Dlaczego lepiej jeździć na wczasy na własną rękę?

Bartek Szaro
Również tu

Bartek Szaro

Podróżuje, bo uważa, że poznawanie nowych miejsc i ludzi to najbardziej wartościowa rzecz jaką można robić w wolnym czasie. Obecnie pracuje nad książką o Polsce po prawej stronie Wisły.
Bartek Szaro
Również tu

indie podroze

Ostatnio coraz więcej zastanawiam się nad sensem podróżowania z biurami i agencjami turystycznymi.Tak z ciekawości wrzuciłem w wyszukiwarkę hasło „wycieczka do Indii” chcąc porównać sobie warunki takiego wyjazdu z tym czego doświadczyłem jeżdżąc miesiąc po tym kraju bez organizatora. Przeanalizowałem propozycję 4 biur podróży i wynik tych rozmyślań, tak jak się spodziewałem, mocno potwierdza moją tezę, że podróżowanie na własną rękę… to dotychczas najlepszy sposób podróżowania jaki istnieje. Może nawet podróżowanie to zbyt wyśrubowane słowo. Niech to będzie tekst o samodzielnej turystyce.
Jest kilka czynników, które wziąłem pod uwagę, o których myślą ludzie wybierający się na wakacje. Przede wszystkim:

Cena

-„Możemy pojechać do Hiszpanii i Egiptu, ale do Tajlandii i Indii już nie bo nas na to nie stać”.
Normalka. Większość ludzi wybiera kierunek podróży podług swoich finansowych możliwości. Wykształciło się nawet w niektórych kręgach wśród niektórych ludzi poczucie, że im dalej się pojedzie, tym się miało lepsze wakacje i ogólnie jest się fajniejszym. Na przykład ludzie wybierają wakacje na Zanzibarze. I leżą tam przez tydzień na plaży płacąc za to 10000 zł. Natomiast już ich znajomi z niekierowniczego stanowiska lecą tylko do Egiptu, i choć tak samo spędzają cały swój czas w zamkniętym 5-cio gwiazdkowym hotelu leżąc głównie plackiem na plaży, to już pojawia się gorzkie uczucie niedosytu. Że jednak Zanzibar to by było coś, a nie tylko ten oklepany Egipt. Ci z Zanzibaru dumnie opowiadają później o egzotycznych krajach powodując uczucie zazdrości. Nie zrozumcie źle – leżenie na plaży jest bardzo przyjemnie i również lubię się popluskać jednak plaża jest plażą i jedyne czynniki, które się liczą tu to żeby było gorąco i czysto. A wybierając plażę ciut bliżej pieniędzy może zostać jeszcze na przyszły rok podróżowania.

 

To taka mała dygresja na początek. Przechodzimy do pieniędzy, one są czynnikiem, który najczęściej decyduje o wyborze miejsca na wczasy.

 

Oglądnąłem 4 oferty biur podróży zapraszające na wycieczkę do Indii. Średnia cena 15-sto dniowego wyjazdu to 9766 zł i 26 groszy. Czyli 651 zł i 75 gr za jeden dzień. Za cenę całej wycieczki można opłacić wynajmowane mieszkanie na rok, kupić porządny używany samochód czy jeść codziennie dwa solidne posiłki w niezłej restauracji przez 244 dni. Wydaje mi się, że to dużo kasy. I wydaje mi się, że ludzie nie mają tyle pieniędzy na wyjazd do Indii wnioskując z informacji o średnich krajowych zarobkach i różnych statystyk informujących o poziomie bezrobocia i podobnych nieprzyjemnych zjawiskach. Wczasy w Indiach stają się więc możliwe tylko dla ludzi, którzy zarabiają sporo, a takich jest niestety mało. A przecież mnóstwo osób chciałoby pojechać do Indii. To bardzo ciekawe miejsce z naprawdę niejednego punktu widzenia. Jak więc to zrobić jeśli nie ma się kasy na wycieczkę?

 

My znaleźliśmy swój sposób – zrobić to samemu.

