Galicja i Wyspy Atlantyckie

galicja
Autor:

Paulina

Miejsce:

La Coruna, Santiago del Compostela, Wyspy Atlantyckie

Czas podróży:

2 tygodnie

Liczba przebytych Km:

5000

Ilość osób:

2

Koszy na osobę w zł:
  • Loty – 870 zł w dwie strony
  • Przejazdy – 500 zł
  • Jedzenie i inne wydatki – 800 zł

w sumie ok 2200 zł

Środki transportu:

samochód, statek, samolot, kolej

Jak tanio się przemieszczać? Jak tanio dotrzeć?
  • Do stolicy Galicii – A Corunii nie jest łatwo dotrzeć 🙂 Po pierwsze nie da się tego zrobić bez przesiadki. Najlepiej skorzystać z Ryanaira i lecieć do Santiago del Compostela z przesiadką w Londynie albo w Mediolanie. Z lotniska autobusem do centrum Santiago i kolejnym autobusem do A Corunii.
  • Na Wyspy Atlantyckie można dotrzeć promem z Vigo. Cena za prom w obie strony to około 17 euro
  • Aby oszczędzić na przejazdach autobusowych można kupić bilety przez Internet z wyprzedzeniem http://www.alsa.es/
Noclegi (Gdzie tanio spać?)
  • Nic odkrywczego – najtaniej jest spać u znajomych przebywających na Erasmusie 🙂 Noclegi – ponad dwa tygodnie kosztowały kolację i wino 🙂
  • Jeśli ktoś planuje dłuższy pobyt w jednym miejscy można wynająć pokój albo mieszkanie. W hiszpańskich miastach często łatwo i tanio można wynająć pokój w studenckich mieszkaniach – zwłaszcza w wakacje, kiedy te mieszkania stoją puste.
  • Na Wyspach Atlantyckich za kemping nie trzeba płacić 🙂
Co warto zjeść? (Regionalne potrawy i ich ceny)
  • A Coruna jest najtańszym zachodnioeuropejskim miastem, które odwiedzałam, jeżeli chodzi o jedzenie. Po pierwsze – królują tam tapasy – czyli „przekąski” – jednak w porównaniu z innymi hiszpańskimi miastami, w A Corunii tapasy są wyjątkowo duże i tanie. Spokojnie można się najeść dwoma-trzema tapasami. Ich cena – 1-1,50 euro za spory talerzyk pysznego jedzenia.
  • W Galicji koniecznie trzeba spróbować ośmiornicy po galicyjsku i chipirones! To królestwo owoców morza. Za 7-8 euro można zjeść super świeże i tanie lokalne danie z owoców morza.
  • Hiszpańskie wina z supermarketu kosztują około 2 euro za butelkę. Te same w Polsce potrafią kosztować powyżej 50 zł.
  • Must drink jest bez wątpienia Sangria Don Simon – 1,5 za półtoralitrową butelkę pysznego owocowego wina, które smakuje jak sok
  • W sklepach za około jedno euro można kupić całkiem dobre ciastka z tuńczykiem albo mięsem – coś w stylu naszych pasztecików – empanadas
  • Warto zwiedzić bary w starej części La Coruny – koniecznie trzeba odwiedzić Piratę i La Bombillę
Cenne wskazówki dotyczące odwiedzanego miejsca:
  • Dla miłośników imprez – do klubu warto wybrać się po 1 w nocy, wcześniej Hiszpanie nie imprezują 🙂 Przed klubem można iść na botellon – w każdym hiszpańskim mieście w weekendy odbywają się bifory na świeżym powietrzu – zwykle w parku lub na jakimś placu. Trzeba zabrać swoją butelkę 🙂
  • Na Wyspy Atlantyckie koniecznie zabierzcie prowiant! Praktycznie nie ma tam żadnego sklepu i jest bardzo mało restauracji. Nie ma natomiast sensu zabierać suszarek, ładowarek i innych elektrycznych urządzeń – na kempingu nie ma prądu. Zarezerwujcie też miejsce ze sporym wyprzedzeniem!
  • Jeśli chcecie przejazdem zwiedzić Santiago del Compostela, bagaż zostawcie w Domu Pielgrzyma
Opis:

To była moja pierwsza podróż na własną rękę i pierwsza podróż do Hiszpanii. Myśląc – Hiszpania wyobrażałam sobie wtedy 4 rzeczy – słońce, plażę, ciepłą wodę i palmy. Jak bardzo się myliłam okazało się tuż po wylądowaniu – 15 stopni i lało jak z cebra.

Pod znakiem wiatru, czasem deszczu, jednego swetra i jednych długich spodni (przecież to Hiszpania i miało być ciepło!) zleciały mi dwa tygodnie. Spałam na wygodnych łóżkach i odciętych od świata kempingach. Podróżowałam szybkimi pociągami, promem i autobusem przez 5 godzin wciśnięta pomiędzy portugalską parę z wrzeszczącym niemowlęciem i dziadeczka czyszczącego co chwilę swoją sztuczną szczękę. Odkrywałam dzikie plaże, oglądałam mecze piłki nożnej, zwiedzałam miasteczka, knajpy, kościoły i …szpitale (stopa koleżanki przebita patykiem na (prawie) bezludnej wyspie). Jadłam owoce morza, tapasy, bułki z supermarketu i ziemniaczane tortille. Poznałam nowe smaki, ludzi i Hiszpanię…jakiej się nie spodziewałam.

Jeśli szukacie miejsc niepopularnych i nieoblężonych przez turystów pomyślcie o Galicji. A oprócz olejku do opalania zabierzcie ze sobą kurtkę przeciwdeszczową 🙂 Może się przydać.

droga przez galicje

hiszpanskie jedzenie