Zwykła wycieczka w Bieszczady jesienią

Bartek Szaro
Również tu

Bartek Szaro

Podróżuje, bo uważa, że poznawanie nowych miejsc i ludzi to najbardziej wartościowa rzecz jaką można robić w wolnym czasie. Obecnie pracuje nad książką o Polsce po prawej stronie Wisły.
Bartek Szaro
Również tu

gran bieszczady

Kiedy w mieście robi się ponuro, słońce z rzadka przebija się przez chmury, przechodnie zaczynają zakładać płaszcze w żałobnych kolorach, na osiedlowych boiskach piłkarskie pojedynki kończą się o 18, a cena pomidorów drastycznie rośnie to wiem, że tam właśnie wszystko kolorowieje, jakby oblane przepuszczonym przez pryzmat światłem, staje się światowym epicentrum uroku i magii pejzażu.

(Czas spędzony z tekstem proponuję umilić sobie piosenką)

Nie ma krainy, w którą wsiąknąłbym bardziej niż w Bieszczady. Po prostu jadę tam, wysiadam byle gdzie i czuje się lepiej niż surfer na Honolulu. Musiałem pojechać po raz kolejny. Musiałem przejść jakiś szlak, który już znam, jakiś, którego nie znam, zmęczyć się przy tym, wypić piwo w ramach odpoczynku i przykleić się do któregoś z wysłużonych łóżek w jednym z drewnianych, legendarnych, bieszczadzkich schronisk.

Decyzje gdzie będziemy spać, co będziemy robić podejmowaliśmy z dnia na dzień. W Bieszczadach nie ma co myśleć na dłuższą metę, czas płynie wolno więc człowiek ma go wystarczająco dużo, aby się nad wszystkim głęboko zastanowić.

Zaczęliśmy ze schroniska PTTK w Jaworcu. Sam pobyt w bacówce położonej na niewielkiej łące, na wzgórzu nad potokiem, bez prądu, ale za to z masą książek, które można poczytać przy świetle wetkniętych w puste butelki po alkoholach świeczkek, grzańcem i smakowitym bufetem, mógłby już wystarczyć. Podłogi skrzypiały, na ścianach rozmaite fotografie, przed chatą tradycyjnie czuwał pies, na kaloryferach schnęła odzież, szyby parowały od różnicy temperatur. Atmosfera odcięcia się i radość z siedzenia na dupie. Wyjść w góry było jednak trzeba i wybór padł na Smerek (1222 m).

Na szlaku pusto. Od schroniska aż do przełęczy wędrowaliśmy wąską ścieżką, często chowającą się w gałązkach wiecznie głodnych przestrzeni roślinek. Na schowanych w cieniu fragmentach polanek na pierwsze promienie porannego słońca czekała oszroniona flora. Gdzieś wśród niej chowały się ostatnie owoce jeżyn, z których sroga temperatura zrobiła naturalne mrożonki. Konary kolorowych drzew kąpały się w miękkim blasku świtu gubiąc mrowie liści strącanych przez ustępujący przymrozek. Po skostniałym od lodu bezbronnym błocie, które przynajmniej do południa będzie tak wyglądało, maszerowaliśmy się pewnie, bez obawy wylądowania tyłkiem na glebie. Można też było skakać po wystających spod barwnej ściółki korzeniach lub korzystać z wystających spod ziemi kamieni, których pojawiało się coraz więcej, im bliżej szczytu. Coś zaćwierkało z prawej, coś przefrunęło po lewej. I tak w lewo, w prawo, w górę, po płaskim, trochę w dół, znowu w górę, wśród kolorów i leśnych szeptów, aż się skończy las i zaczynie się połonina. 

drzewa bieszczady

bieszczady szlak smerek

A z połoniny na grań już rzut beretem. A z grani widać już w pełnej krasie początek bieszczadzkiej jesieni.

gran poloniny

Ze Smereka, granią, na Połoninę Wetlińską, jeden z najpopularniejszych bieszczadzkich szczytów, prowadził kilkugodzinny szlak, z którego widać doskonale okoliczne pasma. Mimo, że było już po wakacjach, turystów i wycieczek na tym fragmencie ścieżki nie brakuowało. Przeszliśmy grań witając się z prawie każdą napotkaną osobą, jak to wypada wg. górskiego zwyczaju. Trochę to męczące przy tak dużej ilości napotykanych trampów. Kiedy na szlaku spotyka się pojedynczych wędrowców w trakcie kilku godzin łażenia, wtedy takie pozdrawianie się ma sens. Gdy w górach mówię „Dzień dobry” czy „Cześć” tuzinom mijanych osób czuję często, że jest to wymuszone i zupełnie niepotrzebne.

