Brazylia? No doooobra..

Brazylia-okno
Autor:

Pauli Luna

Miejsce:

Brazylia

Czas podróży:

1 miesiąc

Ilość pokonanych Km:

2000

Ilość osób:

1

Noclegi:

couchsurfing + przypadkowo napotkani znajomi znajomych, camping x2 hostel x1 (emergency!)

Koszty na osobę zł:

1823 zł bilet tam i z powrotem Berlin-Madryt-Rio de Janeiro (Iberia 2009rok), bilet Rio – Salvador – Rio (ok. 80zł x2), hostel w Rio ok. 60 zł x 1 nocka, camping ok. 5 zł x 2, jedzenie : nie wiem sama, ile żarłam, bo często mnie karmili, inne koszty: nie pamiętam, za wszystkie bardzo żałuję (ah, pamiątki).

Środki transportu:

samolot, buty

Wskazówki dotyczące odwiedzonego kraju:

1.Jak Brazylijczyk zaprasza Cię w odwiedziny, nie wierz mu. Szczególnie jeśli potwierdza to wielokrotnie, ma dziewczynę oraz pomimo, że jego mama bardzo Cię lubi. Lub, wersja alternatywna, uwierz mu i … leć.
2.Przestań wierzyć, że na plażach Brazylii zawsze świeci słońce, deszcz jako pojęcie wpadło do Amazonii i już się stamtąd nie wydostało, a na Copacabanie możesz się taplać dzień i noc 365 dni w roku.
3.Przygotuj się merytorycznie. W tym celu naucz się jak najwięcej piosenek bossa novy i śpiewaj je gdzie popadnie, do tego znaj hiszpański i używaj portunhola zmieniając tylko końcówki oraz bądź małą zagubioną dziewczynką.
4.Odrzuć też te głupie zabobonne przyzwyczajenia spoglądania na rozkład jazdy autobusów. Przyjedzie, to przyjedzie. Przecież masz czas.
5. Biba? Lapa!
6.W Salvadorze pozwól zawiązać sobie na ręce przez sprzedawców paciorków i innych dupereli wstążeczki Lembrança do Senhor do Bonfim tak, żeby nikt nie miał wątpliwości, żeś turysta z krwi i kości.
7.Zachowaj spokój, gdy w czasie 40 minut jakie pokonujesz autobusem jakiś ziomal siada za Tobą i szepcze Ci coś do ucha. Zgub go w Elevador Lacerda: windzie i pocztówkowym widoku Salvadoru, który łączy dolną część miasta Cidade Baixa z górną Cidade Alta.
8.Uciekaj z tłoku wielkiego miasta nad brzegiem oceanu. Skocz sobie ok 400 km w głąb lądu, do parku narodowego Chapada Diamantina. W XIX wieku znaleźli tam diamenty, Ty znajdziesz tam spokój. Pierwszy raz poczuj się w 100% bezpiecznie będąc samemu. Równowaga, jingi jangi, te sprawy.
9.Przygotuj się na to, że nie wszystko, co zjesz na ulicy pozostanie w Twoim żołądku. Poczekaj, aż kierowca autobusu otworzy drzwi a Ty pożegnasz maniok w cukrze raz na zawsze.
10.Daj się pobłogosławić popcornem kapłankom candomblé. Dowiedz się, który z Orixas się Tobą opiekuje. Uciesz się, że to Oshun, bogini miłości. Zrób fotkę kapłankom i odkryj, że jedna z nich jest facetem w damskich ciuszkach. Zapłać i przypomnij sobie, żeś turysta.

Wskazówki dotyczące obniżenia kosztów podróży:

