Jazda na damce. Rowerem po Amsterdamie

Bartek Szaro
Również tu

Bartek Szaro

Podróżuje, bo uważa, że poznawanie nowych miejsc i ludzi to najbardziej wartościowa rzecz jaką można robić w wolnym czasie. Obecnie pracuje nad książką o Polsce po prawej stronie Wisły.
Bartek Szaro
Również tu

rower amsterdam

Rowerowa turystyka nigdy nie była nam bliska. W zalążku zginął pomysł pierwszej podróży dwuśladem do krajów nadbałtyckich i od tego czasu żaden z nas nie wskrzeszał idei przemieszczania się za pomocą pedałowania. Kolarskie dusze drgnęły w nas na nowo gdy przetworzyliśmy jak płynnie i komfortowo z perspektywy siodełka można zwiedzać Amsterdam. Z jednej strony nie ma chyba przyjemniejszego i mniej wymagającego wysiłku sposobu na zwiedzanie miasta, a z drugiej … powinieneś mieć się na baczności!

Amsterdam to ponoć 600 tys. rowerów, około 500 km ścieżek rowerowych, w granicach 200 sklepów rowerowych i wypożyczalni. 40% ruchu ulicznego generują właśnie rowerzyści. Zapragnęliśmy dołożyć swoje trzy grosze do tego majdanU i rozpoczęliśmy poszukiwania odpowiedniego sprzętu.

Jak wypożyczyć rower w Amsterdamie?

Nie jest to zbyt skomplikowane. Istnieje wiele salonów, zarówno w centrum i poza nim. Najpopularniejszą wypożyczalnią jest MacBike, która szczyci się największą ilością punktów obsługi. Ich charakterystyczne, czerwone rowery od razu rzucają się w oczy i każdy doświadczony, miejski cyklista od razu wie, że jego posiadacz jest turystą i należy udzielić mu mniejszego kredytu zaufania. My nie chcąc oczywiście wyjść na żółtodziobów oddaliśmy się wnikliwszym poszukiwaniom i znaleźliśmy super niszową wypożyczalnie, której rowery mają jedynie plakietkę oznajmiającą, iż rower jest wypożyczony. Zawsze to poziom wyżej od tych, których dwuślad ma plakietkę i do tego jeszcze charakterystyczny kolor ramy. Jakie rowery można wypożyczyć? Najpopularniejsze są oczywiście typowe holenderskie rowery. To takie tango wśród rowerów. Eleganckie, proste i wymagające trzymania „ramy”. Jeśli ktoś potrafi odróżnić – rowery te są płci damskiej. Wszystkie jednak nie są takie same, różnią się układem hamulcowym (przypadkowo wyszedł tu intrygujący podtekst). Do wyboru hamowanie pedałami (popularne w starych, dziecięcych rowerach z 4 kółkami) albo klasyczne hamowanie rączkami, którego każdy z pewnością nauczył się na komunijnym rowerze. Do dyspozycji były także rowery z miejscem na dziecko, tandemy czy też takie cuda jak rowery elektryczne. Wybór nie był trudny. Zdecydowaliśmy się na korzystny stosunek wydajności do ceny i już po chwili ujeżdżaliśmy nasze szlachetne pedal-break’i. Ile to kosztuje? Wypożyczenie roweru na dobę to koszt od 8 do 15 E. W depozycie trzeba zostawić dowód osobisty oraz jakąś sumę pieniędzy (20-50E) lub kartę kredytową. W zamian, oprócz roweru, dostajemy oczywiście mocarny łańcuch służący za zapięcie. Te łańcuchy są naprawdę potężne, myślę, że właśnie jednym z tych łańcuchów posłużył księżniczce Lei do uduszenia Jabby The Hut. Rower można dodatkowo ubezpieczyć od kradzieży, co kosztuje 3-4 E. Zdecydowanie lepiej nie zgubić swojej zabawki. W takim przypadku może już nie starczyć na powrót do domu.

Rower z hermetyczną kapsułą

Rower ciężarówka

No to w drogę!

System jazdy jest dość chaotyczny więc jeśli ktoś kiepsko orientuje się co dzieje się dookoła to powinien mieć się na baczności. Najważniejsze by wiedzieć gdzie jest w lewo, a gdzie jest w prawo. Głównie śmiga się specjalnie przygotowanymi ścieżkami rowerowymi, które często bezpośrednio sąsiadują lub stanowią jedną drogę z pasami dla samochodów czy tramwajowymi torami. Ruch rowerowy jest jednak jak najbardziej poważny i co ciekawe to rowerzyści są zmartwieniem kierowców, a nie odwrotnie. Żadnej kraksy zarejestrować się nie udało. Pomimo częstego przejeżdżania na czerwonym, niedokładnego przestrzegania jazdy po pasach i spontanicznego olewania innych przepisów kierowcy darzą się dużym kredytem zaufania i z reguły nikt nie wyraża pretensji inaczej niż poprzez pusty dźwięk rowerowego dzwonka. Żadnego „Kurwa jak jedziesz palancie, nie blokuj lewego pasa”. Jedynie leciutkie pstryk i życie spokojnie toczy się dalej. Dla niewprawionych w narodowy, rowerowy kult turystów Holendrzy mają wystarczająco tolerancji, aby nie dochodziło do niepotrzebnych sprzeczek. Człowiek, nawet gdy czuje się niepewnie w wielu sytuacjach, może być przekonany, że nic złego mu się nie stanie.

Kanał, barki, a po bokach dróżki rowerowe

Jeździ się dosyć szybko. Główne, szerokie trasy, sąsiadujące z największymi ulicami w mieście liczą sobie nawet po dwa pasy i pozwalają mknąć jak błyskawica. Stan dróg rowerowych w mniejszych, rzadziej uczęszczanych uliczkach pozwala zdjąć ręce z kierownicy i unieść je do góry w geście triumfu. Ciche trasy prowadzące przez osiedla pozwalają skupić się na wciągającym odgłosie stukotu kół o bruk. W sumie to jeszcze bym trochę nad tym podumał, ale trzeba się zbierać powoli na samolot więc zostawiam sobie tu miejsce na uzupełnienie.

Ogromniasty parking (rowerowy) przed dworcem

Tak przyjaznego rowerzyście miasta jeszcze nie widziałem. Specjalnie parkingi, usprawnienia i przede wszystkim powszechna przychylność dla rowerów. Ludzie robią to tutaj już od dziesiątek lat, w ten sposób jeżdżą do pracy mijając te same kamienice o tych samych porach. Rutyna. Ja wsiadam tu na rower i jeżdżę dokładnie tak jak oni, a czuje się jakbym penetrował galaktykę sokołem Millenium. Gdyby tylko wiedzieli co siedzi mi w głowie…

Kto jeździł już rowerem po Amsterdamie? Kto nie jeździł niech sprawdzi loty do Holandii!

O programie Bartek Szaro

Podróżuje, bo uważa, że poznawanie nowych miejsc i ludzi to najbardziej wartościowa rzecz jaką można robić w wolnym czasie. Obecnie pracuje nad książką o Polsce po prawej stronie Wisły.