Dogu Express

Bartek Szaro
Również tu

Bartek Szaro

Podróżuje, bo uważa, że poznawanie nowych miejsc i ludzi to najbardziej wartościowa rzecz jaką można robić w wolnym czasie. Obecnie pracuje nad książką o Polsce po prawej stronie Wisły.
Bartek Szaro
Również tu

Wstaliśmy wcześnie rano. Za 2 godz. odjeżdża pociąg, a my musimy jeszcze zmienić kontynenty. Brzmi jak zapowiedź morderczego wyścigu z czasem, ale w Stambule zajmuje to 15 min i kosztuje zloty dziesięć.

Dworzec Haydarpasa, z którego startują pociągi na wschód z zewnątrz wygląda jakby codziennie dojeżdżały tu 60-70 letnie lokomotywy pamiętające złote czasy Orient Expressu. Wygląda poważnie. Na dworcu, w tak wielkim mieście, leżącym na szlaku komunikacyjnym pomiędzy Europą, a Azją nie ma kantora. Poważnie.

Nasz pociąg startował kolo 9.  Dogu Express, bo tak nazywa się skład, przejeżdża przez całą Turcję, od Stambułu aż po Kars przy granicy z Armenią. Pokonuje ok. 1900 km, a według dokładnej rozpiski, która podaje godziny postojów w każdym mieście na trasie podróż powinna trwać 37 godzin. Podana była także informacja: odjazd 9.00 przyjazd 22:15. Nikt nie zaznaczył jedynie, że jest to 22:15 następnego dnia.

Turcy pytani o ten środek transportu sygnalizowali, że podróżują nim raczej niezamożni ludzie, nie ma luksusów, czasem zdarzają się awarie. Po tonie ich wypowiedzi  można było poznać , że traktują to w kategorii eskapady, a nie sposobu na przemieszczanie się. Super, o to nam chodziło. Wszystko to za 36.00TL (ok. 65zł). Wiecie, to zdecydowanie niska cena. To prawie 2000 km, a za te same pieniądze można przejechać się 21 razy stambulskim metrem, zjeść 9 balik ekmeków, albo wejść do Hagii Sofii prawie dwa razy.

Za tą cenę spodziewaliśmy się metra kwadratowego przestrzeni w bydlęcym wagonie nawet nie przy oknie. Do tego, zaraz po wyjechaniu ze Stambułu do wagonu wejść miało 5 zamaskowanych bandytów, zabrać nam plecaki, zaśmiać się prosto w twarz i zniknąć na następnej stacji w pustynnym krajobrazie (co się odwlecze to nie uciecze). Wchodzimy jednak do komfortowego, klimatyzowanego wagonu. Bilety sprzedawane są na miejscówki, nie ma możliwości żeby podsiadł nas jakiś nieustępliwy osiłek. Usadawiamy się w naszych fotelach, zapinamy pasy i jedziemy.

Początkowo atmosfera była sztywna jak pal, na który nabito Azję. Zajęliśmy się swoimi sprawami (czyt. jedzenie i słuchanie muzyki ), a jedyną ponadprogramową rozrywkę stanowiło dziecko siedzące 3 fotele przed nami wyjące jak syrena alarmowa. Według moich precyzyjnych obliczeń dopiero koło 28 godziny jazdy zaczęło się robić interesująco. Nieśmiało oblężenie rozpoczęła grupka dzieciaków. To jeden z tych momentów w podróży, kiedy to ty jesteś atrakcją.

Jedna z dziewczynek nieśmiało wypowiada niedawno poznane w szkole słowa: Whatś jur nijm ?

– Bartek

– Poortek , Poortek , Hi!

Turecki pociąg Stambuł- Kars

Jedno z ocalałych - zdjęcie relikwia

Od Kiedy przeszliśmy już na „ty” znajomość rozwijała się w przesympatycznej atmosferze. Dzieciaki śmigały po wagonie z uśmiechami od ucha do ucha od czasu do czasu grzebiąc nam w plecakach. Przeszkoliliśmy je błyskawicznie wpierw na modeli(świetne kreacje w przeciwsłonecznych okularach i kapeluszu), a następnie na fotografów. Po absolutnie każdym pstryknięciu nasi tymczasowi podopieczni zbiegali się do aparatu niczym zszokowani młodzi widzowie pragnący zobaczyć dno kapelusza, z którego przed momentem magik wyciągnął królika. Z czasem wzbudzaliśmy zainteresowanie coraz większej ilości pasażerów. Podrywały nas lokalne panienki, starsze kobiety częstowały przegryzkami, zdania po angielsku próbował budować Kurd. Tylko kelner regularnie i monotonnie recytował menu wagonika z jedzeniem, którym przejeżdżał przez wagony(czyt. nie dostaliśmy nic za darmo).

 

W późnych godzinach dojechaliśmy do Kars. Nawet nie udzieliło się nam negatywnie 4 godzinne opóźnienie. W Polsce po takich wrażeniach łatwiej byłoby kijem zawrócić Wisłę niż opuścić wagon z bananem na twarzy. Bardzo przyjemnie było wysiąść ze świadomością, że już jutro, już na pewno będziemy w Gruzji. Nic nie mogło przeszkodzić. Jeszcze tylko ten małokomfortowy nocleg w namiocie w parku pod dworcem i nazajutrz kolejny stempelek pojawi się w naszych paszportach. Uczucie dotarcia do celu jest motorem napędowym wielu rzeczy, które dzieją się później.
Dogu Express -genialny sposób na przejazd przez Turcję.

A na koniec mała zagadka matematyczna dla tych, którzy wytrwali do końca tekstu:
Przejechaliśmy 1920 km, zapłaciliśmy 36.oo TL i trwało to wszystko 40 godzin.
Szukane:
Ile zapłaciliśmy za przejechanie 1 km ?
Jaka była średnia prędkość pociągu ?

Osoba, która pierwsza prawidłowo odpowie w komentarzu otrzyma szlachetny tytuł Rachmistrza paragonu z podróży.

Więcej o tureckich pociągach:

http://www.tcdd.gov.tr/tcdding/index.htm – strona tureckiego PKP

http://seat61.com/Turkey2.htm – więcej o tureckiej kolei

http://www.turkeytravelplanner.com/trans/Train/dogu_ekspresi.html – kilka informacji o Dogu Express

                                                                                                                              Czytaj kolejny post z Gruzji>>>


Wyświetl większą mapę

O programie Bartek Szaro

Podróżuje, bo uważa, że poznawanie nowych miejsc i ludzi to najbardziej wartościowa rzecz jaką można robić w wolnym czasie. Obecnie pracuje nad książką o Polsce po prawej stronie Wisły.
  • Tomek

    3 grosiki za kilometr (przy założeniu 36 TL = 65 PLN), a do tego oszałamiające 48 km/h… Przykre, że w Gruzji spotkała Was taka niemiła „przygoda”, ale ryzyko zawsze jakieś istnieje, jak się nie jedzie na dwa tygodnie, żeby smażyć tyłek na plaży (sorry, na „wakacje”). Dobrze, że istniejecie jeszcze na tym świecie, czekam na kolejne paragony.

  • Pingback: Sakartwelo avtostopom ’11 | Przygody i opisy podróży autostopem i nie tylko | Paragon z podróży()

  • Robertzgurecki

    Czy ten pociąg posiada w składzie kuszetki ?

    • http://www.paragonzpodrozy.pl/ Bartek Szaro

      Tak, ma. Jak dobrze pamietam 10 zl drozsze niz normalne miejsca. Z tego co jednak slyszalem obecnie jest jakis problem z pociagami w Turcji.