 

W Polsce nie było nas 50 dni. Wydaliśmy mniej więcej po 4000 zł. Wychodzi 80 zł za dzień pobytu. To też może być za dużo, ale na pewno bardziej w zasięgu (przynajmniej dla mnie). Biorąc pod uwagę spędzony tam czas, to co przeżyliśmy (na wakacje jeździmy przecież po emocje) i to czego się nauczyliśmy (bo zawsze będę się trzymał tego, że podróże kształcą) wychodzimy dużo lepiej niż kupując wycieczkę.

 

Jest mnóstwo sposobów na zaoszczędzenie w podróży. Te, na których my staramy się bazować opisujemy w dziale ‚Porady‚. A jak komuś mało to i do naszego „Poradnika taniego podróżowania” można zajrzeć. Krótko podsumowując ten punkt: jadąc samemu byliśmy tam ponad 3 razy dłużej i wydaliśmy ponad 2 razy mniej niż jeśli wybralibyśmy się z klasycznym biurem podróży.

 

Bezpieczeństwo

Ludzie nie jeżdżą samodzielnie bo się boją, że sobie nie poradzą: nie dadzą rady kupić biletu na dworcu, zachorują, nie dogadają się bo nie znają języka, a przede wszystkim boją się kontaktu z ludźmi bo większość informacji o dalekich krajach dochodzi do nas po łebkach z mediów, które trąbią przede wszystkim o tym co negatywne i niebezpieczne. Dlatego jak idę do dziadków przed wyjazdem i obwieszczam, że jadę na przykład do Gruzji to pierwsze co słyszę w odpowiedzi to żeby nie jechać „bo tam przecież dzicy ludzie mieszkają i coś ci się Barteczku stanie” (pozdrawiam dziadków przy okazji!). Pierwsza rzecz jaką trzeba zrobić żeby przybliżyć się do „jasnej strony turystyki” to wyrzucić kompletnie z głowy takie podejście. Zetrzeć je z głowy jak kurz z półek podczas wiosennych porządków. Żeby mieć właściwy obraz tego, gdzie co się dzieje wystarczy zapytać kogoś, kto już tam był, albo kogoś, kto tam mieszka (przez chociażby couchsurfing). Na przykładzie Indii – wystarczy 5 minut żeby znaleźć w internecie kogoś, kto chętnie udzieli nam pomocnych informacji na temat wyjazdu do tego kraju. To nie jest trudne, trzeba chcieć. Jeśli nadal nie wiedzie jak to zrobić pytajcie nas. Jesteśmy do dyspozycji.

 

I oczywiście nie ma się czego bać. Trzeba brać jedynie odpowiedzialność za to, co się robi. Jeśli jemy w indyjskiej restauracji i mamy dostać choroby żołądkowej to na prawdę obecność przewodnika nic nam nie pomoże. Jeśli ktoś ma nas okraść w metrze to przez naszą nieuwagę, a nie brak roztropności biura podróży. Choć oczywiście gdy towarzyszy nam przewodnik to szansa, że okradną akurat nas jest trochę mniejsza 🙂

 

Kłopoty z porozumiewaniem się też obniżają poczucie bezpieczeństwa i swobody. Zdecydowanie brak znajomości języka urzędowego kraju, do którego chcemy się wybrać nie jest powodem aby zrezygnować z turystyki na własną rękę. Dlaczego? Bo zawsze jeśli człowiek potrzebuje się dogadać to się dogada. Sprzedawca chce coś sprzedać, klient chce coś kupić więc znajdą sposób aby zawrzeć transakcję. Jeden z bardziej zabawnych sytuacji tej kategorii jest opisana w Jak porozumiewać się bez znajomości języka?

 

Zresztą jest to przecież okazja do tego by danego języka choć trochę się nauczyć bo nie od dziś wiadomo, że rozmowy z rodzimymi mieszkańcami obcych państw to najlepsza szkoła. I w ten sposób również łatwiej z miejscowymi nawiązywać jakiekolwiek więzi, w czasie gdy będąc z wycieczką rzadko zdarza się, aby móc poznać na poważnie kogoś ‚z zewnątrz’.

 

Czego jeszcze można się bać w podróży? Nie wiem, ale w razie różnych obaw zachęcamy aby pisać, spróbujemy pomóc.

