Malta Experience – czyli jak złe z pozoru rzeczy, stają się dobrymi



Miejsce: Malta

Czas: 6-13 lipca 2011r.

Sposób transportu: samolot, autostop, autobus

Noclegi: couchsurfing

Koszt:  

Samolot: ok. 230 zł

Bilety autobusowe: ok. 20 euro

Jedzenie: 20 euro

 całość: ok. 500 zł/os.

Wskazówki :

  •  nie wystraszcie się, gdy o 7 rano obudzą Was wystrzały – to tylko fajerwerki J wynika to z obsesyjnego zamiłowania Maltańczyków do nich, a że na Malcie jest 365 parafii i każda w ciągu roku obchodzi tydzień swojej fiesty to zawsze jest powód by ich używać
  •  Poza tym Maltańczycy to pozytywni wariaci. Często idąc przez ulicę śpiewają sobie czy zatańczą, na dodatek są bardzo głośni. Raz byliśmy świadkiem kłótni dwóch pań z kierowcą autobusu (to były pierwsze dni nowej komunikacji i bardzo kulała, wszyscy mieli o to pretensje). Darły się na cały bus, po czym wychodząc po prostu poklepały kierowcę po ramieniu i życzyły mu miłego dnia… Jak nam później wyjaśnił jeden Maltańczyk: najprawdopodobniej po prostu rozmawiali, co mieli dzisiaj na obiad. A poza tym to są mega mili i pomocni – bardzo dbają o dobrą opinię wśród turystów.
  •  od lipca 2011 zmieniła się całkowicie komunikacja miejska na Malcie. Już nie zobaczycie tam starych, jeżdżących jak wariaci busów, na dodatek taryfa się też zmieniła – inna dla turystów inna dla tutejszych: bardziej opłaca się kupić bilet dniowy 2,60 euro niż 1-prejazdowy 2,30 euro 😛
  •  uważajcie na ceny: lepiej kupować tam gdzie ceny są na produktach, gdy ich nie ma sprzedawcy krzyczą sobie wyższe dla turysty, gdy tymczasem Maltańczycy płaca dużo mniej
  •  naszym zdaniem nie opłaca się wchodzić na teren Tarxien Temples – starożytnych templi, starszych niż Stonehenge – łączna cena za wejście na dwa tego typu obiekty to 15 euro, a można je obejść dookoła i wszystko świetnie widać zza siatki (są one charakterystycznie pochylone w jedną stronę – podobno kiedyś dawno temu było życie na Malcie, ale zostało zniszczone przez ogromną falę – stąd to pochylenie)
  •  Ta’ Qali – wioska rzemieślnicza, gdzie wszystko ze szkła jest robione i malowane ręcznie jest otwarta tylko do 16!
  •  Filfla –  mała wyspa 5km od Malty, którą świetnie widać od strony Blue Grotto i na którą jest zabronione pływać ze względu na ogromne ilości niewypałów po II Wojnie Światowej na niej i w jej pobliżu
  •  Mega upał? To nic, jak zamierzacie jeździć autobusem weźcie coś ciepłego. Ciągła zmiana z gorąca na lodowaty autobus (kierowcy nie znają umiaru w używaniu klimatyzacji) może sprawić, że nawet w najgorszy upał nabawicie się kataru.
  •  gdy przymieracie głodem zawsze możecie poratować się owocami opuncji, oczywiście o ile są już dojrzałe. Rosną sobie wolno, są przepyszne i można je zjeść na różne sposoby.
  •  to nieprawda, że na Malcie nie da się jeździć stopem: możecie się spotkać z przekomicznymi minami kierowców, gdy próbujcie coś złapać, ale to głównie dlatego, że rzadko tu się spotyka autostopowiczów
  •  ruch jest lewostronny – Malta to była kolonia brytyjska, dlatego też bez problemu dogadamy się po angielsku dogada prawie ze wszystkimi
  •   dla fanów jazzu: na St. Ursula co każdy piątek jest koncert jazzowy na żywo!
  •   po zachodzie słońca na Malcie panują karaluchy- są ogromne i wszędzie!

Opis:

Nic nie dzieje się bez powodu.

Czasem nawet najgorsza sytuacja, którą wydaje nam się tragedią często w przyszłości, bliższej lub dalszej owocuję czymś pozytywnym. Grunt to w to uwierzyć J

Ja przekonałam się o tym wiele razy. A wyjazd na Maltę był właśnie kolejnym takim razem.

