Samotne Baleary – oderwanie od rzeczywistości

Autor:

Michał Konieczka

Miejsce:

Mallorca

Czas podróży:

9.V. – 13.V 2012

Ilość pokonanych Km:

450

Ilość osób:

1

Noclegi:

Nocleg udało mi się znaleźć w centrum Palmy (stolica Balearów) z pomocą serwisu www.couchsurfing.org. Mieszkanie było przestronne i nowoczesne. Wysłałem 8 próśb o możliwość pobytu i dość szybko otrzymałem 2 odmowy, jedno zaproszenie oraz jeden adres awaryjny na wypadek gdybym nic nie znalazł. Jest to o tyle zaskakujące, że jest to jeden z najbardziej turystycznych regionów Europy i po rozmowie z hostem wywnioskowałem, że miałem duże szczęście, bo zazwyczaj trzeba wysłać o wiele więcej zapytań, żeby uzyskać zaproszenie. Używałem tego serwisu po raz pierwszy i specjalnie na ten wyjazd stworzyłem profil (na wcześniejsze wyjazdy mój kolega organizował noclegi z CS).

Koszty na osobę zł:

250 zł i około 60 euro (euro miałem z poprzedniego wyjazdu więc nie przeliczam na złotówki)
Polska
– bilet ulgowy aglomeracyjny dwukrotnego kasowania – 3,20 zł (do lotniska Balice nie dojedzie się na mojej miejskiej karcie)
– MAŁE zapasy na podróż (batony, dwie konserwy etc.) 20 zł
– prezent dla hosta 25 zł (z gołymi rękami nie wypada jechać, akurat miałem bardzo dobry prezent więc właściwie nie musiałem płacić, ale w koszty wliczam)
– karta prepaid do kupowania biletów linii Ryanair bez opłaty manipulacyjnej – 20 zł (co prawda kartę tę posiadałem już dużo wcześniej, a dla osób, które jej nie mają polecam na Allegro można znaleźć osoby, które za opłatą 2 – 4 zł również to zrobią)
Samolot
– bilety linii lotniczych Ryanair zakupione w dniu 4 kwietnia 2012 relacji Kraków Balice – Palma de Mallorca – 201,80 zł (wylot w środę o 9:50 powrót w niedzielę o 6:25, ale można było zakupić na dłuższy pobyt w tej samej cenie, wyczaiłem te bilety około 2 tygodni wcześniej, ale czekałem na odpowiedź kolegi czy się pisze i cena wzrosła do 230 potem do 270 i 290. Sprawdzałem regularnie i w którymś momencie cykl się powtórzył to zakupiłem)
Pobyt
Zabrałem ze sobą coś około 83 euro, przywiozłem około 22, ale byłem bardzo rozrzutny. Główne koszty stanowiły przekąski i napoje, następnie transport. Alkohol (od 0,37 euro za 0,33l piwa i wino od 1,5 euro w sumie około 13 euro), lody (2,20 euro za 3 duże gałki w sumie 6,60 euro), pocztówki (nominał znaczka 0,70 euro, pocztówka od 0,25 do 0,50 euro), pociąg (niecałe 1 euro), autobus (14,2 euro), jedzenie (na targu jakieś specjały, ciastka, orzechy, placki, żelki, wychodzi drogo, ale raz się żyje)
Ogólnie byłem bardzo pozytywnie zaskoczony cenami. Spodziewałem się naprawdę wysokich (wyspa czyli wszystko musi przypłynąć, przylecieć, miejsce bardzo turystyczne). Oczywiście w przeliczeniu na złotówki powiemy, że ceny wysokie, ale jak na warunki zachodnie to tak jak pisałem, pozytywne zaskoczenie.

Środki transportu:

samolot, buty, autostop, kolej

Wskazówki dotyczące odwiedzonego kraju:

1) Termin wyjazdu warto zaplanować na maj lub październik. Byłem na początku maja i było dużo turystów. wiem, że w sezonie jest ich zbyt dużo. Do tego pogoda. W maju była idealna (bardzo ciepło i słonecznie, ale nie upalnie) i również z opowieści wiem, że w wakacje upał jest nie do zniesienia nawet dla lokalnych ludzi.
2) Imprezy w Palmie zaczynają się bardzo późno (około 1 w nocy – dopiero wtedy ludzie zaczynają się zbierać pod klubem!). Kluby z imprezami dla przyjezdnych (w końcu Ibiza niedaleko) mają miejsce w kurortach zaczynają się wcześniej.
3) Kurorty ze względu na sporą konkurencję wcale nie są o wiele droższe niż Palma.
4) Oferta turystyczna naprawdę zapiera dech w piersiach jedynym ograniczeniem jest czas i pieniądze. Każdy znajdzie coś dla siebie.
a) morze, plaża i kolacja – dla urlopowicza kurorty oferują wylegiwanie się na piaszczystej plaży (np. Magaluf lub Alcudia)
b) aktywnie – miejscowe góry będą dobrą opcją dla rowerzystów, wspinaczy lub po prostu na treking
c) na sportowo – mnóstwo kolarzy, wypożyczone rowery wysokiej klasy i jazda kolarzówką po zróżnicowanych trasach. Wyspa jest na tyle mała, że w kilka dni można ją przejechać dookoła.
d) kulturalnie – bogata oferta muzealna, rezerwaty przyrody, jaskinie
e) na bogato – dzieci z pewnością będą wniebowzięte wizytą w aquaparku, delfinarium, a rodzice w tym czasie mogą zabawić na polu golfowym
I mógłbym tak jeszcze długo. Każdy lubi co innego i najlepiej przejrzeć przewodnik.
5) Na Majorce mieszka bardzo dużo imigrantów, a rdzenna ludność stanowi znikomą część jej mieszkańców.
6) W języku angielskim można się porozumieć w kurortach, restauracjach, kasach atrakcji turystycznych. Z ludźmi nie związanymi bezpośrednio z biznesem turystycznym angielskiego raczej nie uświadczymy.
7) Ze względu na niewielkie odległości do każdego zakątka wyspy można dostać się bardzo szybko. Infrastruktura jest bardzo dobrze rozwinięta. Dlatego warto szukać taniego hotelu bez względu na lokalizację.

