Pielgrzym, Piechur, Podróżnik – Przygoda Dziewczyny Spłukanej

camino jak zacząć
Autor:

Karolina Słomska

Miejsce:

Hiszpania, Portugalia, Gibraltar, Maroko, Polska, Czechy

Czas podróży:

06.08.2013-24.09.2013

Liczba przebytych Km:

13660

Ilość osób:

1

Koszy na osobę w zł:
  • Połączenia lotnicze Bydgoszcz-Barcelona Girona, Marakesz-Frankfurt Hahn, Frankfurt Hahn-Warszawa łącznie 495,35zł
  • Prom Algesiras-Tanger, pociąg Barcelona-Pampeluna, autobus z lotniska w Barcelonie-Gironie do Barcelony, komunikacja miejska, autobus Tanger-Marakesz, pociąg Wrocław-Gdańsk, autobus z portu w Tangerze do miasta; łącznie ok. 600zł
  • Noclegi: 504zł
  • Wyżywienie: ok.1000zł.
  • Inne (credentiales, bandaże, chemia, itp.) ok. 100zł

SUMA: ok. 2700 zł

Środki transportu:

statek, samolot, buty, autostop, kolej, inne

Jak tanio się przemieszczać? Jak tanio dotrzeć?

Ponad 700km pokonałam piechotą podczas El Camino w Hiszpanii, bardzo dużą część podróży przebyłam również autostopem. Wybrałam prom wypływający z Algesiras, nie zaś z Tarify, choć to w Tafirie się znajdowałam, gdyż prom z Algesiras był o ponad 10 euro tańszy, podobnie jak tańszy był autobus z Tangeru do Marakeszu niż pociąg (wybrałam celowo kurs nocny, by odjąć koszt noclegu). Tak naprawdę cały wyjazd do Maroko był wynikiem cięcia kosztów lotów, które w momencie dokonywania rezerwacji były bardzo wysokie (znacznie bardziej opłacalna była podróż do Maroka i wylot z tamtąd, niż wcześniejszy powrót do Polski z jakiegokolwiek miasta w Hiszpanii). W miarę możliwości unikałam korzystania z komunikacji miejskiej, po prostu pokonując dany dystans piechotą (po El Camino byłam już wprawionym piechurem ;)).

Noclegi (Gdzie tanio spać?)

Wszędzie, gdzie to tylko było możliwe korzystałam z couchsurfingu (co jest bardzo trudne na El Camino, głównie ze względu na bardzo mały rozmiar większości miejscowości, niemniej udało mi się znaleźć tego typu nocleg kilkukrotnie; natomiast w dużych miastach było i jest to niezwykle łatwe i przyjemne doświadczenie). Korzystałam także z gościnności przypadkowo poznanych ludzi, zaproszeń znajomych mieszkających w danym regionie, a dwa lub trzy razy zdarzyło mi się koczować „na dziko”. ;))  Podczas El Camino de Frances gorączkowo wertowałam też przewodnik, lub wypytywałam napotkanych przy drodze ludzi w poszukiwaniu albergues donativos- schronisk dla pielgrzymów, oferujących dach nad głową za tzw. „wolny datek”, nie rzadko częstując wędrowców także śniadaniem czy kolacją. W niektórych albergues istnieje możliwość odpracowania swojego pobytu, np. zmywając naczynia, lub pomagając w ogródku. By móc nocować w albergue niezbędne jest posiadanie paszportu pielgrzyma (zazwyczaj 2-5 euro za wyrobienie).

Co warto zjeść? (Regionalne potrawy i ich ceny)

Warto spróbować pulpo (ośmiornicy) w miejscowości Melide w Galicji (restauracje specjalizujące się w przygotowywaniu owego smakołyku to „pulperias”). Radziłabym podzielić porcję ośmiornicy między dwie, lub nawet trzy osoby, gdyż większość osób najada się po kilku kawałkach ;)) Do tego zielone papryczki („pimiento”), wszechobecna w Hiszpanii bagietka i białe wino (to, które miałam szczęście pić było przepyszne i kosztowało zaledwie 4 euro za butelkę w restauracji-co bardzo moich współbiesiadników oraz mnie uszczęśliwiło ;)). Tego typu kolacja dla trzech osób zamknęła się w cenie 25 euro.
Będąc w Hiszpanii nie sposób chyba nie spróbować tapas (im bliżej Galicji tym większe szanse, iż będą one darmowym dodatkiem do piwa lub kieliszka wina), tortilli,czy paelli, a odwiedzając Burgos koniecznie trzeba spróbować wszędobylskich kanapek z „morcilla”-kiełbasą podobną do Naszej kaszanki (polecam także kanapki z kalmarami i alioli-pyszności!).
Zaś każdy szanujący się podróżnik, będąc w Maroku spróbuje jedzenia wprost ze stoisk ulicznych- przepysznych słodkości, świeżych owoców, czy przygotowywanego w charakterystycznym naczyniu tajine (danie zazwyczaj mięsno-warzywne, długo duszone; spolszczona nazwa to „tandżin”).
Jeśli z kolei mówimy o Czechach, to poza wypiciem całych litrów wybornego piwa i zajadaniem się knedlami, obchałam się do granic możliwości (a możliwości posiadam wielkie) pączkami nadziewanymi makiem, które, jak zapewniał mój autostopowy kierowca, są typowo czeskie, choć niestety nie udało mi się ich odnaleźć później w żadnej innej piekarni.

