Uduchowionym szlakiem – Kraków

Kraków w wielu dziedzinach przoduje w rankingach miast na mapie Polski. Na żadnym polu nie dystansuje jednak rywali tak bardzo jak w kategorii sacrum. Liczba kościołów, ich historia, różnorodność, skala i wpływ na losy naszego kraju sprawiają, że podróż uduchowionym szlakiem jest jednym z najbardziej interesujących sposobów na poznanie dawnej stolicy Polski.
Patryk Świątek
Patryk Świątek

Latest posts by Patryk Świątek (see all)

Na początku chciałbym Was prosić o oczyszczenie umysłów i wyobrażenie sobie, że nie żyjemy w kraju, gdzie kilkusetletnie kościoły mijamy codziennie i nie robią już na nas żadnego wrażenia. To, że my w Polsce tak mamy, to ewenement na skalę świata. Poza Europą jest zaledwie kilka miejsc, gdzie świątynie stanowią integralną część każdej dzielnicy czy osady. Tacy, na przykład, turyści z USA inaczej patrzą na kościół św. Wojciecha na krakowskim rynku z X wieku, jeśli najstarszy kościół w ich ojczyźnie powstał w 1797 roku. Wczujmy się na chwilę w ich pozycję.

Wyobraźmy sobie też, jak w tkance miasta wyglądały kościoły, powiedzmy, 500 lat temu. W Krakowie mieszkało wtedy około 20 000 osób. Większość ludzi zamieszkujących okoliczne wioski, za największy budynek jaki widziało w życiu uznawało komin domostwa swojego sąsiada, albo miejscowy kościółek. Któregoś dnia, taki nasz Pietrek z Rzeszotar zostaje wysłany na krakowski zamek z partią nowych sit do czyszczenia zboża, które jego wieś ma obowiązek dostarczać swoim panom. I co widzi? Gigantyczny kościół Mariacki z wieżami sięgającymi nieba. Nieziemskie, 300-letnie freski na sklepieniu kościoła świętego Andrzeja. Grupę franciszkanów w swoim gotyckim klasztorze, która może z powodzeniem machać do dominikanów, usytuowanych 100 metrów dalej w swojej cudownej bazylice. Katedrę na Wawelu, której dzwony brzmią jak huk burzy i wiele innych świątyń. Gdyby król zaprosił Pietrka do jednej z baszt swojego zamku, zobaczyłby on panoramę miasta, z której wyłaniają się kościelne wieże, jedne obok drugich i nic, absolutnie nic nie zasłania ich piękna i potęgi. Jeśli dziś, w czasach kiedy latamy w kosmos i za pośrednictwem internetu widzieliśmy już wszystko, co było warte zobaczenia, miliony turystów wciąż nie mogą wyjść z podziwu nad wspaniałością tych obiektów, co miał sobie myśleć Pietrek, kiedy zobaczył je po raz pierwszy wychodząc ze swojej wioski?

Właśnie z takiej perspektywy warto oglądać krakowskie kościoły. Zapewniam Was, że wyjedziecie wtedy ze stolicy Małopolski zadziwieni i dumni z naszego kraju jak nigdy wcześniej.

Kościół Mariacki

Naszą podróż rozpoczynamy od samego centrum miasta i kościoła Mariackiego. Jeżeli macie taką możliwość, polecam Wam wejść na Rynek od ulicy Szczepańskiej. Wtedy ogrom placu i bazyliki robi zdecydowanie największe wrażenie. Ten widok nigdy się nie nudzi.

Pierwszy murowany, romański kościół stał w tym miejscu już w XIII wieku, a obecna świątynia wznoszona była w sumie na przestrzeni 180 lat – od 1290 do 1478 roku – z późniejszymi, mniejszymi zmianami. Dla mnie, od czasów wycieczek w podstawówce, dwie fantazyjne wieże zostały zbudowane przez Kaina i Abla, więc znacznie wcześniej niż w średniowieczu. Legenda o dwóch braciach, którzy ścigali się kto zbuduje wyższą wieżę, aż do morderstwa z zazdrości, wydawała mi się tak podobna do tej biblijnej historii, że w mojej głowie tak się to zakodowało i siedzi tam do dzisiaj. Prawdziwości takiego stanu rzeczy w mojej wyobraźni zawsze dodawał fakt, że niemożliwym jest aby celowo w budowie świątyni zachowano taką asymetrię. Dzisiaj, właśnie ta wyeksponowana asymetria, wydaje mi się tym, co najbardziej wyróżnia kościół Mariacki, a dokładniej kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, na tle wszystkich świątyni chrześcijańskich świata i stanowi o jego unikatowości.