Wskazówki dotyczące obniżenia kosztów podróży:

I tu jest spore pole do popisu, bo gdybym się spiął dałoby radę obniżyć koszty spokojnie o połowę.
Transport
1) Rezygnacja z autobusów na rzecz stopa. Ja jeździłem autobusem, bo codziennie rano wyruszał ze mną mój host i opuszczał mnie po kilku godzinach, a powrót robiłem na własną rękę stopem lub na pieszo. (Jeżeli chodzi o łapanie stopa to biorąc pod uwagę natężenie ruchu [spore] wydaje mi się, że nie jest zbyt dobrze [przede wszystkim dużo turystów w wypożyczonych autach = małe szanse na podwózkę])
UWAGA TRICK: wchodząc do autobusu musisz kupić bilet lub przyłożyć „miesięczny”, ALE jak już jedziesz to kupuj bilet na krótki odcinek i chowaj się gdzieś z tyłu zapłacisz zdecydowanie mniej.
2) Transport kolejowy, miałem okazję podróżować koleją z totalnej wioski do centrum Palmy. Do pociągu wchodzi się za friko (w miasteczkach i wioskach), ale żeby wyjść z peronu w Palmie trzeba zakupić bilet – kupuj najtańszy bilet za 0,95 euro i przejść przez barierki (takie jak w metrze). Do tego między wioskami można pojeździć za darmo, bo tam już nie ma barierek.
Jedzenie i zakupy
1) Zapasy z Polski – nauczony poprzednimi doświadczeniami, że nie warto (w moim przypadku) brać dużych zapasów, bo i tak zawsze wolę kupić świeże, ciepłe, miejscowe niż tylko pasztetem się żywić, który potem de facto przywoziłem z powrotem. Ale na konserwie też się da. Zrezygnować z piwa na rzecz wody.
2) Kupować najtańsze produkty, robione dla sieci handlowych (takie made for Biedronka). Nie są gorsze, a różnicę w rachunku końcowym można odczuć.

Opis:

Dzień 1 – po spokojnym locie (leciałem z Markiem Włodarczykiem), który jak zawsze był na czas :p złapałem stopa do centrum. Do spotkania z hostem miałem 4 godziny, które wykorzystałem na spacer i kontemplację atmosfery miasta. Przy ogrodach nieopodal Bazyliki spotkałem Polaka, który mieszka tam od 7 lat i zarabia jako artysta uliczny. Po pogawędce zahaczyłem o targ gdzie spróbowałem kilku rzeczy m. in. dżemu z oliwek! Spotkanie z hostem i kolejny spacer do późna.
Dzień 2 – Ranny wyjazd do Banyalbufar i kąpiel w morzu na pustej kamienistej plaży. potem opłukanie soli pod wodospadem. Dalsza podróż w kierunku Soller zaowocowała złapaniem pierwszego auta, które jechało. Nieoczekiwanie dostałem od niego wejście do muzeum lagranja.net, którego był właścicielem, spędziłem tam ponad 3 godziny. Dalsza podróż odbywała się kilkoma stopami, aż w końcu trafiłem na ludzi z którymi jeździłem do końca dnia. Bardzo polecam miejscowość Valldemossa.
Dzień 3 –ranny wyjazd do Alcudii. Pusta plaża i podróż wzdłuż brzegu około 5 km. Po drodze wstąpiłem do Parc Natural de s’Albufera (wejście za free), jedznak nie dałem rady obejść całego, bo to jest chodzenia na 3 godziny. Odwiedziłem targ w Can Picafort, który mnie bardzo rozczarował. Chińszczyzna. W drodze powrotnej wszedłem do strefy zamkniętej dla zawodników konkursu IronMan (darmowe napoje, ciastka i obiad!). Ostatnie 2 godziny spędziłem na totalnym chilloucie grając z dziećmi w piłkę i trenując równowagę na elastycznej taśmie zawieszonej między palmami (nie wiem jak to się nazywa, ale świetna zabawa).
Dzień 4 – autobus do Magaluf i całodzienny powrót wzdłuż wybrzeża do Palmy. Co jakiś czas kąpiele i wylegiwanie się na plaży. Wieczorem spacer po mieście.
Dzień 5 – wyjazd o 1 w nocy na lotnisko autobusem za 2,5 euro. Na lotnisku poznałem marynarza, który wracał właśnie z 9 dniowego rejsu to nasłuchałem się ciekawych historii. Powrót niestety był z akompaniamentem płaczących dzieci, a i M. Włodarczyk wracał po nakręceniu czegoś tam.

więcej na: konnan.pl