Z mozzarellą i pesto przez północne Włochy #1

Patryk Świątek
Patryk Świątek

Latest posts by Patryk Świątek (see all)

Jeszcze dwa miesiące temu byłem przekonany, że ten wpis będzie o piątej wyprawie do Maroka. Ale jak to w życiu często bywa, los płata różne figle i rzuca nas tam gdzie początkowo nie spodziewalibyśmy się wylądować. Ryanair odwołał nasz lot do Fezu decydując tym samym, że dziesięć listopadowych dni 2013 roku spędzimy we Włoszech. I bardzo, bardzo się cieszę, że tak się stało…

 

Skład ekipy: Patryk, Kuba i Ameba (o której co nieco już na blogu wspominałem -> Ameba we Włoszech)

Cel: Kolejny raz poczuć wolność płynącą z włóczęgi po świecie, bez planu, oczekiwań i dużego budżetu. Na jakiś czas przełączyć się na myślenie, dietę i klimat innych nacji, tym razem mieszkańców północnych Włoch. No i zobaczyć następną porcję miejsc z kategorii – wbija w ziemię

Cele poboczne:

– sie nie spinać niczem

– sie cieszyć wszystkiem

– sie wysypiać jak Pan Bóg przykazał

– internetu nie zgłębiać

– włoskich przysmaków jak najwięcej zjadać

– niesamowitych miejsc jak najwięcej zobaczyć

– zdjęć pięknych tamże narobić

– Amebie kawałek świata pokazać

(Od dzisiaj na zdjęcia we wpisach można klikać, żeby powiększyć! Huraa!)

Dazzler II

Środki: Namiot Dazzler 2 ([*] Dazzler [*]), plandeka, plecak, bilety Kraków-Bergamo-Kraków,  240 godzin do dyspozycji, mapa, latarka, jedne spodnie, dwie koszulki, aparatto, dobry humor i determinacja

Metoda: Zrównoważone Tanie Podróżowanie – metoda, którą dopracowaliśmy na tym wyjeździe, zakładająca zobaczenie możliwie jak najwięcej interesujących miejsc, w jak najkrótszym czasie, przy możliwie jak najmniejszym wykorzystaniu środków pieniężnych. Kluczem do zastosowania tej metody jest optymalizacja planu pod kątem możliwości przemieszczania się autostopem, pociągiem, noclegów na dziko, w hostelach itp.

W przypadku tego konkretnego wyjazdu metoda przedstawiała się następująco.

Noclegi. Dwa na lotnisku w Bergamo. Jeden, w środku wyjazdu w hostelu we Florencji (7 euro), w celu zwiększenia skuteczności w łapaniu stopa poprzez usunięcie nieprzyjemnego zapachu. Reszta na dziko, w namiocie, tam gdzie akurat mieliśmy ochotę iść spać.

Transport. Połączenie najtańszych pociągów regionalnych oraz autostopu. Z dużych miast wyjeżdżaliśmy na noc kilka stacji pociągiem do małych wiosek w celu szybkiego znalezienia miejsca do rozbicia namiotu i możliwości łapania stopa na podrzędnych drogach do następnego dużego miasta. W przypadku zbyt długiego oczekiwania na okazję braliśmy pociąg.

Żywność. Wyzwanie -> jeść tanio, ale po włosku. Dlatego zakupy robiliśmy w dużych hipermarketach. Jedliśmy głównie mozzarelę (0.65 euro), pesto genoveze (z orzeszkami pinii i parmezanem, 2,5 euro za słoik na dwa dni), świeży chleb z piekarni, owoce kaki (raz kupiliśmy 2 kg skrzynkę za  2euro) ragu, ricottę i inne włoskie serki. Raz zjedliśmy pizzę w najlepszej pizzerii w Bergamo i raz pełnowymiarowy obiad w restauracji za 12 euro.

Bergamo, Genua, San Fruttuoso

W Bergamo lądowaliśmy wieczorem, dlatego pierwszą noc zdecydowaliśmy się spędzić na lotnisku. Korzystając z wiedzy nabytej podczas poprzednich ośmiu noclegów w tym miejscu wybraliśmy odpowiednie miejsce, rozłożyliśmy karimaty i udaliśmy się do krainy snów. Pierwszym autobusem o czwartek rano dostaliśmy się do Mediolanu i po oględzinach mapy zdecydowaliśmy, że wsiadamy w pociąg i jedziemy do Genui.

Genua

Genua to miasto rodzinne Krzysztofa Kolumba. Zawsze byłem przekonany, że Krzysiek był Polakiem i utwierdziłem się w tym przekonaniu. W genuańskim porcie bowiem można podziwiać wspaniały żaglowiec, na którym rozgrywała się akcja filmu „Piraci” w reżyserii nikogo innego jak Romana Polańskiego!