To ze szczytu wyższej wieży rozlega się słynny hejnał mariacki, grany każdego dnia co godzinę, na cztery strony świata. Wydaje się, że każde dziecko w Polsce zna legendę o trębaczu ugodzonym strzałą w trakcie najazdu Tatarów na miasto. Dorosłych urywana gwałtownie melodia potrafi jednak zaskoczyć. Jeszcze nie tak dawno pod wieżą usłyszałem stwierdzenie: „Słyszeliście? Urwało mu się, nie dokończył!”

Wnętrze kościoła robi niesamowite wrażenie. Szczególnie podczas większych uroczystości, kiedy wszystkie lampy w środku się świecą. W przeciwieństwie do większości tak wiekowych świątyni, tutaj jest bardzo barwnie. Różne odcienie błękitu, czerwieni, zieleni i złota mieszają się ze sobą w wymyślnych wzorach i wywołują w wiernych uczucie radości z życia w miejscu zadumy nad surową potęgą Boga, znaną z większości sakralnych budowli. W prezbiterium kościoła znajduje się największe arcydzieło rzeźbiarskie sztuki gotyckiej w Europie – ołtarz Wita Stwosza. W całej świątyni napotkamy jednak na dzieła znanych artystów: Jana Matejki, Stanisława Wyspiańskiego, Józefa Mehoffera, Giovanni Battisty Pittoniego, Jakuba Martensa, Hansa Suessa z Kulmbachu i wielu innych.

Na koniec zwiedzania Kościoła Mariackiego gorąco polecam wejść na jego wyższą wieżę, skąd rozpościera się wspaniały widok na Rynek Główny i cały Kraków. Przy okazji możecie złowić autograf od samego hejnalisty.

Bazylika dominikanów i kościół franciszkanów


Niespełna 5 minut piechotą od kościoła Mariackiego znajduje się szczególne miejsce na duchowej mapie Krakowa – plac Wszystkich Świętych. W 1222 roku przybyli tutaj z Bolonii pierwsi dominikanie. Niedługo potem, w 1236 roku, książę Bolesław V Wstydliwy ufundował tuż obok klasztor franciszkanom sprowadzonym z Pragi.

Mniej więcej w tym samym czasie i miejscu powstał także kościół pod wezwaniem Wszystkich Świętych. Przez 600 lat, do połowy XIX wieku, w promieniu 200 metrów stały tu obok siebie trzy kościoły. Wtedy to, niszczejący kościół Wszystkich Świętych został rozebrany i tak powstał obecny plac o tej samej nazwie.

Zarówno bazylika Świętej Trójcy (dominikanie) jak i Bazylika św. Franciszka z Asyżu (franciszkanie) miały podobne losy. Wybudowane w XIII wieku jako świątynie gotyckie na przestrzeni lat były rozbudowywane i odbudowywane po licznych pożarach. Obydwie najbardziej ucierpiały w wielkim pożarze Krakowa w 1850 roku i obydwie zostały odbudowane z datków mieszkańców kilka lat później. Zarówno przy jednym jak i drugim kościele znajdują się kompleksy klasztorne, w których obecnie żyją i działają zakonnicy.

Znakiem firmowym bazyliki franciszkanów są wspaniałe witraże Stanisława Wyspiańskiego, spoczywają tu szczątki błogosławionej Salomei oraz jej brata księcia Bolesława V Wstydliwego. W bazylice dominikanów spoczywa święty Jacek Odrowąż – pierwszy polski dominikanin, wielki Apostoł Słowian oraz książę Leszek Czarny.