Dlaczego Malta? Po prostu otworzyłam mapę Europy i była ona pierwszym miejscem, na które spojrzałam, dlaczego by nie tam?

Gdy dzień przed odlotem, jak już wszystko był przygotowane i zaplanowane okazało się, że nasze bilet jednak nie zostały zarezerwowane dla mnie to był mały szok, ale dla Agnieszki, z którą miałam lecieć to właśnie wydawało się być taką tragedią. Malta miała być podróżą jej życia. Nigdy wcześniej nie podróżowała w taki sposób (tanie bilety, spanie u obcych ludzi). Ale nic, trzeba było szybko powrócić do rzeczywistości. Zaraz na drugi dzień wróciłam do Lublina, gdzie studiuję by na żywioł napisać zerówkę z jednego z najcięższych przedmiotów. W pociągu spotkałam pewną dziewczynę, która dała mi do poczytania gazetę i to właśnie w niej znalazłam to coś. Artykuł o uchodźcach z Afryki na Malcie. Jako, że Afryka zawsze była mi bardzo bliska zainteresował mnie on bardzo. Malta dalej tkwiła nam w głowach, a do tego pojawiła się myśl, że mogłybyśmy odwiedzić obóz dla uchodźców i zobaczyć, jak żyją co stało się marzeniem. Zaczęłam przeszukiwać artykuł słowo po słowie w poszukiwaniu jakiegoś kontaktu i… jest! Znalazłam. W niekrótkim czasie również tą osobę na słynnym fb i od razu się z nią skontaktowałam z zapytaniem czy mogłaby nam pomóc w realizacji mojego marzenia i udało się!

Znaleźć kolejne bilety na Maltę wydawało nam się już banalnie łatwe ważne, że dostałyśmy zaproszenie do obozu.

Jak się okazało wizyta ta mocno zmieniła moja życie, jak i była w nim jednym z największych dla mnie wydarzeń. Żałuję, że nie mam więcej znaków, by dokładnie opisać, jak wygląda życie uchodźców w obozach. To co się tam dzieje dałoby do myślenia wielu z nas. Ludzie mający namiastkę rzeczy, mieszkający w barakach po 4 rodziny w jednym, śpiący czasem prawie na sobie z braku miejsca – to obóz otwarty. A zamknięty? Jeszcze gorzej: pomieszczenia po 70 osób w jednym, okna z kratami i możliwość wychodzenia na zewnętrz tylko 2 razy na dzień. Historie w jaki sposób udało im się dostać na Maltę, jeszcze bardziej szokujące. Tylko za co to wszystko? Za to, że ktoś uciekając przed głodem i wojnami, które non stop się toczą w krajach Afryki myślał, że na Malcie jako, że kraj europejski znajdzie lepsze życie? To tylko namiastka z tego jak to tam wygląda, a jest dużo gorzej.

Mimo wszystko bardzo cieszę się, że udało mi się tam być. Dużo zmieniło się w moim życiu na lepsze. Zaczęłam patrzeć na wiele rzeczy z innego punktu widzenia i dużo zaczęłam doceniać.

A moim celem po powrocie stało się, by jak największa ilość osób dowiedziała się o sytuacji panującej w obozach na Malcie, bo jak mi powiedział pewien człowiek, któremu wiele zawdzięczam to jedna z głównych rzeczy, jakie możemy dla nich zrobić.

Kończąc z pozoru beznadziejna sytuacja okazała się tą szczęśliwą, która wielce wpłynęła na mnie i na to jak teraz żyję.

PS  Zerówkę jakimś niemożliwym sposobem zdałam na 4.

 

A sama Malta – cudowne gorące miejsce tętniące życiem z najpozytywniejszymi ludźmi jakich do tej pory spotkałam i pięknymi, dzikimi zakątkami, gdzie mało kto dociera. Polecam!

Odzyskiwanie soli na Malcie

Wyspa Gozo. Ogromny piaskowiec obok wioski Xlendi. Żeby go znaleźć trzeba się trochę natrudzić, ale na pewno warto.

Aga na Azure Window podczas zachodu Słońca.

Nie mogłam się opanować żeby nie wstawić tego zdjęcia. Błękitna woda obok Xlendi (Gozo).

Kasia Ludwin