Żaglowiec z filmu "Piraci" Polańskiego

Włoski klimat. Morze, bardzo umiarkowany pośpiech, pizza i foccacia dostępna co 20 m i wszechobecne skutery.

Wszechobecne włoskie skutery

Z Genui postanowiliśmy złapać stopa w bliżej nieokreślonym kierunku południowym. Wyjechaliśmy z miasta miejskim autobusem i idąc wzdłuż drogi machaliśmy kciukiem do przejeżdżających kierowców. Byliśmy bardzo ciekawi włoskiego autostopu, który ma bardzo kiepską opinię w podróżniczym światku. 10 minut później siedzieliśmy w porządnym samochodzie, z kilkudziesięcioletnią kobietą za kierownicą…

Pierwszy stop i pierwsza niesamowita osobowość. Kiedy zapytaliśmy się Valerii czym się zajmuje powiedziała, że uczy muzyki w przedszkolu i wychowuje trójkę dzieci. Ale kiedy zagłębiliśmy się w temat okazało się, że skończyła dwa fakultety na międzynarodowych uczelniach i przez lata pracowała w ONZ, a swoją ostatnią roczną misję spędziła w Kosowie. Kiedy spytaliśmy gdzie jedzie okazało się, że jechała do domu, który był 100 m od miejsca, z którego nas zabrała… Mało tego, dzisiaj jej syn miał urodziny. Powiedziała, że ma godzinę czasu, więc pojedziemy tak daleko jak tylko się uda w tym czasie, a że my nie mieliśmy żadnych planów zdaliśmy się na nią. Postanowiła podrzucić nas do Santa Margharita Ligurie i powiedziała, że koniecznie musimy zobaczyć niesamowite miejsce ukryte na górzystym wybrzeżu –  San Fruttuoso.

Mieliśmy bardzo dobre humory i dużo sił, dlatego postanowiliśmy dotrzeć tam na nogach. W miejscowej informacji pobraliśmy mapy okolicy i szlakiem przez góry rozpoczęliśmy nocną wędrówkę w nieznane. Kilkugodzinna trasa była bardzo przyjemna i gdyby nie skorpiony na słupkach informacyjnych oraz dziwne czerwone owoce można by pomyśleć, że znajdujemy się w naszym Beskidach.

Pokusa

Kiedy byliśmy już bardzo blisko celu natknęliśmy się na idealne miejsce na rozbicie namiotu. Drewniany taras z widokiem na zatokę. Obok stał samotny budynek, ewidentnie opuszczony po sezonie, z jednym otwartym na oścież oknem, co przy bardzo silnym wietrze i mroku nocy było, muszę przyznać, dosyć upiorne. W nocy do naszego namiotu próbował dobrać się dzik, który straszył nas już poprzedniego wieczoru i bardzo głośno ryczał prosząc o kawałek polskiej kiełbasy, którą miałem w plecaku. Ostatecznie jednak musiał obejść się smakiem i zostawił nas w spokoju.

Nocleg z dzikiem

Rano ruszyliśmy w dalszą wędrówkę w kierunku zatoki. Wkrótce naszym oczom zaczął wyłaniać się niesamowity widok.

San Fruttuoso, zatoka

Klasztor w San Fruttuoso

Miejsce było niesamowite i co ciekawe kompletnie puste. Jakby mieszkańcy tego przybytku wymarli wiele lat temu i nikt o tym nie wiedział. Na terenie klasztoru spotkaliśmy jednego rybaka (może mnicha), który naprawiał sieci i nie miał ochoty z nami rozmawiać. Poza tym pustka, cisza. Była połowa listopada, ale woda była tak piękna, że kiedy tylko zeszliśmy na plażę, nie mogliśmy się powstrzymać… (polecam HD)

Oprócz rybaka, przez cały wieczór i poranek, aż do kolejnej miejscowości nie spotkaliśmy nikogo. Po kąpieli w morzu wzięliśmy prysznic z pobliskiej rury, skorzystaliśmy z czyściutkiej, otwartej nie wiadomo dla kogo toalety i ruszyliśmy w dalszą wędrówkę.

Portofino, Monterosso

W ciepłym słońcu, bardzo przyjemną ścieżką, wędrowaliśmy wzdłuż wybrzeża, aż do momentu, kiedy naszym oczom ukazało się Portofino…

panorama portofino

Piękne miasteczko, z obronnym zamkiem i kameralną zatoką, wzdłuż której rzędem stały kolorowe kamienice…

Kamienice Portofino

Spędziliśmy tam dwie godziny włócząc się po okolicznych wzgórzach i kontemplując wszechobecny spokój.