Od prawie 800 lat zarówno franciszkanie jak i dominikanie przyciągają do swoich kościołów każdego dnia tysiące wiernych. W dzień powszedni odprawia się tu łącznie 14 mszy świętych. Codzienna „dwunastka” u dominikanów (start równo w południe) oprawą, liczbą wiernych i kapłanów celebrujących, niczym nie wyróżnia się od mszy niedzielnych. Z kolei na słynną, studencką „dwudziestkę” (niedziela, 20:20) czasem trudno zmieścić się do środka. U jednym i drugich braci niemal przez cały dzień, 7 dni w tygodniu można się wyspowiadać, zarówno tu i tu bardzo prężnie działają bardzo liczne duszpasterstwa dla najróżniejszych grup wiekowych i społecznych. Codziennie w klasztorach odbywają się prelekcje, spotkania, szkoły liturgiczne, wykłady z zakresu teologii czy psychologii.

Naprzeciwko kościoła franciszkanów znajduje się XIV-wieczny Pałac Biskupi ze słynnym oknem papieskim nad wjazdową bramą. To tutaj odbywały się  pamiętne nieplanowane spotkania św. Jana Pawła II z młodzieżą, którą to tradycję kontynuował zarówno Benedykt XVI, jak i papież Franciszek.

Katedra na Wawelu


8 minut spacerem z placu Wszystkich Świętych, mijając po drodze wspaniałą barokową fasadę kościoła Świętych Apostołów Piotra i Pawła, romański kościół św. Andrzeja z najstarszymi w Krakowie freskami z XII wieku oraz niewielki, gotycki kościół św. Idziego i voilà: jesteśmy na Wawelu.

„Najczcigodniejszy kościół Polski”, „prawdziwy panteon narodowy”, „budowla mająca największe znaczenie w historii Polski” – trudno nie zgodzić się z tymi określeniami bazyliki archikatedralnej św. Stanisława i św. Wacława na Wawelu. Od najdawniejszych dziejów naszego kraju, roku 1000, na królewskim wzgórzu stała świątynia, która była świadkiem wszystkich wzlotów i upadków monarchów Rzeczypospolitej. Pochowani są tutaj niemal wszyscy królowie Polski, od Władysława I Łokietka do Stanisława Leszczyńskiego, biskupi krakowscy, wodzowie, przywódcy polityczni i wieszcze narodowi. Cudem zdaje się fakt, że miejsce to przetrwało wszystkie dziejowe zawieruchy.

Możliwość znajdowania się tak blisko grobowców królewskich, przedstawiających postaci odgrywające najważniejsze role w ówczesnym świecie, nieprawdopodobnie działa na wyobraźnię. Tutaj, metr ode mnie, leży Władysław Jagiełło, który 600 lat temu stał na polu bitwy z Krzyżakami pod Grunwaldem. Mogę zobaczyć jego twarz, wyobrazić sobie, jak naprawdę wyglądał.

Zwiedzanie katedry to pozycja obowiązkowa. Warto jednak przy tej okazji zatrzymać się na chwilę u prawdziwego gospodarza tego miejsca, w Kaplicy Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu, którą omijają zwykle turyści z zagranicy. Można tam odnaleźć trochę spokoju i ciszy.

Kościół na Skałce


Według Wincentego Kadłubka, właśnie na Skałce Bolesław Szczodry zamordował w czasie nabożeństwa biskupa Stanisława, w wyniku czego wywołał bunt możnych i musiał opuścić kraj, a sam biskup został kanonizowany. Tutaj znajduje się jego sanktuarium, i stąd królowie Polski odbywali uroczystą pielgrzymkę do katedry wawelskiej przed swoją koronacją. Dzisiaj na Skałce znajduje się klasztor Paulinów, a w krypcie zasłużonych spoczywają szczątki wybitnych polskich artystów i twórców m.in. Jana Długosza, Stanisława Wyspiańskiego, Karola Szymanowskiego czy Czesława Miłosza.

Skałka jest też dobrym miejscem na chwilę przerwy w odkrywaniu miasta. Na placu przed kościołem w otoczeniu zielonego trawnika i wysokich drzew znajduje się sadzawka świętego Stanisława ze źródłem wody leczniczej bogatej w makro i mikro elementy.

