Do Neapolu tanio i autostopem

Autor:

Commodus

Miejsce:

Neapol

Czas podróży:

5 Dni

Ilość pokonanych Km:

3505

Ilość osób:

1

Noclegi:

Pierwszy: Czechy, Brno „pod chmurką”
Drugi: 50 km od Wenecja „pod chmurką”
Trzeci: Neapol, szpital
Czwarty: Sorrento, plaża
Piąty: Powrót do domu, „kimanie” w samochodzie

Koszty na osobę zł:

Wydatki związane z całą podróżą wyniosły 200zł. Zostały one jednak obniżone, o włoską gościnność, w rezultacie wyniosły 100zł.

Środki transportu:

autostop

Wskazówki dotyczące odwiedzonego kraju:

1. Znajomość języka Angielskiego jest prawie bezużyteczna, warto znać proste sformułowania po włosku.
2. Nie łapać stopa na autostradzie i bramkach drogowych.
3. Nie wciągać tabaki przy carabinieri.
4. Uważać jaką kupuje się kawę we Włoszech, gdyż przez pomyłkę można zapłacić majątek.
5. Na każdej stacji benzynowej (Autogrill) jest darmowy prysznic.
6. Uważać na Turków 😛

Wskazówki dotyczące obniżenia kosztów podróży:

1. Gdy ktoś Cie pyta ile masz funduszy, odpowiadaj że nic, zawsze coś dostaniesz.
2. Nocleg w McDonald’s, Autogrill, lub „pod chmurką”. Obniża zdecydowanie koszta.
3. Prowiant jest w takiej samej cenie, jak w Polsce, wiec można spokojnie kupować na miejscu. PS: 1kg krakersów da się dorwać za 1,5 Euro.
4. Warto zabrać wędkę (nie wódkę, tylko wędkę!) ze sobą, a nóż się coś trafi.
5. Nie warto płacić za metro w Neapolu, można na gapę, ale trzeba patrzeć na miejscowych grajków. Jak oni uciekają- ty też!
6. Opłaca się wozić jakiś instrument, można zarobić na grze ulicznej.

Opis:

 

To miała być podróż-wyścig do Neapolu. Tam też zmierzali moi przyjaciele, którzy podróżowali z innego miejsca i innymi drogami, a w mieście, które trzeba zobaczyć, a potem można umrzeć – mieliśmy się spotkać.
Wyruszałem nieco zakompleksiony i niepewny, ale nic nie otwiera tak na świat, jak jazda kabrioletem Ferrari 180 km/h przez tunele i zbocza Alp, z patetycznym brzemieniem utworów Hansa Zimmera. Nic nie dowartościowuje tak, jak kawa zaproponowana przez właściciela restauracji w Rzymie i wreszcie nic nie relaksuje do tego stopnia, jak indyjski haszysz skręcony zwinnie w ręce kierowcy, gdy za szybą roztacza się panorama Neapolu. Tego wszystkiego bym nie doświadczył, nie mógłbym się nawet spodziewać, a jednak. Bez pieniędzy znajomości i nadzwyczajnej charyzmy, potrafiłem zaciekawić tych wszystkich ludzi nie swoją osobą, ale swoją podróżą. Oni w zamian pokazywali mi swój świat.
Wreszcie Neapol. Miasto kamienicami i uliczkami objęło mnie serdecznie, ograniczając widnokrąg do piaskowych fasad. Po dniach pełnych wrażeń, liczyłem teraz wyłącznie na łóżko w hotelu i gdy wszystko układało się po mojej myśli – to znaczy do snu –pojawił się kleszcz. Miałem go w szyi pewno od Czech, więc zdążył nabrzmieć jak dojrzała czereśnia.
Tajemnicą południa jest, że nie znają tam zupełnie kleszczy, stąd ten pajęczak stanowił dla wszystkich narośl z kosmosu. Resztę Neapolu zwiedziłem na sygnale, przez małe okienko ambulansu obserwując puste nocą ulice. Spać pozwolono mi w szpitalu.
Następnego dnia, wieczorem spotkałem się ze swoimi przyjaciółmi na plaży. Wyścig i jego wynik nie odgrywał już dla nas żadnego znaczenia. Raczyliśmy się trunkami, tańczyliśmy z miejscowymi, podrywaliśmy kobiety na opowieści o naszych przygodach, a im więcej wypiliśmy, tym przygód było więcej.
Całą biesiadę zakończył polski akcent – gorzałka. Kolejną bowiem tajemnicą południa jest, że do wódki Włosi zabierają się jak do usuwania kleszcza i na obu tych sprawach znają się podobnie.

Filmik z trasy: http://youtu.be/PaFKl2t5lEw