Pomidorowe szaleństwo

Autor:

Tomasz Sierżański

bunol
Miejsce:

Buñol

Czas podróży:

27.08.2011-3.09.2011

Ilość pokonanych Km:

4500

Ilość osób:

2

Noclegi:

namiot rozbity przy drodze, plaża, kartony na pace tira, podłoga koło palet z jedzeniem dla kotów (także na pace tira, „kurnik” w 7,5 tonówce

Koszty na osobę zł:

ok. 30zł na zupki chińskie i kisiele
cała podróż około 120 euro, gdzie 30 euro poszło na jedną kolację (chcieliśmy posmakować lokalnych specjałów)

Środki transportu:

autostop

Wskazówki dotyczące odwiedzonego kraju:

Uwaga na złodziei – są tak bezczelni, że potrafią wejść do namiotu nawet jak jesteś w środku.
Pyszne tanie wino – Sangria kosztuje jeden euro a podana z lodem jest najlepszym orzeźwiającym drinkiem.
Stacje benzynowe na autostradzie są zawsze z dwóch stron i połączone są przejściem nad nimi – łatwo zmienić kierunek jazdy w razie konieczności.
Jeśli chcecie spać w hostelu podczas Tomatiny, miejsca rezerwujcie znacznie wcześniej – na ostatnią chwilę trudno znaleźć coś wolnego.

Wskazówki dotyczące obniżenia kosztów podróży:

Na stacjach benzynowych w Hiszpanii można dostać wrzątek – przy odpowiedniej ilości zupek chińskich i termosie można radykalnie ściąć koszty.
Prysznice na stacjach benzynowych – teoretycznie płatne, ale na wygląd zagubionego podróżnika nie znającego hiszpańskiego nie płaciłem ani razu za prysznic.

Opis:

Na podróż zdecydowaliśmy się w środę – w sobotę ruszaliśmy ze Szczecina. Kompletnie nie przygotowani (w końcu każde z nas pakowało się na dzień przed wyjazdem) ruszyliśmy w drogę. Plan był prosty – w ciągu dwóch dni dojeżdżamy do Hiszpanii, tam spokojnie przez dwa dni zwiedzamy Walencję, potem jedziemy na walkę na pomidory i spokojnie, też w dwa dni wracamy do Polski. Ale to był tylko plan, kompletnie oderwany od rzeczywistości 🙂 Dojazd zajął nam 3 dni – dokładnie to 3 doby i 1 godzinę. Po drodze, przez pierwsze dwa dni od każdego słyszeliśmy, że nam się nie uda dojechać na czas, na szczęście wszyscy się mylili 🙂 O ile początek podróży był tragiczny (po 400-500 km przejeżdżaliśmy w ciągu dnia) to później się rozkręciliśmy – przejechaliśmy w ciągu dnia ponad 1200 km (co stanowiło połowę trasy). Do samej Walencji dojechaliśmy dzień przed Tomatina. Mieliśmy jeszcze parę godzin, żeby powłóczyć się po starym mieście (bardzo pięknym swoją drogą). Już całkiem późnym wieczorem usiedliśmy w knajpce i wydaliśmy na kolacje prawie 1/4 naszego budżetu. Klimat wąskich uliczek i muzyków ulicznych – nie da się tego pisać, żeby oddać to uczucie. Nocą już nie szukaliśmy hotelu czy motelu – udaliśmy się na plażę. Rozbiliśmy namiot, przetrzymaliśmy dwie próby kradzieży (złodziej na bezczelnego wchodził nam do namiotu) i był już ranem. Woda w morzu byłą tak ciepła, że wschód słońca podziwialiśmy stojąc w wodzie. Kolejka udaliśmy się na Tomatinę – wzięcie w niej udziału, było moim marzeniem. Porzucaliśmy się pomidorami, wypiliśmy wino i ruszyliśmy w podróż do domu. Najtrudniej było wyjechać z Hiszpanii, później już jakoś poszło. Dojechaliśmy do Wrocławia w sobotę w nocy. To była moja pierwsza podróż za granicę, 3 podróż stopem w życiu i jak do tej pory największa przygoda życia.

Więcej na: http://student-gotuje.blogspot.com/2011/10/koncentrat-pomidorowy-czyli-jak-jechaem.html