzięki temu Kajtostan zdobył wiele nowych umiejętności i stał się bardzo samodzielny (np. sam nauczył się załatwiać swoje potrzeby – Ci co dzieci nie mają nie wiedzą, ale to nie lada wyczyn dla 2 latka;)). Usamodzielnił się również rowerowo, bo mieliśmy ze sobą rowerek biegowy, na którym pokonywał co poniektóre fragmenty trasy. Każdy dzień na wyjeździe rowerowym z dzieckiem jest dostosowany do niego. Średnio pokonywaliśmy 60-80 km dziennie, choć zdarzały się i takie dni, gdy pobijaliśmy (mama Fasola i Kajtek) życiowe rekordy – 120 km. Po drodze zmieniał się krajobraz, mijaliśmy kolejne pola, wioski, miasta, a nad morzem plaże i kurorty. Dla dwulatka, oprócz latarni
morskich i wiatraków atrakcją są też krowy i konie na pastwiskach, wielka piaskownica, las pełen szyszek i ciekawych patyków. Jednym słowem co depnięcie na pedał to nowa przygoda. Chcieliśmy pokazać mu kawałek Polski, a dla niego kawał świata. Z perspektywy przyczepki rowerowej i w tempie jakim podróżuje się rowerem jest to dużo prostsze, a dziecko chłonie całym sobą wszystko co go otacza.

Trzeba pamiętać, że jazda z dzieckiem (ale i bez niego) oznacza bycie w drodze. Bez terminów, bez konkretnych planów. Nie ma co gonić, jeździć na czas. W końcu nie po to wybieramy rower, najdoskonalszy środek transportu,
który daje wolność by tę wolność ograniczać przez nakładanie na siebie limitów.

kapiel

 

gotowanie

 

bieg