Jak uniknąć rozczarowania w podróży?

podroz rozczarowanie

Kelner był niemiły. Na zdjęciach wyglądało lepiej. W pokoju nie domykało się okno. W dzień za gorąco, w nocy za zimno, w lodziarni ekspedientka się nie uśmiechnęła. Nie jest dobrze, gdy po powrocie z ust wczasowicza słychać głównie jęk zawodu. 

Ten tekst jest czwartym wpisem w ramach cyklu Lepsze podróże

Bartek Szaro
Również tu

Bartek Szaro

Podróżuje, bo uważa, że poznawanie nowych miejsc i ludzi to najbardziej wartościowa rzecz jaką można robić w wolnym czasie. Obecnie pracuje nad książką o Polsce po prawej stronie Wisły.
Bartek Szaro
Również tu

Nie pomylę się za wiele, jeśli napiszę, że każdy chce, by jego wyjazd był maksymalnie dopieszczony. To znaczy, żeby wszystko udało się jak najlepiej i żeby odwiedzone miejsca zwalały z nóg. Z reguły wyjazdy oznaczają urlop bądź czas wolny od szkoły. Czyli odpoczynek. A jeśli odpoczywać, to spełniając marzenia, bycząc się na plaży lub robiąc cudowne zdjęcia, by zachwycić swoich znajomych. Zdarza się, że rzeczywistość nie potrafi sprostać oczekiwaniom i wczasowicze wracają z wyjazdów niezadowoleni. Niespełnieni. Niedopieszczeni. Przeżywają podróżniczy klops. Nikt go nie chce. Więc jak go uniknąć?

Miejsce

Podstawą jest odpowiedni wybór miejsca. Często zdarza się, że jedziemy nie do końca tam, gdzie tak naprawdę chcemy. Nie do końca tam, gdzie jest to, czego naprawdę potrzebujemy. Warto zadać sobie szereg pytań:

-dlaczego tam jadę?

-czy odpowiada mi kultura kraju, do którego się wybieram?

-co się tam je?

-ile rzeczy trzeba ze sobą zabrać, żeby czuć się tam swobodnie?

-czy są tam komary? Jeśli tak, to czy dużo?

Czy jakiekolwiek inne pytania, które pomogą spersonalizować cel wyjazdu. Na podstawie odpowiedzi można wycyrklować obszar, który spełni oczekiwania. Albo da na to największą szansę.

Często również zdarza się tak, że ulegamy sugestii znajomych, którzy z zachwytem opowiadają o swojej podróży czy wakacjach i jedziemy w to samo miejsce, choć kompletnie nie jest ono dla nas. Doskonale jest się zainspirować czyjąś opinią, ale dla własnego dobra najlepiej ze dwa razy przemyśleć, czy to naprawdę będzie to, na co chcemy poświęcić swój cenny, wolny czas. I pieniądze.

Nie miejsce, a ludzie

Podobno dopóki się z kimś nie pojedzie w podróż, czy chociażby na wczasy, to nigdy się go do końca nie pozna. Tym razem nie traktujmy jednak wspólnego wyjazdu jako sprawdzianu znajomości. Łatwiej uniknąć rozczarowań wyjeżdżając z kimś, kogo się dobrze zna. Wiem, że nie zawsze jest taka możliwość, szczególnie przy tych bardziej zwariowanych pomysłach (pozdrowienia Monika Masaj), ale obierając za kompana osobę dobrze zaznajomioną zmniejszamy prawdopodobieństwo, że pojawią się tarcia psujące smak podróży. 

la defense

Nie przejmuj się

Podróż bardzo często wiąże się ze stresem, szczególnie u tych, którzy z rzadka się gdzieś wypuszczają. Sprawia to, że jesteśmy bardziej wyczuleni na wszelkie drażliwe sytuacje. Byle mankament potrafi zirytować i wyprowadzić z równowagi. Trzeba umieć trzymać dystans. To naprawdę nie ma żadnego znaczenia, że pomyliliśmy uliczkę, wsiedliśmy w zły autobus, musimy zapłacić 2$ więcej, czy ubabraliśmy spodnie o brudną barierkę. Pomyłki czy wpadki w podróżach zdarzają się cały czas. To normalne, gdy jesteśmy w nowych okolicznościach. Ale po 10 minutach każdy błahy błąd nie będzie miał żadnego znaczenia. Po co toczyć pianę i się pieklić? Zresztą żaden znajomy i tak tych brudnych portek nie zobaczy.

Internet kłamie

Większość zdjęć i filmów, które ogląda się przed wyjazdem nie pokazuje tego, co naprawdę zobaczymy. Najbardziej ekscytujące ujęcia powstają w długo wyczekiwanych warunkach, są odpowiednio zmontowane lub podkręcone. W rzeczywistości zobaczymy coś innego. Mniej spektakularnego. Będą inni turyści, będą śmieci, pewnie będzie też hałas, nierzadko smród. Można sobie zrobić sporą krzywdę licząc, że Taj Mahal, czy kanały Amsterdamu będą wyglądały tak jak na zdjęciach, czy klipach. Zajawki z internetu warto oglądać z delikatną ostrożnością. Nie umniejszając oczywiście osobom, które je tworzą.

