Swanetia – prawdziwe góry Gruzji

Bartek Szaro
Również tu

Bartek Szaro

Podróżuje, bo uważa, że poznawanie nowych miejsc i ludzi to najbardziej wartościowa rzecz jaką można robić w wolnym czasie. Obecnie pracuje nad książką o Polsce po prawej stronie Wisły.
Bartek Szaro
Również tu

-This is heaven

-Oooo Svaneti! You must go there

-I’m always visiting this place when I’ve got free time

-You’re going to Svaneti ? I want to go with you!

Tak mniej więcej reagowali Gruzini na pytania o Swanetię. Z jednej strony te „ochy i achy” to część ich narodowej cechy wysławiania każdego zakątku swojego kraju. Z drugiej to jak diabli interesująca, górzysta, niezurbanizowana i bardzo naturalna kraina. Kraina to ładne słowo. Swanetia nie jest prowincją, województwem, ohydnie brzmiącym landem, stanem, nie jest nawet regionem. Swanetia to kraina. Taka jak z bajki o Piotrusiu Panie, opowieści z Narnii czy reklamy Kinder Niespodzianki. Na całe szczęście żeby się do niej dostać nie trzeba być wiecznie młodym, znaleźć szafy z magicznymi drzwiami czy trafić na odpowiedni kanał w TV. Wystarczy autostop, choć jeśli nie liczyć ciężarówek zaangażowanych w remont drogi, to częstotliwość ruchu podobna jest do tej na polnych drogach.

Nie ma tam Baracka Obamy, głupich aplikacji fejsbuka, okropnej pani od fizyki, korków, budzików o 6 rano, konsumpcyjnego stylu życia, ogrodzonych osiedli, Barbary Streisand, ofert sprzedaży dziewictwa na serwisach aukcyjnych, nudnego lansu, ogłupiających reklam w TV, psującego się czwarty raz ekspresu do kawy, kawalerów kłócących się o źle ułożone sztućce w restauracji, niechcianych spotkań w autobusie, mandatów za picie w miejscu publicznym, bilbordów wyborczych i masy innych rzeczy które irytują Ciebie i mnie w życiu codziennym.

Jest za to masa otwartych ludzi, gościnność, regionalne jedzenie (polecam kubdari!), spokój, brak zegarków, wieże mieszkalne, nigdy niepodbite miasta i luz. Są też i góry. Góry, w których naprawdę można odetchnąć. Wchodząc na tamtejsze nieuczęszczane szlaki nie czujesz się jak pingwin na Terre Adelie w okresie rozrodczym. Jest dużo miejsca na indywidualność.

Wieże w Mestii

Charakterystyczne dla Swanetii wieże datuje się na XII wiek. Praktyczne połączenie budowli obronnej i mieszkalnej zapewniało Swanom bezpieczeństwo przez wieki.

 

góry 4tys m.n.p.m.

Kawałek Swanetii

Swanetia była, jest i będzie głównym gruzińskim ośrodkiem wspinaczki górskiej. Szybko rozwija się jej stolica – Mestia (3500 mieszkańców), gdzie powstaje prozachodnia infrastruktura. Remonty, dziury w drogach, inwestycje. Na to wszystko patrzą XII oryginalne, swaneckie wieże, które bez tego wszystkiego wyglądałyby jeszcze lepiej. Swanetia to jednak wciąż wielkie przestrzenie, zaspakajające potrzebę odcięcia się i poczucia majestatu natury góry oraz skromne, wydarte ze skansenów wioski. Ipari, Khe, Zhabeshi, Letekhi czy w końcu najpopularniejsza Ushguli przez pół roku są ponoć niedostępne ze względu na zalegający śnieg. Nawet w okresie letnim dotarcie do nich przypomina bardziej wyprawę po złote Runo niż weekendowy wypad na piknik. Drogi pomiędzy nimi to porozjeżdżane klepiska. Aby przemieścić się z mieściny do mieściny trzeba wynająć nietaniego jeepa, pokombinować lub, co ja sugeruję, pokonać odległości na piechotę. To kolejna szansa na naiwne odczucie włóczenia się w nieistniejącym już świecie. 2-3dniowe spacery z wioski do wioski uczą pokory i dystansu oraz szacunku do Gottlieba Daimlera.

