Miejski survival w Wenecji

Autor:

Nat i Tomek

Miejsce:

Wiedeń, Wenecja, Ljubljana

Czas podróży:

7 dni

Ilość pokonanych Km:

2788

Ilość Osób:

2

Noclegi:

Pierwsza noc: couchsurfing w Baden pod Wiedniem; dwie kolejne noce: noclegi na dziko w Wenecji; noc czwarta: lotnisko w Wenecji; noc piąta: schody do zamku w Ljubljanie; noc szósta: oczekiwanie na autobus na dworcu autobusowym w Wiedniu.

Koszty na osobę zł:

120 zł – Polski Bus z Warszawy do Wiednia w poniedziałek rano;
175 zł – Alma Bus z Wiednia do Warszawy w niedzielę nad ranem;
ok. 70 euro na jedzenie, picie, toalety, wino, mapę, kafejkę internetową i drukowanie w niej biletów itp. (~290 zł)

Łącznie ok. 585 zł/os.

Środki transportu:

autostop

Wskazówki dotyczące odwiedzonego kraju:

1). Wiedeń

  • poruszanie się po mieście nie sprawia zbyt wielu kłopotów dzięki kilku liniom metra, które kursuje całą dobę;
  • w centrum Wiednia trudno znaleźć coś podobnego do naszego sklepu monopolowego, kupno fajek czy piwa może zająć trochę czasu;
  • przechowalnia bagażu na dworcu autobusowym czynna do 21;
  • większość toalet miejskich jest czynna w określonych godzinach.

2). Wenecja

  • ogromne koszta wszystkiego. Przechowalnia bagażu (5,50 euro za dobę od bagażu) jest czynna do 21. Toaleta płatna 1-1,50 euro;
  • wino nieraz tańsze (!) i lepsze niż u nas. Można poprosić sprzedawcę o otwarcie na miejscu i dostać od niego dwa kubeczki;
  • komunikacja miejska jest droga dla turystów (miejscowi mają prawie 5 razy taniej) – bodajże 6 euro za przejazd busem lub tramwajem wodnym;
  • konieczną rzeczą jest mapa! Wenecja jest jednym wielkim labiryntem, a Włosi niekoniecznie udzielą szczegółowych wskazówek.
  • włoską pizzę można zamówić w jednej z wielu budek z fast-foodową pizzą. Za spory kawałek zapłacimy ok. 2,5-3 euro, a zazwyczaj jest i tak lepsza od jakiejkolwiek pizzy zamówionej w Polsce. Bezwzględnie doskonałe były lody;
  • mekką turystów jest plac świętego Marka. Trzeba się nachodzić, żeby dotrzeć piechotą, ale warto.

3). Słowenia

  • przez Ljubljanę płynie rzeka, więc być może da się tam rozbić namiot na dziko. Mieszkańcy skierują nas raczej do hostelu Cilica, w którym za noc zapłacimy ok. 25 euro/os. Camping jest pod Ljubljaną, ok. 15 euro za osobę.
  • Słowenów spokojnie można pytać o drogę czy o jakiekolwiek inne wskazówki – serdecznie i uprzejmie oraz zrozumiale wyjaśnią nam wszystko.
  • nie da się podróżować autobusami na gapę. 😉
Wskazówki dotyczące obniżenia kosztów podróży:

1). Podróżowanie stopem. 7 dni to za mało, by dotrzeć do Wenecji, pobyć i wrócić, dlatego zdecydowaliśmy się na podróż autobusem do Wiednia i takiż powrót z Wiednia w niedzielę o 3.30 nad ranem. Bilety były kupowane w ostatniej chwili – z wyprzedzeniem byłoby taniej, a mając więcej czasu, całą drogę odbylibyśmy stopem, co zminimalizowałoby koszta wyprawy o połowę!