Na Połoninie Wetlińskiej, w słynnej Chatce Puchatka (1232 m) prowadzonej przez legendarnego Lutka Pińczuka (polecam przeczytać życiorys!) tłumy, ale nie da się przygnębionym wyjść z tego miejsca. Zeszliśmy po posiłku w dół i złapaliśmy stopa do parkingu pod wypałem. Stamtąd do schroniska pod Małą Rawką.

Gdy jestem w Bieszczadach zawsze staram się spać w schroniskach, bez większego znaczenia czy mają wolny pokój, czy spanie jest na glebie. Nie należę do grupy fanów grania na gitarze i śpiewania piosenek, ale integracyjny klimat bacówek, ich konstrukcje, „wędrowczy” zapach, świeże żarcie, minimalizm, specyficzny humor i poczucie beztroski decydują o wyborze noclegu.

Następnego dnia postanowiliśmy udać się w góry gdzie nie będzie prawie nikogo, a i nigdy wcześniej nie miałem przyjemności tam łazić. Wybór padł na Jasło (1153 m) i po bardzo leniwym poranku znów weszliśmy w baśniowy las idąc ku połoninom. Takie atrakcje po drodze: 

buki jaslo

zwierzta bieszczady

Nie ma tego w żadnych oficjalnych monografiach, ale mogę Wam powiedzieć, że Bieszczady zamieszkują również egzotyczne dziobaki.

jaslo bieszczady

laka bieszczady

samotne drzewo

Skończyliśmy w Cisnej. Trzeciego dnia wycieczki odpuściliśmy góry na rzecz niższych rejonów Bieszczad. Zawsze kiedy jeździłem w Bieszczady głównym celem były szczyty i przechodzenie szlaków, teraz chciałem zobaczyć też z bliska co ładniejsze miejsca, które są ‘na dole’. Tak trafiliśmy do rezerwatu Sine Wiry, który powstał na przełomie rzeki Wetliny. Ten spokojny, poetycki fragment lasów z potokiem najeżonym skałami nie ma w sobie nic symbolicznego, pasującego na fotografię, którą można by oprawioną postawić na biurku. Ale to właśnie brak krzykliwości, przykład doskonałej harmonii natury, widok pospolitej rzeki zawile przecinającej w połowie ogołocony las daje pełną przyjemność z ciszy, spokoju i wyłącznej obecności przyrody. Doceniają to orły przednie, rysie, dzięciołki i inne zwierzęta, które zamieszkują nierozległy rezerwat. Szansa na zobaczenie dzikiego zwierzaka jest na prawdę duża, widać to po ilości ścieżek, które zostały udeptane jako dojścia do wodopoju. 

sine wiry

robak w lesie

 Ostatnie chwile w Bieszczadach spędziliśmy na torfowiskach w okolicach Tarnawy, w dolinie Sanu, gdzie jadąc najdalej wysuniętą na południowy wschód w Polsce w odległości ok. 15 metrów, oglądaliśmy słupki graniczne znaczące granicę z Ukrainą. Chciałem bardzo pojechać na torfowisko bieszczadzkie i porównać je z „Durnym Bagnem” z Poleskiego Parku Narodowego. To tarnawskie było zdecydowanie bardziej suche i mniej rozległe, za to widać różnicę w infrastrukturze, gdyż tutaj, oprócz obszernego opisu całego torfowiska i tablicy z wytłumaczeniem procesów zachodzących na jego obszarze, znajduje się także trakt, po którym można przejść przez środek torfowiska i oglądnąć je dokładniej. 

torfowisko

 Wciąż Bieszczady są dla mnie najpiękniejszym i najbardziej wciągającym miejscem w całej Polsce. Myślę, że aby zrozumieć o co chodzi w Bieszczadach, i to jak one ‘funkcjonują’, trzeba wgryźć się w historię tego miejsca pojechać tam nie raz, nie dwa… Wystarczy spojrzeć ile filmów, ile książek powstało na podstawie wydarzeń i historii mających miejsce na południowo-wschodnim krańcu Polski. Zwykła wycieczka w okolice Cisnej, Wetliny i Ustrzyk  jest dla mnie jak wizyta w Luwrze dla miłośnika sztuki. Wiele razy będę tam jeszcze jeździł i eksplorował swój bieszczadzki świat. Nie sądzę żeby coś było w stanie przebić ten koloryt i ich ‚krzywozwierciadlaną’ specyfikę.