Opactwo benedyktynów w Tyńcu


Po intensywnym czasie w ścisłym centrum, nasz duchowy szlak prowadzi za miasto, w cudowne i dzikie tereny Tyńca. Można tam dotrzeć samochodem, autobusem miejskim, tramwajem wodnym, ale jeżeli macie więcej czasu, to gorąco polecam wypożyczyć rower i przejechać piękną trasę rowerową wałami wzdłuż Wisły, aż do opactwa benedyktynów.

Klasztor, znajdujący się na wapiennym wzgórzu w zakolu Wisły ufundował najprawdopodobniej Kazimierz I Odnowiciel w 1044 r. Zatem już wkrótce tynieccy Benedyktyni będą mogli świętować 1000-lecie istnienia swojego opactwa! Na przestrzeni lat klasztorne zabudowania ulegały oczywiście licznym przebudowom i modernizacjom. Część pomieszczeń zajmuje obecnie muzeum, ale zwiedzać można cały klasztor. Godny polecenia jest też przyklasztorny sklepik, w którym można nabyć „Produkty Benedyktyńskie”. Część z nich to ładnie opakowane, zwykłe wyroby okolicznych dostawców, jednak znaleźć tam możemy także trudno dostępne, a bardzo cenione i skuteczne w leczeniu wielu schorzeń herbaty, maści, zioła, kosmetyki nalewki kapucyńskie, franciszkańskie, z receptury św. Hildegardy czy wyroby od Bonifratrów.

Obecnie opactwo benedyktynów w Tyńcu słynie z bogatej oferty rekolekcji i warsztatów odbywanych w komfortowych warunkach w odnowionych klasztornych murach. Coś dla siebie znajdą zarówno poszukujący zwykłej ciszy i spokoju, jak i pragnący pobudzić swoje życie duchowe. „Rekolekcje z Norwidem”, „Medytacje nad „Regułą” św. Benedykta”, „Ojciec Leon zaprasza do Tyńca”, „Rekolekcje z postem wg św. Hildegardy”, „Ostatki z mnichami”, „Weekendowa garść Bożego Słowa” czy „Pustynia w mieście. Rekolekcje w milczeniu” to tylko niektóre oferty z długiej listy dostępnych pozycji.

Erem kamedułów na Bielanach


Niedaleko Tyńca, po drugiej stronie Wisły, na Srebrnej Górze, dumnie wznosi się, górując nad Krakowem, jeden najwspanialszych na świecie barokowych zespołów architektonicznych – Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny z eremem kamedułów.

Miejsce niezwykłe nie tylko ze względu na wspaniałą architekturę i lokalizację, ale przede wszystkim surową regułę zakonną, jaką żyją znajdujący się w klasztorze bracia. Każdy z nich żyje w osobnym domku – pustelni. Na Bielanach jest ich 13, z czego 11 zajmują krakowscy eremici, dwa stoją puste. Ich dzień zaczyna się już o 3:30 co obwieszcza bicie dzwonów. Z innymi braćmi widzą się jedynie podczas mszy świętej, modlitw i kilku posiłków w ciągu roku spożywanych cała wspólnotą w refektarzu. Swoją drogę do Boga odkrywają poprzez pracę, modlitwę, lekturę, kontemplację, pokutę, post, samotność i zachowywanie milczenia. Klasztor kamedułów jest widoczny niemal z każdego punktu miasta, jeżeli wznieść się ponad najbliżej otaczające budynki. Niesamowitym zrządzeniem losu wydaje mi się fakt, że najbardziej wyeksponowana świątynia miasta kryje w sobie najbardziej odciętych od świata zakonników. Przez 6 lat, zerkając znad komputera z okna mojego pokoju, wpatrywałem się w to niesamowite miejsce zastanawiając się, co teraz robią żyjący tam eremici i co ich skłoniło do tego, żeby zrezygnować ze świata i wstąpić na drogę kontemplacji w ciszy i samotności. Karol Wojtyła powiedział kiedyś, że erem na Bielanach to piorunochron dla Krakowa, bowiem mnisi dzień i nocą zanoszą tam do Boga modlitwy, szczególnie w intencji zatwardziałych grzeszników.

