Taka wyprawa, żeby pokazać tym wszystkim którzy mówią, że się nie da, że się da

Zło, Szatan i Żydzi : murale na byłej ambasadzie USA w Teheranie.

Miejsce: Iran ->przejazdem Armenia->Górski Karabach->przejazdem Gruzja->Abchazja ->Gruzja, a konkretnie Kazbek i Tuszetia

Czas: 64 dni, 2 miesiące znaczy lipiec i sierpień 2011

Sposób transportu: autostop

Noclegi: wszystko po darmowemu: couchsurfing, zapraszający kierowcy, zapraszający inni ludzie, namiot w parku, namiot w innych miejscach

Koszt:  sumarycznie 1800zł

W tym (w przeliczeniu na złotówki): 300zł wiza do Iranu, 60zł wiza do Turcji, 60zł wiza do Abchazji, 50zł wizy do Armenii i Abchazji, czyli w sumie zostaje 1330zł na całą resztę, na którą składa się głównie jedzenie i jakieś tego typu zabawy.

Ale nie rozumiem zupełnie dlaczego nie ma rubryki „Zarobione pieniądze” czy coś takiego.

A więc chciałbym powiedzieć, że zarobiłem jakieś 50$ grając w filmie w Iranie, zdobywając przy tym niegasnącą sławę aktora zagranicznego w perskiej kinematografii.

Wskazówki:

  • Komunikacja miejska w Iranie to wydatek rzędu 15-30 groszy za przejazd, więc warto korzystać. Tzw. „shared taxi” też jest niezłą opcją, trzeba tylko opanować odpowiednią frazę w farsi oznaczającą „otwarte drzwi” i w ten sposób w wielu miastach za przejechanie odległości równej jednej przecznicy zapłacimy 30gr, co za taksówkę chyba nie jest pokaźną kwotą.
  • Należy się pogodzić z tym, że w Iranie nie schudniemy – zaraz wszyscy będą nam co dzień kupować obiady złożone zazwyczaj z tony ryżu, kostki masła i grillowanego mięsa.
  • To, że wszyscy mówią ci „Hello Myster!” na ulicy początkowo cieszy, potem nudzi, a z czasem wkurza, ale trzeba z tym żyć, to się nie skończy.
  • Łapanie stopa w Iranie jest o tyle trudne, że każdy chce ci doradzić i powiedzieć gdzie jest dworzec autobusowy, często trudno takich „nauczycieli” spławić. Uwaga: nie należy mówić do nich po angielsku, bo nawet jak go nie znają, to kojarzą niektóre słowa i wydaje im się, że jest kontakt. Należy mówić po polsku. Wtedy przez chwilę popatrzą na nas jak na idiotę i sobie pójdą.
  • Internet w Iranie jest filtrowany, ale wszyscy wiedzą jak to obejść. W kafejce internetowej poproś obsługę o „odfiltrowanie” magicznym hasłem VPN.
  • Nie bój się, że nie dogadasz się w Iranie. Bardzo dużo ludzi w dużych miastach zna angielski. A jak spotkasz kogoś kto nie zna angielskiego? To bardzo, bardzo serdeczni i otwarci ludzie – uwierz w moc mowy ciała! Czasem pojawia się trudność żeby wytłumaczyć, że chcesz jechać do centrum miasta. Wtedy najlepiej postawić na „Chomeini meydan”, czyli plac Chomeiniego, to zawsze jest gdzieś w samym środku osady.
  • „Jak sobie radzisz z irańskimi toaletami” to bardzo normalny i niekrępujący temat do rozmowy dla turystów zagranicznych w tym kraju. Ba, to najczęstszy temat jak już się jakimś cudem takiego turystę spotka! A wnioski z takiej konwersacji i nowo poznane techniki mogą okazać się nieocenione!
  • Wizę do Iranu najlepiej wyrabiać w Trabzonie (północno-wschodnia Turcja). Trwa to kilka godzin, podczas gdy podobna operacja w ambasadzie Iranu w Warszawie zajmuje miesiąc.
  • Górski Karabach jest bezpieczny. Jest pięknym krajem. Ale ze względu na swoją historię do największych atrakcji należy zniszczone miasto Agdam i bardzo warto tam pojechać (mimo, że został wymazany z niektórych oficjalnych map). Ale nie chwalcie się policjantom/żołnierzom/straży granicznej, że tam byliście.
  • Autostop w Karabachu również ma swoją specyfikę. Po pierwsze tam jest strasznie mało samochodów, po drugie: niewiele jest utwardzonych dróg. Nie załamujcie się więc jeśli 70km przyjdzie Wam pokonywać cały dzień. Normalka.
  • W Abchazji nasłuchujcie języka abchaskiego. To trudne, bo generalnie wszyscy mówią po rosyjsku, a szkoda, bo abchaski brzmi bardzo pięknie i melodyjnie.
  • Abchazja nie ma nic wspólnego z wyobrażeniami o separatystach biegających po krzakach z kałachami. Jest to jedna wielka plaża okraszona czterema milionami otyłych rosyjskich turystów.
  • Tak, na Kazbek można wejść w jeansach i bez liny. Nie należy się przejmować tym, że wszyscy ci radzą „zdejmij już te jeansy, jesteśmy wysoko”. Nie należy się przejmować tym, że wszyscy rozmawiają o tym, ile mają membran w swoich ubraniach, a ty za cholerę nie wiesz ile membran mogą mieć jeansy z lumpeksu. Nie należy się przejmować także tym, jak cie ktoś na ostatnim podejściu nazwie kamikadze. Oni po prostu przesadzają. Wydali tysiące na swój sprzęt alpinistyczny i próbują sami sobie wmówić, że to było im potrzebne.
  • Do Tuszetii da się dojechać stopem. No dobra, może to zająć… trochę… dużo czasu… ale się da!
  • Zdecydowanie bardziej warto wybrać się w góry do Tuszetii niż do dużo bardziej popularnej Swanetii. Tuszetia jest tysiąc razy piękniejsza, nie jest tak zalesiona, graniczy z Czeczenią i czasem słychać strzały i prawie nie ma tam turystów.