 

Odwiedzane miejsca

Wszystkie wycieczki, które przejrzałem dublowały miejsca, do których zabierają turystów. Delhi, Jaipur, Agra, Karudzaho, Varanasi, Bahtapur i Kathmandu (gdyż w ofercie był też kilkudniowy wypad do Nepalu). Oprócz zaliczenia tych miejsc biura w propozycjach różnią się małymi szczegółami.
Odwiedzamy więc sztandarowe miejsca, z których Indie niby słyną. Dla mnie to jest odwiedzanie Indii tylko po to żeby być w Indiach. No chyba, że ktoś faktycznie fascynuje się tymi wszystkimi miejscami i o nich marzy, wtedy tak. Jeśli jednak ktoś leci 10 tys. km dalej i wydaje też 10 tyś. by przez 15 dni jeździć po tych miejscach bo ‚inni tam byli’ to ja się śmieje, a gdzieś pewnie płacze panda.

 

Dla mnie właśnie to, obok pieniędzy, robi największą różnicę pomiędzy turystyką na własną rękę, a zorganizowaną. Samemu, w każdym dowolnym momencie, można zmienić plan podróży. W Jaipurze jest wspaniale i chcemy zostać tu jeszcze dzień czy dwa? To zostajemy. Nikt nie trzyma nad nami bata. Miał być Bakhtapur ale spotkani po drodze ludzie polecili nam ciekawsze miejsce? Pakujemy manatki i jedziemy tam. Poznani miejscowi zapraszają wieczorem na regionalną imprezkę? Wpadamy, a nie spędzamy kolejnej nocy w autobusie. Nie trzeba się nikomu podporządkowywać i to jest piękne, na tym polega prawdziwy wypoczynek.

 

Przygody/element nieprzewidywalny

Nie ma prawdziwej zabawy jeśli z góry wiemy co nas czeka. Z tego co słyszałem z opowieści osób, które jeżdżą z biurami podróży to najbardziej zażarcie, po powrotach, opowiadają o tym jak to się im zepsuł autobus na środku pustyni, przewodnik popełnił gafę albo kelner w restauracji nie wytarł porządnie sztućców. Chodząc non stop za przewodnikiem nie nadarzy się okazja aby przeżyć coś na prawdę niecodziennego, coś co zapadnie w pamięć na długo. Przykłady? A choćby własne. Mimo że wcale nie jeździmy samodzielnie jakoś od bardzo dawna to historii dla wnuków powinno wystarczyć. Niedźwiedź i monastyr czy wydarzenia z drugiego wyjazdu do Maroka to jedne z moich ulubionych wypadków. Dużo łatwiej w takich sytuacjach poznaje się też ludzi, a bez tego nigdy nie uda się wsiąknąć w ducha i klimat obcego kraju.

 

Na koniec krótki epizod motywacyjny.

 

Spora część ludzi uprawia turystykę w Polsce. I zdecydowanie większy odsetek robi to na własną rękę. Bo przecież jedyne co trzeba zrobić to zarezerwować sobie hotel czy kwaterę, kupić bilet na pociąg czy zatankować samochód do pełna. Ma się swobodę podejmowania decyzji, nie ciągnie się za sobą grupy. A to przecież banalnie proste. Nie potrafić wykonać tych czynności to dla dorosłego jak brak umiejętności zawiązania butów.

 

Więc o co chodzi? Dlaczego nie można zacząć robić tego za granicą? W takich Indiach to nawet hotelu rezerwować nie trzeba bo do właściwego zaprowadzi cię ktoś z ulicy. A oferty promocyjnych lotów atakują zewsząd ekrany komputerów. Z reguły rozwiązania są na prawdę proste, tylko w głowie musi coś drgnąć w dobrą stronę.

 

Nikogo nie namawiam na siłę. Są ludzie, którzy mimo tego wszystkiego będą woleli zapłacić krocie żeby nic nie musieć robić byle tylko ‚odbyć wakacje’, ale chciałem o tym wspomnieć, bo a nuż u kogoś znów ten pomysł zaskoczy. Można mi sprawić przyjemność w ten sposób jakby ktoś chciał. A nie znam jeszcze żadnej osoby, która przestałaby jeździć z biurami i potem do tego wróciła.