2). Noclegi: pierwsza noc u couchsurfera w Baden pod Wiedniem. W Wenecji udało nam się znaleźć idealną miejscówkę do rozbicia namiotu – krzaki, wśród których niemożliwością było zauważenie nas przez osoby postronne. Dostać się tam można było jedynie schodząc z jezdni na pobocze i przełażąc nad kanałkiem po lekko zbutwiałej desce. Jako przechowalni bagażu użyliśmy również tych krzaków – kolczastych i niezachęcających do szukania w nich czegokolwiek. Okazały się strzałem w dziesiątkę, zarówno jako przechowalnia, jak i baza noclegowa. Ruszając w drogę powrotną do Wiednia, udaliśmy się w okolice lotniska w Wenecji, aby tam łapać stopa na Triest – nie udało się, więc nocowaliśmy na lotnisku. Nikt się do nas nie przyczepił, bezpieczeństwo było pełne, gorzej z wygodą. W Ljubljanie natomiast spaliśmy na schodach prowadzących do zamku. Do 6 rano mieliśmy święty spokój i piękny widok na panoramę miasta z górami w tle. Zresztą pierwsi turyści po prostu wymijali nas i szli dalej w górę.

3). Jeśli chodzi o kąpiele, w Wenecji kupowaliśmy zgrzewki wody po śmiesznie niskich cenach (bodaj 14 centów za dwa litry) i braliśmy butelkowy prysznic. W drodze powrotnej pozostały nam toalety na stacjach benzynowych i dworcach – gdyby wycieczka była dłuższa, prawdopodobnie ten punkt wyprawy wymagałby dopracowania…

4). Jedzenie: głównie konserwy z polski i pieczywo kupowane na miejscu. W markecie zaopatrywaliśmy się na bieżąco w dodatkowe udogodnienia, jak prawdziwy włoski pomidor czy grillowana cukinia w oliwie. Napoje również kupowaliśmy w markecie.

Opis:

Dzień 1: podróż busem do Wiednia, skąd odebrał nas couchsurfer, przesympatyczny Ukrainiec-pilot samolotów.
Dzień 2: nasz couchsurfer odwiózł nas na Rastation, skąd złapaliśmy stopa z Polakami do okolic Ljubljany. Stamtąd zabrał nas Serb, który podwiózł nas aż pod Wenecję. A stamtąd autobusem na Piazzale Roma!
Dzień 3: noc pod namiotem, śniadanie z marketu, prysznic z butelki i dalsze spacerowanie po Wenecji bez celu.
Dzień 4: postawiliśmy na zwiedzanie. Nauczeni doświadczeniem, kupiliśmy mapę. Ok. 19 wyruszyliśmy na lotnisko. Próbowaliśmy łapać stopa na Triest przy wylotówce, niestety bezskutecznie. Wróciliśmy na lotnisko i poszliśmy spać.
Dzień 5: spod lotniska pod Triest zabrali nas Argentyńscy misjonarze, a Włoch-perkusista podrzucił nas na stację tuż za granicą ze Słowenią. Stamtąd zabrał nas Słowen i tu musiało nastąpić obopólne niezrozumienie, bo zatrzymał się na rozwidleniu dróg, wskazał nam drogę wiodącą do Ljubljany, a sam pojechał w dół. Droga była wąska i kręta, więc łapanie stopa zakończyło się frustracją. Ocaleniem okazali się mieszkańcy owej zapomnianej przez świat miejscowości. Jeden z nich podwiózł nas do Koziny, skąd zabrały nas do Ljubljany dwie dziewczyny. Po długim spacerze po mieście znaleźliśmy ciemną, wąską ścieżkę wiodącą na zamek. To właśnie te schody okazały się naszym azylem.
Dzień 6: z Ljubljany do Mariboru zabrała nas Słowenka, a dalej – aż pod Wiedeń – znowu Polacy, do Wiednia zaś nieco znerwicowany Austriak. Zostawiliśmy rzeczy w przechowalni bagażu i wyruszyliśmy w miasto. Włączyła Wam się lampka alarmowa? My niestety straciliśmy czujność i dopiero przed 23 zdaliśmy sobie sprawę, że bagaż został uwięziony w przechowalni czynnej do 21, a bus – o 3.30. Uratował nas couchsurfer, który przyjechał, wziął nasz żeton i przyobiecał odebrać oraz przysłać rzeczy.
I chociaż niewyobrażalnie zakurzeni i brudni, mieliśmy przynajmniej tę satysfakcję, że nie musimy się martwić o bagaż – spoczywał bezpiecznie w wiedeńskiej przechowalni…

  • Ania

    Hej, no nieźle. Właśnie szukam dzikiej miejscówki w Wenecji więc bardzo mi pomogliście 😉 Dzięki. Oby więcej takich wypraw, pozdrawiam!