Najczęściej wyjazdy sprawiają zawód, gdy to, co oglądamy i przeżywamy nie potrafi sprostać oczekiwaniom. Można by stwierdzić, że najlepiej jest mieć niewielkie oczekiwania, bo lepiej dać się pozytywnie zaskoczyć, niż przykro rozczarować. Prosta recepta. Jednak zbyt bierna. Podróż będzie dużo przyjemniejsza, a my sami będziemy mniej narażeni na niezadowolenie, jeśli oczekiwania i cele zostaną określone po głębszym zastanowieniu się. Łącząc to ze skupianiem się na pozytywach i balansem pomiędzy idealizowaniem miejsc, a trzeźwym spojrzeniem na rzeczywistość trzeba by było naprawdę się postarać, żeby wrócić z wyjazdu rozczarowanym.

 

 Zdjęcie nagłówkowe: Świnie leżące w korycie dopływu Gangesu. Haridwar. Fot. Patryk
 Zdjęcie w tekście: Dzielnica La Defense widziana z wieży Eiffla. Fot. Bartek

 

O programie Bartek Szaro

Podróżuje, bo uważa, że poznawanie nowych miejsc i ludzi to najbardziej wartościowa rzecz jaką można robić w wolnym czasie. Obecnie pracuje nad książką o Polsce po prawej stronie Wisły.
  • http://www.LosWiaheros.pl/ Andrzej Budnik

    Aż sobie przejrzałem ostatnich dwanaście zdjęć na swoim Instagramie ( https://www.instagram.com/loswiaheros/ ) i poza jednym (gdzie Alicja siedzi na polach lawendy) wszystkie powstały, spontanicznie… tak się akurat podróż ułożyła. Nie były ustawiane, nie czekałem godzinami na światło, nie wycinałem turystów. Są ładne, wręcz miejscami „pocztówkowe”, wywołane w Lightroomie, ale czy kłamliwe? No cóż… mam pewne wątpliwości.
    Może po prostu warto wybierać świadomie miejsca, które są z dala od tej bardzo masowej turystyki?

    Natomiast wiem chyba o co Ci chodzi.. o kadrowanie. O pokazywanie świata w wąskim ujęciu… ? O Taj Mahaj, który jest piękny na zdjęciu, a miejsce z którego jest robione to foto przypomina wysypisko? To chyba jest już problem podróżnika/reportera, który jedzie gdzieś w świat i zakrzywia rzeczywistość… to samo było z pokazywaniem zdjęć z granicy serbsko-węgierskiej. Najlepiej klikały się te w wąskim kadrze…
    Tak czy siak ważny temat! Fajnie, że go podjąłeś Bartek! 🙂

    • http://www.paragonzpodrozy.pl/ Bartek Szaro

      Na tyle dużo jest różnych miejsc, że tak jak piszesz, w niektórych „pocztówkowość” jest oczywista, a może i nawet wręcz nie do uniknięcia. Chciałem się jednak bardziej odnieść do tych miejsc, które przyciągają największe rzesze turystów, m.in za sprawą zdjęć wymuskanych. Widoki z takich fotografii rzadko można zastać na miejscu. Dlatego też pozwoliłem sobie skrobnąć słówko o tym, by mieć tego świadomość, bo to są bardziej kreacje niż rzeczywistość. Przykład Taj Mahal jest chyba tutaj dobry. Chociaż i tak na 100% warto to miejsce zobaczyć.

      Kadrowanie też potrafi zaskakiwać w negatywny sposób. Mnie akurat klikanie nie interesuje w ogóle więc pewnie zrobiłem się bardziej wyczulony na takie zagrywki.
      Dzięki za miłe słowo i pozdrowienia.

  • Ppp

    Odnośnie „Internet kłamie”:

    Bywają też sytuacje odwrotne – na miejscu obiekt okazuje się ciekawszy i ładniejszy, „niż wieści niosły”.

    Opisany w akapicie problem może dotyczyć tylko najbardziej sławnych zabytków – o pozostałych czasem mamy tylko kilkuzdaniowe wspomnienie z marnym zdjęciem lub bez zdjęcia. Albo wręcz trafiamy tak, jak ja w Gniewie – obok znanego zamku jest zupełnie nieznany, za to bardzo ciekawy kościół z rewelacyjnym, krzyżackim ołtarzem.

    Pozdrawiam.

  • http://www.bezpieczna-podroz.pl/ Magda Kajzer

    Najlepiej w ogóle się nie nastawiać, wtedy wyjazd nas zaskoczy. A takie narzekanie jest trochę wyrazem naszej polskiej mentalności. Lubimy sobie pomarudzić, powybrzydzać, znaleźć winnych całej sytuacji. Tak już mamy i chyba to się musi w nas zmienić. Aczkolwiek nastawienie również ważna rzecz, nie przeczę :).

  • Aga z podróżyszczypta

    🙂 na zdjęciach brak ludzi, a na miejscu taki tłok, że przecisnąć się nie da. Poruszyłeś ważną kwestię dotyczącą współtowarzysza podróży. Ja raz zdecydowałam się pojechać z osobą, która towarzystwo po przyjeździe było nie do zniesienia. I wtedy zrozumiałam dlaczego tak wielu ludzi podróżuje w pojedynkę 🙂 Pozdrawiam serdecznie.