O programie Bartek Szaro

Podróżuje, bo uważa, że poznawanie nowych miejsc i ludzi to najbardziej wartościowa rzecz jaką można robić w wolnym czasie. Obecnie pracuje nad książką o Polsce po prawej stronie Wisły.
  • kkka

    Jakby się tak zastanowić to istnieje trochę taka zależność że im dalej chcemy jechać tym większa różnica jest wyjazdu z biura a wyjazdu na własną rękę. 

  • magdalena.kwapisz.1989

    Kilka lat jeździłam z biurami podróży i w zeszłym roku- po wizytach na tym blogu zdecydowałam się na pierwszy,samodzielny wyjazd. Dziękuje Wam:) Na tą chwilę nie zamierzam powierzać swojego wyjazdu nikomu innemu niż ja sama:D

    • http://www.paragonzpodrozy.pl/ Bartek Szaro

      Bardzo mi przyjemnie, że mieliśmy jakiś wkład w Twoje dobre samopoczucie 🙂

  • jami

    Całkowicie się z Wami zgadzam ! Podróżowanie na własną rękę wymaga samodzielności, podstawowej znajomości języka – najczęściej angielskiego – i trochę „odwagi”. Wiele osób lubi mieć wszystko przygotowane i gotowi są zapłacić za to. Lubią wiedzieć „gdzie będą spać następnej nocy”. Dla wielu „zaliczenie” danego kraju jest ważniejsze od jego poznania. Nie oszukujmy się też – na plaży leży się tak samo w Turcji, Tunezji i Tajlandii. Większość tzw. turystów nie odczuwa przyjemności z wchłaniania atmosfery danego miejsca, bezpośredniego kontaktu z ludźmi. Cieszę się że nie tylko mnie sprawia to przyjemność. Będąc samemu sobie sterem i żaglem zwiedziłem Indie, Nepal, Tajlandię, Wietnam, Birmę, Meksyk, Peru, Brazylię, USA i parę innych krajów. W niektórych byłem kilkakrotnie. Życzę kolejnych ciekawych wypraw i czekam na Wasze wrażenia !

  • Trinka

    Nigdy w życiu nie jeżdziłam z biurem podróży. Zawsze na własną rękę. Każdą podróż planuje około pół roku wcześniej, nawet te najkrótsze. Zawsze muszę być przygtowana i zaznajomiona z krajem do którego się wybieram. Może nasze wyczyny nie są aż tak hardcorowe jak Wasze aczkolwiek lista odwiedzonych krajów równie imponująca. Stawiam niestety na trochę wygody (minimalnie), lecz bardzo taniej wygody 😉 Na swoim koncie również mam Indie za 4000 złotych tyle, że na 29 dni ale z noclegami wcześniej ustalonymi i prywatnym autem z kierowcą. Myślę, że i tak tanio jak na taką podróż. Ze względu na okropny lęk przed samolotami na chwilę obecną zwiedzamy wszytsko z możliwością dojazdu autem/pociągiem. Dalekie kraje muszę niestety odłożyć na dalsze życiowo plany. Nie ukrywam jednak, że bardzo się marzą 😉 Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów.

    • Doris

      czy możesz mi powiedzieć w jaki sposób zwiedziłaś indie za 4000 zł na 29 dni? Kiedy to było? Jak sie do tego zabrać?

  • justa

    jestem jak najbardziej za podrozami na wlasna reke! mozna niezle oszczedzic!!

  • http://www.facebook.com/owadku Paulina Owad

    jadę za półtorej tygodnia do Portugalii. jako, że przylot i powrót z Faro i pobyt tylko 6dniowy – zaliczę Algarve i Lizbonę. wolę zwiedzić mniej ale po swojemu zobaczyc to co mnie interesuje 🙂 jednakze podrozowanie samemu to cos pieknego! nic dodac nic ujac do tego co napisaliscie 🙂

  • Karolina

    W stu procentach zgadzam się z każdym przeczytanym słowem, co jest o tyle zabawne, że… pracuję w biurze podróży. 😉 Szczerze jednak uważam, że w 99 (no dobra 90) procentach, cena wycieczek jest mocno naciągana, a „atrakcje” jakie fundują Nam tour-operatorzy można o kant d*py rozbić (za przeproszeniem). No a jeśli już ktoś, kto od kilku lat zasuwa w biurze podróży, decyduje się tylko i wyłącznie na wyjazdy na własną rękę, to chyba już mówi wszystko. ;)) Chociaż by być sprawiedliwą, muszę zaznaczyć, że rozumiem ludzi, którym podróżować samemu się po prostu nie chce, bo nie. Bo czasem wszystko czego Nam trzeba do szczęścia to słońce, plaża, drink i zresetowanie mózgu. I to też jest w porządku (zwłaszcza po roku nerwowej walki z szefem, klientami i złośliwym sprzętem, kiedy urlop jawi się jako zbawienie).