Popatrzyliśmy na mapę i za kolejny cel obraliśmy sobie Cinque Terre. Trochę autobusem, trochę koleją wieczorem dnia trzeciego dotarliśmy do Monterosso gdzie powitał nas genialny zachód słońca zapowiadając, że będzie to kolejny genialny etap naszej wyprawy.

Pierwsze chwile w Monterosso

Zdobyliśmy mapy, pobieżnie zwiedziliśmy miasteczko i ruszyliśmy trekingową trasą wzdłuż Cinque Terre licząc na znalezienie przyzwoitego miejsca do rozbicia namiotu. Nie musieliśmy długo wędrować. Tuż za miastem, wcinająca się w stromy klif ścieżka wyłożona kamieniami, z widokiem na miasteczko, stała się kolejnym miejscem noclegu, które będę wspominał do końca życia. Szum fal obijających się o skały pod naszymi nogami, poświata księżyca, morze do krańców horyzontu i świadomość wszechobecnej, niczym nieograniczonej wolności…

Nocleg przy Monterosso

c.d.n.

  • Zuza

    Czekam na wiecej 😉

  • Gotel

    Napiszesz coś więcej na temat cen pociągów regionalnych? I gdzie ich szukać?

    • http://www.paragonzpodrozy.pl/ Patryk Świątek

      W komentarzu wyżej już co nieco napisałem. Są dwa rodzaje tych pociągów „regio”, w tej samej cenie, która jest dużo niższa od lepszych pociągów na tych samych trasach. Dlatego czasami warto przesiąść się raz czy dwa a i tak w sumie wyjdzie dużo taniej niż bez przesiadki jechać pospiesznym. Po wpisaniu trasy w maszynę do kupowania biletu trzeba szukać najtańszej opcji (skróty Rv i Reg bodajże).

  • Czarek

    W sumie też bym się chciał dowiedzieć jak to z tymi pociągami jest 🙂
    One się nazywają regionale? I to nie jest to samo co frecciabianca?

    • http://www.paragonzpodrozy.pl/ Patryk Świątek

      Regio lub regionale, nie pamiętam dokładnie, są dwa rodzaje takowych (jedne chyba mają skró RV drugie Reg) ale to są pociągi na krótszych trasach i zawsze to te najtańsze. Na długich trasach w ogóle się nie wyświetlają. Bilety zawsze kupowaliśmy w maszynach.

      • Czarek

        Czyli przykładowa trasa Milano – Genova to jaki koszt pociągiem RV/Reg? Na stronce się wyświetla 9euro, ale to są InterCity.
        Dzięki!

  • Slop

    Wyszukujac bilety online z Bergamo do np. Bresci wyskakuje mi cena conajmniej 5 euro. To jest ok 50km – placiliscie podobnie, czy da sie znalezc taniej? Szukam na trenitalia.com

    • http://www.paragonzpodrozy.pl/ Patryk Świątek

      Płaciliśmy podobnie. Za 230 km z La Spezii, przez Pizę i Empoli wyszło nam np. 14,70 euro.

  • Karolina

    „Korzystając z wiedzy nabytej podczas poprzednich ośmiu noclegów w tym miejscu wybraliśmy odpowiednie miejsce” – zdanie, które podkreśla wszystko:):) Małe pytanko odnośnie tej pizzerii w Bergamo – wiem, że minęło już trochę czasu … – macie moze jeszcze namiary na nią? Przy najbliższej okazji może uda mi się wpaść i porównać z tą z Neapolu (jak na razie u mnie numero uno in Italia:))

  • Joa_ska

    Może zdążycie odpisać nim odlecę jutro- w którym konkretnie miejscu udało Wam się trafić na taką świetną miejscówę na rozbicie namiotu („Tuż za miastem, wcinająca się w stromy klif ścieżka wyłożona kamieniami..”) 🙂
    Aśka.

  • alberto

    Wszystko to piekne przy minimum wysilku finansowego maksimum przyjemnosci, ale dobre dla mlodych i odwaznych, bo ja mieszkam tu juz wiele lat i choc te tereny znam nigdy bym sie nie odwazyl, ani bym nie polecal memu synowi spac na dziko przy tysiacach Arabòw koczujacych, normalnie w dzien niebezpieczenstw wielkich nie ma, ale w nocy, przy nieistniejacej obecnosci policji, to jest po prostu szalenstwo, kto chcialby sie poradzic rowniez co do noclegòw moze napisac [email protected] pozdrawiam Alberto ps. pesto genovese jada sie z makaronem, moja kolezanka Polka jadla je z chlebem, smiechu warte dostosowywanie wloskiej kuchni do polskich zwyczajow