Klasztor otwarty jest do zwiedzania, ale tylko dla mężczyzn i tylko 4 godziny w trakcie dnia (8-11 i 15-16). Kobiety mogą przekroczyć jego mury jedynie 12 dni w ciągu roku – w trakcie największych świąt. Od niedawna mężczyźni mogą też skorzystać z kilkudniowych rekolekcji w klasztorze, żyjąc regułą zakonną i spędzając czas na modlitwie i kontemplacji. Na świecie istnieje jedynie 9 klasztorów kamedułów, w których żyje łącznie 80 braci (połowa z nich to Polacy).

Przy bramie wejściowej do klasztoru wisi tablica z napisem: „Pustelnia nasza stanowi przystań, dla tych, którzy zmęczeni bałaganem świata, przychodzili tu, aby znaleźć się w obliczu Boga, aby rozważyć swoją udrękę i niedoskonałość, aby z ciszy naszej, z naszego spokoju czerpać otuchę do walki z ziemskimi utrapieniami. Obyś zyskał ją i ty, zadumany przed historią – zabłąkany przechodniu”.

Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach


Sanktuarium w Łagiewnikach to najlepszy dowód na to, że wiara w naszym świecie nadal jest żywa. Wydaje mi się, że większość z nas sanktuaria i szlaki pielgrzymek, kojarzy z miejscami i postaciami historycznymi. Mnie też zawsze wydawało się, że ich lista jest już raczej zamknięta i w czasach powszechnej laicyzacji, szczególnie w Europie nie ma szans, aby wybił się jakiś nowy ośrodek. Siostra Faustyna Kowalska na spółkę z Janem Pawłem II zagrali jednak wszystkim niedowiarkom na nosie i sprawili, że sanktuarium w Łagiewnikach staje się jednym z najważniejszym na mapie pielgrzymkowej Europy. W ciągu kilkunastu lat skromny klasztor Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia przekształcił się w ogromny ośrodek pielgrzymkowy. Wierni od rana do wieczora, 7 dni w tygodniu mogą skorzystać tu ze spowiedzi świętej, adoracji Najświętszego Sakramentu, wziąć udział w Eucharystii, licznych nabożeństwach, skorzystać z pomocy specjalistów w poradni psychologicznej, duchowej, uzależnień, z zakresu prawa, w sprawach zawodowych czy rodzinnych. Przy klasztorze funkcjonuje Dom Duszpasterski z hotelem dla pielgrzymów, salami konferencyjnymi i restauracją.

W bliskim sąsiedztwie Sanktuarium Miłosierdzia (5 minut spacerem) powstaje także Centrum Jana Pawła II: kościół św. Jana Pawła II, muzeum, instytut z biblioteką, kaplica, oratorium, centrum konferencyjne, centrum rekolekcyjne, centrum szkolenia wolontariatu, wieża z tarasem widokowym, obiekty hotelowe, amfiteatr na otwartej przestrzeni, plenerowa droga krzyżowa, kładka piesza, parkingi i inne obiekty. Z roku na rok Sanktuarium Bożego Miłosierdzia odwiedza coraz więcej pielgrzymów, a już teraz liczy się ich w milionach. Po zakończeniu prac nad Centrum Jana Pawła II w najbliższych dekadach Łagiewniki mogą stać się jednym z największych chrześcijańskich ośrodków pielgrzymkowych na świecie.

Powyższe pozycje to jedynie garstka z całej listy miejsc sakralnych, które warto zobaczyć w Krakowie. Na pewno sami odkryjecie w trakcie zwiedzania swoje perełki. Poniżej dorzucam Wam jeszcze kilka punktów na duchowej mapie miasta nie wymienione w tym tekście, które uważam za godne odwiedzenia:

  • Opactwo cystersów w Mogile
  • Cmentarz Rakowicki
  • Synagoga Stara
  • Kościół św. Katarzyny Aleksandryjskiej i św. Małgorzaty
  • Bazylika Bożego Ciała
  • Synagoga Izaaka
  • Cerkiew Prawosławna pw. Zaśnięcia NMP
  • Kościół św. Bernardyna ze Sieny
  • Cmentarze Remuh

Materiał powstał przy współpracy z Wydziałem Promocji i Turystyki UM Kraków w ramach akcji „Kraków Experience”.