    Pozdrawiam goraco i zapraszam do siebie:

    http://nevergivemyselfup.blogspot.com/

  • Agata

    Ja w zeszłym roku znudzona biurami podróży, zdecydowałam się pierwszy raz wyruszyć samodzielnie na wakacje (podróż to chyba za dużo powiedziane, jeśli planuje się wyjazd na Majorkę :))). Od czegoś trzeba zacząć, więc wybrałam bezpieczny kraj europejski zobaczyć, czy rzeczywiście będzie trudno. I z pełnym przekonaniem stwierdzam, że były to najlepsze moje wakacje! Bez większego problemu znalazłam tani lot, świetny hotel z 70% zniżką na pokój w wersji all inclusive (wiem, że trochę burżujsko, ale na prawdę się opłacało:)), zwiedziłam całą wyspę i wszystko kosztowało mnie połowę ceny z biura podróży. A banalna Majorka to dopiero początek 🙂

    • http://www.paragonzpodrozy.pl/ Bartek Szaro

      Nie ważne czy burżujsko czy nie, z tego nie trzeba się tłumaczyć. Fajnie, że zrobiłaś to według własnego uznania, a Majorka okazała się zaledwie startem 🙂

  • http://btth.pl/ Joanna Julia Sokołowska

    Uważam, że nie ma żadnego sensu w podróżowaniu z biurem podróży, jeśli nie podróżujemy z małymi dziećmi (chociaż niektórzy i z dzieciakami dają radę), nie jesteśmy emerytami z rozrusznikiem serca, nie chcemy całego pobytu spędzić w pokoju lub nad basenem hotelowym (niektóre pary w podróży poślubnej?). Mówią ci co masz robić, naciągają na wycieczki fakultatywne, trafiamy na dziwne towarzystwo „w klapkach” – zwłaszcza w opcji „all inclusive”.
    Zwłąszcza nie wyobrażam sobie wyjazdu z biurem do Azji, gdzie za tydzień – np. w Indiach – krzyczą np. 6-10 tys zł, kiedy to koszt faktyczny za bardzo, bardzo dobry hotel plus samolot to jakieś 2,5 tys, a jak nie jesteśmy wybredni to nawet sporo mniej. No i trzymają człowieka za białym murem i zasłonką z organzy, odgrodzonego od prawdziwego świata.

    No ale, niektórzy wolą mieć wszystko załatwione i podstawione pod nos. Ich wola. 🙂
    Pozdrawiam, Asia z btth.pl

  • Bartek

    Ja kierując się przesłankami przedstawionymi przez Autora artykułu – wybieram się na własną wyprawę, do Gruzji, za miesiąc. Aby – mimo tego że nie jadę z żadnym biurem – nie jechać jednak samemu, szukam towarzyszy pozdróży, dlatego też zapraszam do zapoznania się ze szczegółami: http://kalendarzprzygod.pl/egzotyczne-wakacje

  • Marta Kaczmarek

    W Polsce ludzie zaczynają podróżować na własną rękę, bo ceny biur są TRAGICZNE w stosunku do zarobków. Dla przykładu Niemcy za te same wczasy co Polacy płacą o połowę mniej… (zgroza) Często sobie wchodzę na dreamtours i tam porównuje, widać straszne różnice mówię o dalekich kierunkach typu Bali, Kuba czy Dominikana. Różnice 1000zł i więcej, skąd te dysproporcje????