Cenne wskazówki dotyczące odwiedzanego miejsca:
  • W Santiago de Compostela czasem bardziej opłaca się zapłacić za luksusowy hotel, niż podrzędne albergue (schronisko). W „mieście-mecie” Drogi Świętego Jakuba ceny hosteli są zabójcze. Osobiście zdecydowałam się na couchsurfing,natomiast znajoma zarezerwowała dla siebie pokój w hotelu Santiago (łatwa do zapamiętania nazwa) w centrum miasta,płacąc 25 euro. Cena nie wygórowana,biorąc pod uwagę,iż pobyt w pobliskim albergue kosztował 20;) Następnym razem (owszem, zakładam następny raz), opłacę sobie oraz osobie towarzyszącej pobyt w tym hotelu,a co! Odrobina luksusu po miesiącu ubóstwa jeszcze nikomu nie zaszkodziła;).
  • Przekroczyć granicę Gibraltaru znacznie łatwiej i szybciej można obecnie piechotą niż samochodem (jak twierdzi mój brytyjski znajomy:”to wszystko przez tych złośliwych Hiszpanów”- Hiszpanie zaś mówią dokładnie to samo o „złośliwych Anglikach”;)).
  • Podczas zakupów w Maroku, wypada się targować. Zawsze uważajmy jednak,by cena przy której obstajemy nie była poniżej poziomu przyzwoitości- co innego kupić coś tanio, co innego żerować na cudzym ubóstwie.
  • Będąc w Sewilli po prostu nie można nie zobaczyć Placu Hiszpańskiego. Pomijając niewątpliwe piękno jego architektury,to tutaj kręcono niektóre sceny z Gwiezdnych Wojen.
  • Taksówka na lotnisko w Marakeszu przy naprawdę minimalnym targowaniu jest tańsza niż bilet autobusowy dla trzech osób w to samo miejsce.
  • Przy odpowiednim zaplanowaniu trasy na El Camino możemy niemal codziennie natrafiać na fiestę w odwiedzanym mieście- nie ma chyba narodu, który opanował sztukę świętowania lepiej niż Hiszpanie;). W zależności od wybranego terminu, możemy brać udział w biegu z bykami z Pampelunie, fieście de San Mateo w Logroño, gdzie wino leje się litrami, czy podziwiać fajerwerki w Sarrii, mając na głowie kapelusz nawiązujący do legend o czarownicach w galicyjskich lasach. Z resztą, będąc szczerą- nawet jeśli tego nie planujemy, zapewne i tak trafimy na co najmniej kilka fiest- w końcu to Hiszpania!;)
Opis:

Spontanicznie postanowiłam przejść w pojedynkę osławioną Drogę Świętego Jakuba i w mniej niż dwa tygodnie od momentu, gdy w głowie zaświtała mi owa myśl, już stawiałam pierwsze kroki na szlaku. Plan zakładał także zwiedzenie dwóch marokańskich miast (Tangeru oraz Marakeszu), gdyż takie połaczenie lotów i promu było po prostu najtańsze. A skoro można było zobaczyć więcej za mniejsze pieniądze, to nie zastanawiałam się dwa razy. 🙂 Przez cztery tygodnie, gdy przemierzałam Hiszpanię piechotą wszerz, pierwotny plan nieco ewoluował. Więc kiedy wreszcie dotarłam do Santiago de Compostela niezwłocznie udałam się w dalszą podróż, tym razem autostopem, odwiedzając miasto A Coruña, Lizbonę, moją ukochaną Barcelonę, Sewillę, Tarifę, Gibraltar (wszystko w tej dość pokręconej kolejności :)), by następnie udać się promem do Tangeru, autobusem do Marakeszu, obfotografować się z wężami na szyi, poznać wiele interesujących osób, po czym odlecieć do Frankfurtu, stamtąd do Warszawy, potem już tylko autostopem do domu…zaledwie na jedną dobę, zgarnąć cieplejsze ubrania, po której to dobie ruszyliśmy (tym razem wraz z przyjacielem) autostopem do Pragi. Czemu do Pragi? Bo długo nie byłam,czasu było niewiele, a kolega nigdy dotąd nie podróżował stopem. Jak mogłabym mu odmówić prawa do edukacji w tak niezbędnej do życia dziedzinie? 😉
Była to dla mnie podróż niezwykła w każdym wymiarze, pełna przygód, wrażeń, cudownych widoków, niesamowitych odkryć smakowych, zawierania nowych przyjaźni i przekraczania własnych, kiedyś sądziłam iż licznych, ograniczeń. Była to podróż, która zdefiniowała mnie jako osobę na nowo, jak również nauczyła mnie patrzeć na obcych mi ludzi przychylniejszym okiem. Podczas rozmowy z moją mamą padły słowa:
„-Karolinko, ciesz się tą podróżą, bo to jest Twoja wielka przygoda życia.
-Mamo, to jest dopiero PIERWSZA przygoda życia.”.

I chociaż planuję kolejne tego typu przygody, to przecież to co pierwsze jest zawsze na swój sposób ważne i niepowtarzalne. 🙂

koszty el camino

zdjęcia el camino

el camino noclegi