Wezuwiusz, czyli tam i z powrotem

Autor:

Bartłomiej Kiraga

Miejsce:

Polska – Wezuwiusz

Czas podróży:

29 IV- 5 V (7 dni)

Ilość pokonanych Km:

3500

Ilość osób:

5

Noclegi:

Namiot rozbijany „na dziko”

Koszty na osobę zł:

W zależności od osoby, moje-> piwo w Brnie- 8 koron, bilet do Pompejów 5 euro, Pizza – 1.60 euro, bilet na kolejkę podmiejską w Neapolu- 2 euro, pocztówka 50 centów. Łącznie 9.10 euro ~ 40 złotych. Nie wliczam pożyczonych od Oli 5 euro za które kupiłem wino na Juwenalia, bo to nie koszta podróży, a już polskie.
Pytasz dociekliwy czytelniku co zatem jadłem? 1 pizza na siedem dni? Otóż jedzenie wziąłem z domowej lodówki (chleb, ryż, dodatki) i nie wydałem na nie ani grosza. Gdybym wydał zamknąłbym się w 10 złotych 🙂

Środki transportu:

autostop

Wskazówki dotyczące odwiedzonego kraju:
  • Znak „no autostop” na włoskich autostradach oznacza mniej więcej tyle co „Osobom poniżej 18 lat alkoholu nie sprzedajemy” w Polsce. Nic.
  • Nie panikować, gdy włoska Policia Stradale, Carabinieri czy jakakolwiek inna służba mundurowa zatrzyma się przy Was, łapiących okazję. Powiedzą, że oficjalnie zakaz, a na pytanie „Co teraz?” odpowiedzą „No problemo” i odjadą, tudzież podrzucą na lepsze miejsce (4spotkania podczas jeżdżenia po Italii)
  • We Włoszech dobrze znać podstawy Włoskiego, aczkolwiek bogata gestykulacja i stosunkowo prosty język sprawiają, że dogadacie się z każdym bez problemu
  • Pizza jest tu dobra bo jest dobra i tania, tańsza niż „dania” z McDonaldów i BurgerKingów (kawałek 1/4 na oko 40 cm pizzy- 60 centów- 1 euro, w zależności od dodatków)
  • Markety we Włoszech mają naprawdę śmieszne ceny- wino (tanie bo tanie, ale WINO, nie napój wino-podobny) w kartonie od 60 centów, makarony od 30, przeroby pomidorowe od 30 centów- warto kupić dla rodziny.
  • Stacje benzynowe we Włoszech z autogrillem mają zawsze DARMOWY prysznic
  • Pompeje są strasznie drogie (5 euro!) ale warte każdego centa wydanego na wejście
Wskazówki dotyczące obniżenia kosztów podróży:
  • Neapolitańczycy pytani o to gdzie kupić, gdzie kasować bilet patrzą na Was jak na idiotów, nawet jeśli rozumieją co mówicie. Kontrole są na tyle rzadkie, a kontrolerzy na tyle „południowi”, by nie rzec niesumienni, że wydatki na komunikacje miejską zostawia się kwestii sumienia
  • Wielokrotnie wspominałem, wspomnę jeszcze raz- najtańszy nocleg jest w namiocie na dziko. Na stacji, na plaży, w lesie, w parku. Kilkadziesiąt noclegów takim sposobem- nikt nigdy mnie nie napadł, nie okradł, nie przegonił. Prysznic- stacja benzynowa/hotel/dom. Wystarczy poprosić.
  • Chcecie odwiedzić Wezuwiusz? NIE KORZYSTAJCIE Z OFICJALNYCH WSKAZÓWEK. Wyślą Was kolejką podmiejską (2 euro) do Pompei, skąd każą pojechać autobusem na szczyt (10 euro!) i zapłacić za wstęp (8 euro). Najlepiej udać się do Torre El Greco i stamtąd zdobyć wulkan pieszo (2-3 godziny) lub podjechać autostopem. Przy wejściu miła Pani sprawdzająca bilety gdy usłyszała, że nie wziąłem pieniędzy bo nie wiedziałem, że trzeba kupić bilet i chcę tylko wrzucić pierścień puściła mnie ze śmiechem w górę.
  • Kuchenka turystyczna + naboje+ ryż+ kostka rosołowa + garnek to mniej niż 40 złotych i więcej niż miesiąc podróżowania z dietą marną, ale tanią
Opis:

 

Gospoda „Pod Rozbrykanym Kucykiem” (McDonald) świeciła pustkami. Nic dziwnego, w niedzielny ranek śląski lud smacznie spał po kopalnianej szychcie, tudzież grillowaniu.Zdziwienie bywalców wzbudziło pojawienie się postaci w turystycznych plecakach. Drużyna mająca spalić pierścień, zbierała się.
Plan prosty- dziewięć osób, każda z błyskotką, wyrusza autostopem ku Neapolowi. Kto pierwszy wrzuci pierścień w wulkan –wygrywa. Ruszyliśmy.
Wieczorem dotarliśmy na Amon Hen, górujące nad Brnem wzgórze. Tu mieliśmy czekać na resztę, stąd rozpocząć ostatni etap trasy. Godziny wlekły się, nikt nie nadciągał. Przenośne palantiry komórkowe zaginionych nie odpowiadały. Drużyna rozbita. Pozostało rozbić namioty i ruszać rankiem ku ciągnącemu się na pograniczu Eriadoru (Aut) i Rhovanionu (Ita) pasmu Gór Mglistych (Alpy). Przeprawa szczytami okazała się niemożliwa i znalazłszy własnego obieżyświata, Zlada, serbskiego tirowca, jechaliśmy ku słonecznym równinom przez tunele ekspresowego gościńca A2.Tunele Morii okazały się cisze i szerokie, widać Balrog wyjechał na majówkę.
Spotkaliśmy się tuż pod Górą Przeznaczenia. Pierwszego dnia odpoczywaliśmy, zwiedzając ruiny zniszczonego ongi wulkan miasta starożytnych. Słudzy zła uśpili naszą czujność brakiem aktywności i niczego nie podejrzewaliśmy, gdy rozkładaliśmy się na plaży. Tymczasem miejscowi pod pretekstem świętowania urodzin próbowali nas upić, byśmy nie mieli sił wejść rano na wulkan. Przejrzał ich zamiary Dudek, który nie wiadomo skąd wyczarował flaszkę i niewolnicy Mrocznego Pana padli pierwsi. My niedługo później.
Ciężki poranek, szczególnie, że czas ratować świat. Pokonany przez alkohol Dudek zaopiekował się Olą, sam ruszyłem spalić pierścień. Kilka godzin później, dojechawszy na Górę Przeznaczenia stopem (a jakże), wróciwszy do reszty drużyny zdecydowałem- do domu! Z powrotem wprawdzie nie zabrały nas orły, lecz pierwszy spytany kierowca campera (Neapol- domek za jednym zamachem), ale to już zupełnie inna historia…

więcej na: tubylem.blog.onet.pl