Katmandu – prawie jak w Bollywood

Miejsce: Nepal – najpierw Katmandu, potem minitrekking wokół Annapurny

Czas: 4 dni w Katmandu + 2 dni w Pokharze + 4 dni na szlaku

Sposób transportu: samolot (Warszawa – Frankfurt _ Delhi – Katmandu, z powrotem przez Bangkok ze względu na warunki pogodowe), potem busy (między Katmandu a Pokharą), taksówki, riksze i motor (w Katmandu)

Noclegi: w Katmandu wybraliśmy położony w cichej bocznej uliczce Thamelu dwugwiazdkowy Tibet Guest House; na szlaku z Phedi (1430 mnpm) w górę przez Dhampus do Pothany (1890 mnpm), potem do Landruk (1565 mnpm), a następnie przez most na rzece Modi (1060 mnpm) do Ghandruk (1940 mnpm) i do Nayapul (1070 mnpm) nocowaliśmy w schroniskach

Koszt:  bilety lotnicze – 4000 zł, transport na miejscu – 250 zł, wyżywienie – 200 zł, hotele i schroniska – 250 zł

Wskazówki ( kilka luźnych i lekkich i ogólnych spostrzeżeń, aczkolwiek przydatnych w drodze 5-15)

  • Zgodnie ze zwyczajami wokół buddyjskich stup należy chodzić zgodnie z ruchem wskazówek zegara
  • Jeśli w Nepalu chwyci nas naprawdę duży głód, warto zamówić Nepali set – czyli ryż z dodatkami. Obsługa doniesie nam tyle dokładek ryżu i dodatków, ile tylko chcemy. Tradycyjnie potrawę tę je się rękami (finger food) mieszając ryż i sosy.
  •  Przykładowe ceny w Nepalu (styczeń/luty 2012; przelicznik w przybliżeniu 1 euro = 103 rupii nepalskich):
  • Ceny hoteli: hotel dwugwiazdkowy w Katmandu – 10 euro/osobę/noc (po negocjacjach), hotel dwugwiazdkowy w Pokharze – 20 euro/osobę/noc (po negocjacjach; cena regularna ok. 40-50 euro), pokój dwuosobowy w schronisku na trasie wokół Annapurny – 6 euro/pokój
  • Ceny posiłków: posiłek w Katmandu i Pokharze (w mieście; w hotelu ok 25-50% drożej): Nepali set – 3 euro, pierożki mo mo – 2,5 euro
  • Karta w schronisku górskim: masala tea 55 centów, noodle soup 1,25 euro, veg. fried rice 1,85 euro, onion tomato cheese pizza 2,90 euro, mo mo 2,45 euro; piwo Everest (butelka 660 ml) – ok. 3 euro (tyle, co za porządne danie obiadowe) 

Opis:

Większość moich znajomych po przyjeździe do Nepalu czym prędzej udawała się na trekking. Ja postanowiłam najpierw spędzić kilka dni w kolorowej i pachnącej kadzidełkami stolicy tego kraju. Ruch, barwy, tkaniny, owoce, świątynie wciśnięte w najdziwniejsze miejsca – nawet w drzewa .

Katmandu to miasto tak niewyobrażalnie kolorowe i tętniące życiem, że nawet warszawskie metro w godzinach szczytu wydaje się przy nim jakieś puste.

Widziałam palenie zwłok, obejrzałam trzygodzinny bollywoodzki film w hindi bez angielskich napisów, gnałam motorem bez kasku po zatłoczonych ulicach, dałam się okraść małpie pod świątynią i spędziłam wieczór w kasynie, w którym drinki są za darmo, a jednoręcy bandyci wyjątkowo życzliwi…

Mam taką teorię, że aby poznać miasto, warto zobaczyć jego 5C, czyli: city  / center, churches, cemetery, cinema, casino. W Katmandu udało mi się zobaczyć tylko cztery punkty z listy – trzecie C po prostu nie istnieje: nie ma tu cmentarzy, bo prochy zmarłych trafiają bezpośrednio ze stosów do rzeki Bagmati.

Ulice tego miasta to obraz życia jego mieszkańców. Ktoś przed domem wypycha kołdrę puchem, rodzice z czułością kąpią małą dziewczynkę, kobiety malują sobie paznokcie lub przeczesują włosy wyczesując wszy. Ktoś coś transportuje na rowerze lub na plecach – z pomocą specjalnego paska zahaczonego o czoło. Policjant kierujący ruchem poprawia czarną maskę chroniącą go przed efektami smogu – zsunął ją na chwilę, by zagwizdać na niesfornego motocyklistę.

Kilka zdjęć:

Wrzucanie prochów zmarłych do rzeki Bagmati

Pod stupą Swajambhu dałam się okraść małpie

Ulice Katmandu żyja – przed domami wykonywanych jest wiele codziennych czynności

Świątynie czasem wkomponowane są w drzewa

więcej na naszym blogu www.maniapodrozowania.pl

Joanna Łukasiewicz