Obniżyć koszty? Czatuj na tanie bilety, wyłapuj okazje, no co tam chcesz 😀 + couchsurfing + znajomi znajomych + namiot + jedzenie na ulicy i w supermarketach, trudno że się zatrujesz, kiedyś trzeba! A, i bądź miły i uśmiechnięty to obniżanie kosztów pójdzie łatwiej.
Plus parę małych rad:
1.Nie daj się naciągnąć miłej hipisce na robienie jednego (!) dreda za 7 reali, który dodatkowo będzie potem poplątany i poprawiany przez kilku Twoich znajomych po powrocie, a następnie obcięty przed studniówką, bo wyglądający jak ogon jakiegoś borsuka czy innej łasicy.
2. W turystycznej miejscowości Lençóis, czyli w sercu Chapada Diamantina poznaj odpowiednich ludzi i wbij się za darmo na jednodniową wyprawę z przewodnikiem. Zostaw turystów z rodzinami i wybierz się do miejsca, gdzie psy mordkami śpiewają, a hippisi wbijają. Jedź do Capão. Miej pożyczony namiot i idź na camping gdzie zapłacisz około 3, 4 reale (ok 5 zeta).
3. Nie bój się faveli. To nie tak, że jak do każdej wejdziesz, to zanim zdążysz krzyknąć „ojejciu, a niech mnie’’ to padniesz martwo i ostatecznie na ziemię. Są fawele i fawele, tak, jak są ludzie i parapety. Daj się zaprowadzić na trening capoeiry do domku Mestre takiej właśnie spokojnej faveli nad brzegiem oceanu w nocy, gdzie gwiazdy nad Tobą, pod Tobą i gdzie tam jeszcze chcesz, olej tych lansiarskich capoerista z placu Praça da Sé, z Pelourinho (czyli starówki w Salvadorze), którzy jeśli się na nich popatrzysz od razu podbiegają żeby wyciągnąć kasę. Daj się zaprosić miłym ludziom, którzy trenują z potrzeby serca, a nie dla pieniędzy i publiczności.
4. Chcesz sprawić tani lansiarski prezent? Tylko klapki światowej sławy havaianas! (obdaruj nimi rodzinę i dziw się, że nie chcą nosić)

Opis:

 

Mała anegdotka. Przypomnij sobie, że w Salvadorze mieszkają jakieś 4 miliony ludzi, a Ty jesteś jeszcze 400 kilometrów dalej. Skorzystaj z motor taxi, pędź ile sił w krótkich nóżkach na szlak nad wodospad Fumaça, przekonaj strażnika, żeby Cię jeszcze wpuścili mimo późnej godziny i biegnij. Bądź głupi i nie zabierz ze sobą nic, co byłoby związane z H20. Wspinając się zacznij pić wodę cieknącą ze ścieżki i miej na uwadze, że masz do wyboru nieznaną brazylijską florę bakteryjną lub śmierć z odwodnienia. Parę kroków dalej, za zakrętem znajdź wysłanniczkę niebios w kapeluszu, która sprzeda Ci butelkę tajemniczego płynu w cenie za którą sprzedałbyś cały swój dom i rodzinę, a do tego stado dzikich świń. Zawiąż sobie bluzkę na głowę, żeby przypomnieć słońcu, że Twoja głowa to nie jajko sadzone. Idź sam. Spotkaj Murila. Tak, tego gościa, co Cię zaprosił, a potem przestał odzywać. Ha…! Ha… ha. Śmiejesz się ze świata, że tak z Ciebie drwi. Drwij z niego i Ty!
A jaka była ta podróż? Jak Brazylia: nieśpieszna, trochę bezładna i przypadkowa, instynktowna. Często dawałam sobie spokój (hmm… a może i zawsze?) ze zwiedzaniem z przewodnikiem, żeby zostały wrażenia a nie pstryknięta fotka na tle piramidy w Pizzie na Placu Pigalle. Dzięki Brazylii przekonałam się, że mogę podróżować sama samą nigdy nie będąc, a ludzie są wszędzie okejka dla Ciebie, jak Ty jesteś okejka dla nich. Wystarczy być miłym. Coś mnie tknęło, gdy jechałam sama autobusem z przedmieść Salvadoru i okazałam się jedyną białą w autobusie. Pierwszy raz byłam sobie mniejszością. I wszyscy chcieli mi pomóc. Przytrzymać plecak, wskazać drogę. I mieli gdzieś, że jestem turystką, która pcha się nie wiadomo gdzie. Ta podróż była jedną z tych średnio udanych, a przez to stała się bardziej autentyczna i z perspektywy czasu dała mi więcej niż niejeden bezproblemowy wyjazd. Po tym wszystkim wróciłam do domu i zdałam maturę. A potem dziarsko poszłam na filologię portugalską.

 

 

 

 

  • Klaudia

    Ach! Zgadzam się w 100% – będąc w Brazylii trzeba zahaczyć o Chapadę i koniecznie odwiedzić hippisowskie Capao :)) Mnie się tam tak spodobało, że aż dwa tygodnie tam zabawiłam, śpiąc gdzie się dało w hamaku 🙂