Gdzie byśmy się w tej Swanetii nie znaleźli, czy to jakiś szlak, czy miasto, prawie cały czas towarzyszą Panowie Shkhara (5201 m), Dżangitau (5058 m), Szota Rustaweli (4960 m), Tetnuldi (4858 m) Asmashi i kilka innych smakowitych kąsków. Bardziej dociekliwy spacerowicz odnajdzie też nieco schowaną, rogatą Ushbę (4700 m). Zwany Matterhornem Kaukazu szczyt pochował już niejednego. Najbardziej ujmujące widoki na Ushbę czekają na górze wyrastającej za jeziorami Kobuleti. Jeśli zamierzasz się tam wybrać i lubisz białe szaleństwo nie zapomnij zabrać ze sobą nart. Na panoramiczny szczyt wspinali się razem z nami Gruzini, którzy postanowili urządzić sobie zjazd lodowcem do podnóża Ushby. Szkoda, że wcześniej nie powiedzieli jak planują się bawić. Nawoskowalibyśmy sanki i może przypomniały by się czasy zjazdów w rzeszowskim parku Sybiraków.

Wizualizacja:

Jeziora Kobuleti, Swanetia

Widok na jeziora Kobuleti. Uszczypliwie pozwolę sobie napisać, że równie dobrze mogłoby się to nazywać kałuże Kobuleti. Mimo wszystko miejsce jest profesjonalne.

Góra Ushba, Swanetia

Widok na majestatyczną Ushbę

Ushba z profilu, zdjęcie z jej szczeniackich lat

Miejsc do wędrowania jest sporo. W Mestii uruchomiono punkt informacyjny, gdzie za uśmiech dostać można turystyczne mapy i informatory regionu z zaznaczonymi szlakami. Pracownicy wiedzą wszystko. Jakie są czasy przejść z miejsca do miejsca, czy po drodze są strumienie z pitną wodą, gdzie znajdziemy kawałek płaskiego do rozbicia namiotu i tym podobne. Zdementować też można głosy o rzekomym niebezpieczeństwie. Gdzieś koło 2004 roku policja zastrzeliła herszta bandy lokalnych rabusiów i od tego czasu przyjezdni mogą eksplorować krainę bez obaw. Możesz przejść się pod jeden z wielkich lodowców, dotrzeć do podnóży najwyższych szczytów, urządzić sobie pielgrzymki do monastyrów, od których się w Swanetii roi, tropić niedźwiedzie, docierać do kolejnych wiosek lub znaleźć miejsce, gdzie nikt inny nie dotrze i siedzieć tam w zbudowanym własnoręcznie szałasie przez miesiąc.

Na deser jeszcze takie coś:

 

Trochę praktycznych informacji:

Dojazd do Mestii najlepszy jest Zugdidi. Marszrutki wyjeżdżają o 5:30 rano. Kosztuje coś chyba 15 GEL i te 150 km jedzie się przez 5-6 godzin. W weekendy można przylecieć tu samolotem. Mestia ma małe lotnisko, na którym lądują maszyny startujące z Tbilisi. Niesamowity lot nad całym, gruzińskim Kaukazem kosztuje 80-100 GEL. W drodze powrotnej najlepiej pytać miejscowych co, gdzie i za ile. Kilka osób przewozi też prywatnie.

Na trasie Zugdidi-Mestia nie ma stacji benzynowych. Jeśli jedziesz własnym autem pamiętaj o paliwie. W podbramkowej sytuacji można sobie jednak poradzić. Są miejsca, gdzie benzynę sprzedaje się w plastikowych butelkach.

Wszędzie można nocować w namiocie. Jeśli komuś przeszkadza na dziko nie ma problemów, żeby dogadać się z jakimś gospodarzem. Spora ilość mieszkańców dysponuje też wolnymi pokojami po naprawdę korzystnych cenach.

Sklepów i restauracji, przynajmniej w Mestii, nie brakuje. Zjeść pożywny posiłek można za 4-6 GEL. Jest też bank, w którym można wymienić pieniądze.

Do Ushguli i dalej da się dojechać autostopem, ale większość podróżnych decyduje się na jeepa.

Jeśli potrzebujesz informacji na temat Swanetii pisz, nie zwlekaj.

Więcej na temat Swanetii:

http://svanetitrekking.ge/

<<<Czytaj wcześniejszy post z Gruzji                                                          Czytaj kolejny post z Gruzji>>>

Mapa Swanetii:


Wyświetl większą mapę

O programie Bartek Szaro

Podróżuje, bo uważa, że poznawanie nowych miejsc i ludzi to najbardziej wartościowa rzecz jaką można robić w wolnym czasie. Obecnie pracuje nad książką o Polsce po prawej stronie Wisły.