  • Sławek

    Brawo. Jaka świetna strona o podróżach na własną rękę. Nigdy nie byłem na wakacjach z biurem podróży i dwa tygodnie w jednym miejscu. Tylko jeden raz na wycieczce autokarowej do Budapesztu. Nie było tam może źle, ale jednak brakowało przygody. Jadąc samemu zatrzymał bym się w kilku miejscach gdzie podobała mi się okolica czy jakiś zamek, a autokar jechał dalej zgodnie z planem, bo przecież wiózł nie tylko mnie ale całą grupę. Bardzo lubię jeździć samemu. Szukać tego co spodobało mi się na mapach Google i zdjęciach z internetu. Przebywać dłużej albo krócej w jakimś miejscu, porozumieć się z ludźmi. Cieszą się jak mogą mi wytłumaczyć dojazd do miejsca jakie mam opisane i ze zdjęciem na wydrukowanej karteczce.
    [email protected]
    601569940

  • damianek

    Zgadzam się z Tobą jeśli chodzi o podróżowania na własną rękę, ale do czasu.
    Za czasów kawalerskich między 17-25 rokiem życia zwiedziłem samochodem ze znajomymi wszystkie ciekawsze dla mnie kraje Europy (Chorwacja, Grecja, Włochy, Francja, Hiszpania, Portugalia i tak dalej i tak dalej). Jednakże ponad 3 lata temu urodził mi się synuś i wyobraź sobie, że na podróż na własną rękę (a zarobki w moim przypadku pozwalają spokojnie na podróże po całym świecie – serwisant hardware wszelakich urządzeń IT pod Londynem- jakby ktoś był wścibski czy nie kradnę lub nie sprzedaję narkotyków:)) nie wybrałbym się z nim i z żoną. Ok my dwoje dorosłych ludzi, którzy swoje w życiu widzieli i trochę przygód już za nami jak najbardziej ok i bez żadnych obaw. Ale on? W tym roku dokładnie za 3,5 tygodnia zdecydowaliśmy się na egipt, 5*, dwa tygodnie, all inc z importowanymi alkoholami w cenie itp O dziwo po przeliczeniu z funtów wyszło idealnie pod magiczne 10000zł za całą naszą 3, razem z dodatkowym ubezpieczeniem podróżnym itp. NIE Uważam tego za wygórowaną kwotę bo w Polsce jakbym miał siedzieć w 5 gwiazdkach i popijać, jeść, spędzać czas w hotelowym aquaparku i tak dalej i tak dalej to 10000 pęka szybko , kto wie czy nie szybciej. Za przykład podam Darłowo 2 lata temu jak dałem się namówić. Hotel, świeże rybki, kilka posiedzeń w barze i 6000 poszło w tydzień a miało być tak tanio…
    Dlaczego Egipt skoro możliwości są na „dalej”? A no dlatego, że 25-27 stopni wystarczy dla malucha i dla nas na leżenie i nie nie robienie, ponadto to co napisałeś o słońcu w Egipcie a w Zanzibarze to w pełni się zgadzam jest takie samo i pewnie podobnie mocno świeci więc po co przepłacać? Ja nie muszę już nic nikomu w życiu udowadniać poza moją żoną i synem jak bardzo ich kocham…
    Kończąc wywód nadmienię, że za rok chciałbym małego zostawić w domu i tak jak Ty polecieć w dalekie kraje, a marzy mi się pohasanie po Mongolii, zachodnich chinach, Wietnamie i przy odrobinie szczęścia przez miesiąc pewnie by się udało trochę pojeździć i zobaczyć kilka ciekawych miejsc, imprez, ciekawych ludzi jakie by się zaplanowało jak myślisz? To pewnie byłaby kropla w morzu tego co można przeżyć, no ale cóż pracować też muszę bo nie jestem już sam.
    PS Życzę Ci dużo większych dochodów abyś nie musiał za bardzo kalkulować na podróżach bo uwierz mi na przestrzeni lat wiem, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia:) Im niżej siedzisz tym bardziej wydaje się nam, że wszystko jest takie odległe. Siedzisz wyżej to poprzednie marzenia stają się zwykłą codziennością i zaczynasz dostrzegać, że te osoby obok Ciebie i uszczęśliwianie ich są ważniejsze niż kolejny oszczędzony tysiąc, kolejna podwyżka, kolejny udany interes, kolejna kalkulacja…
    Pozdrawiam i dużo słońca na trasie!