Opis: Mówi się, że podróże zagraniczne są drogie, że mogą sobie na nie pozwolić tylko najbogatsi. Słyszy się, że Iran to kraj religijnych fundamentalistów, natomiast kojarzone z wojną z początku lat 90′ Górski Karabach i Abchazja wyobrażane są jako siedliska separatystów biegających po lasach z karabinami. Obiegowa opinia o wspinaniu się na Kazbek – gruziński pięciotysięcznik – głosi, że do jej zdobycia niezbędne nam będą: lina, 3 karabinki zakręcane, namiot wyprawowy, termoaktywne ubrania z milionem membran, kask, śruby lodowe i kto wie co jeszcze. Podobno też nie da się dojechać stopem do Wielkiej Pustyni Słonej czy w góry Tuszetii. Jadąc w swą podróż chciałem m.in. Pokazać, że to wszystko straszne bzdury.
W lipcu i sierpniu 2011 roku przejechałem autostopem ponad 17 tysięcy kilometrów. Spędziłem miesiąc w Iranie napotykając na na każdym kroku nie dającą się ująć słowami ogromną gościnność. Jednocześnie nie spotkałem dosłownie ani jednej osoby popierającej reżim Ahmadineżada i Chomeneiego. Przekonałem się, że myślenie o Iranie jako kraju fanatyków religijnych to tak jak myślenie o Polsce z epoki PRLu jako o kraju samych zagorzałych komunistów. W Górskim Karabachu i Abchazji nie natrafiłem na żadne niebezpieczeństwa (z dokładnością do kontroli aparatu fotograficznego którą udało mi się obejść), natomiast na Kazbek wszedłem w jeansach i czapce z targu. Na ponad dwumiesięczne wakacje wydałem 1800zł (zarabiając przy tym dodatkowo jakieś 50$).

Z całym przekonaniem chciałbym Was zachęcić do podróży tych krajach. Można tam zobaczyć nie tylko niesłychanie piękne krajobrazy, spotkać niezrównanie gościnnych ludzi, ale i wysłuchać pasjonujących opowieści, relacji z najnowszej historii, wydarzeń kształtujących współczesny świat. I przy okazji dowiedzieć się jak niewiele prawdy jest w tym, co podaje się nam w masowych przekazach medialnych.  Więcej na ->http://fizyk-w-podrozy.blogspot.com/

Plaża w Suchumi (Abchazja) - prawda, że przytulnie?

Tuszetia - po prostu przepiękna.

Stacja beznynowa w okolicach Vanku, Górski Karabach.

Hoho! Udało się! Kazbek w jeansach came true!

Wojtek Ganczarek