Jest sporo powiedzeń na temat podróżowania. Coś tam pióra Marka Twaina, coś tam z ust Świętego Augustyna. Ja też mam swoje ulubione. „W Bieszczady jedzie się raz, później się już tylko wraca.” Autor maksymy, jak na Bieszczady przystało, nieznany. Tak się ponoć mówi. Tak na prawdę jest.

luzik w bieszczadach

O programie Bartek Szaro

Podróżuje, bo uważa, że poznawanie nowych miejsc i ludzi to najbardziej wartościowa rzecz jaką można robić w wolnym czasie. Obecnie pracuje nad książką o Polsce po prawej stronie Wisły.
  • Trajbajowa

    Bieszczady kocham miłością wielką i nie mogłabym się nie zgodzić ze słowami: „W Bieszczady jedzie się raz, później się już tylko wraca.”

  • Kas

    Świetny tekst. Magia podróżowania, po którą nie trzeba lecieć kilkanaście godzin z przesiadką w Bangkoku, czy innym Singapurze. To wspniałe podróże, które są na miejscu.

  • http://hannatravels.com/ Hanna

    miały być w ten weekend Bieszczady, ale nie będzie 🙁 no to będą wiosną 🙂

  • http://wojazer.co/ Marcin | Wojażer

    Dobra, przekonaliście! Zwykle jeździłem w Beskidy i Tatry, ale Beskidy już znam Tatry są zatłoczone, wiec w końcu trzeba ruszyć tyłek i pojechać w Bieszczady!

  • Tomasz

    Bieszczady są piękne, mistyczne…proponuję też sąsiednie pasmo, jeszcze bardziej zapomniane i dzikie, czyli Beskid Niski.

  • Dominik Roj

    Bieszczady w lato odhaczone, kolejny cel? Bieszczady jesienią, a kolejny będzie wczesną wiosną 🙂 drogo te podróże nie wychodzą, a już po pierwszej wycieczce w Bieszczady, czułem że właśnie tam znajduje się mój drugi dom

    • http://www.paragonzpodrozy.pl/ Bartek Szaro

      Nie zapomnij o Bieszczadach zimą! W tym roku pewnie ciężko o wyciśnięcie najlepszych widoków z zimowego wędrowania, ale warto zostawić sobie trochę miejsca na przyszłość na tę porę roku. Mnie się najbardziej podoba właśnie wtedy, kiedy jest biało.

  • delux

    …jedzie się tylko raz ,następnie całe życie już tylko wraca….i wracam tak gdzieś od blisko 10 lat,i ZAWSZE będę już WRACAŁ,bo w Bieszczadzie człowiek od samego patrzenia na góry staje się artystą…..

  • http://www.weronikalabisko.pl/ Weronika

    Uwielbiam Bieszczady! Jeżdżę tam co rok 🙂 niedawno sama pisałam o tych górach post na swoim blogu 🙂

  • Ewa i Jan

    Ja z mężem jeździmy kilka razy w roku w Bieszczady i to zawsze w to samo miejsce, do Państwa Ewy i Wojciecha Tylka gospodarstwo Pod Otrytem w Lutowiskach, Jesteśmy tam traktowani jak rodzina, warunki są bardzo dobre, widoki piękne, a w dodatku jest bardzo tanio, wszystkim polecamy i pozdrawiamy Panią Ewę i Pana Wojtka. Ewa i Jan

  • Karina Grolewska

    Pięknie to opisałeś, czar i magię Bieszczad czuję tak samo i jeździmy tam od lat z czwórką dzieci. Maluchy mają dopiero 6,5 roku a już „zaliczone” wszystkie bardziej znane szczyty i połoniny, na które wchodzili o własnych siłach od trzeciego roku życia. Cudownie jest spędzać czas całą rodziną wędrując po górach i zatrzymując się w schroniskach.