Jak zwiedza się paryskie muzea? Cierpko

slimak orsay

Bartek Szaro
Również tu

Bartek Szaro

Podróżuje, bo uważa, że poznawanie nowych miejsc i ludzi to najbardziej wartościowa rzecz jaką można robić w wolnym czasie. Obecnie pracuje nad książką o Polsce po prawej stronie Wisły.
Bartek Szaro
Również tu

Mam za sobą już kilka wizyt w najważniejszych muzeach Paryża. Liczba wystaw i eksponatów, którym chciałbym się przyjrzeć jest tak duża, że musiałbym spędzić długie dni, aby poczuć ich prawdziwą wartość. O ile jestem w stanie wracać do Luwru, Wersalu, czy Pałacu Inwalidów jeszcze wiele razy by zwiedzać wnikliwie, o tyle nie wiem czy będę potrafił kiedykolwiek czuć się w nich na tyle swobodnie, że przyniesie mi to satysfakcję.

Wizyty w muzeach traktuję bardzo poważnie. Oglądanie efektów pracy najwybitniejszych rzemieślników i artystów oraz eksponatów, które odgrywały znamienną rolę w historii pozwala przyjrzeć się dziejom ludzkości z najbliższej odległości. Dzięki muzeom na wyciągnięcie ręki mamy rzeczy znane z lekcji w szkole i programów dokumentalnych. Jestem przejęty, gdy oglądam kamień z Rosetty czy kolekcję obrazów Giuseppe, bez których pewne rzeczy po prostu nie byłby takie same. Fascynuje mnie sytuacja, w której niczym w domowej szafie wiszą przede mną w muzealnych gablotach mundury napoleońskich marszałków, postaci kiedyś bardzo mi bliskich. To dla mnie chwile nie mniej wartościowe od poszukiwania przygód w nepalskiej dżungli czy rozbijania się na dziko w najpiękniejszych miejscach Islandii. Z każdej wizyty w muzeum, a szczególnie w tych najważniejszych, jak Luwr na przykład, który pełen jest wiekopomnych dzieł, chcę mieć jak najwięcej, chcę przyjrzeć się na swój sposób największej liczbie eksponatów i zrozumieć ich rolę, piękno oraz wyjątkowość.

wersal kaplica

wersal fotografowanie

Odwiedzając paryskie muzea spędzałem czas bardzo intensywnie, ale również postanowiłem przyjrzeć się temu, jaka jest jakość zwiedzania innych turystów. Skoro chodząc korytarzami Wersalu mamy rzadką możliwość oglądania wystaw czy ekspozycji, których nie da się zobaczyć nigdzie indziej a w dodatku przyjechaliśmy do Paryża z daleka żeby zobaczyć właśnie je (i rezygnujemy w tym czasie z innych atrakcji) to wydaje się, że zetknięcie się z nimi powinno pochłonąć. Zaczarować, automatycznie skłonić do refleksji lub przynajmniej do porównania swoich wyobrażeń z rzeczywistością. Mówiąc w skrócie wizyta w takim muzeum powinna być czymś przejmującym i czasochłonnym. Inaczej jest pustym przebiegiem. Przyglądałem się więc zwiedzającym zastanawiając się jaki jest ich model zwiedzania, na co zwracają uwagę i czym kierują się wybierając akurat to miejsce zamiast innego.

Mogę podzielić się spostrzeżeniami z trzech ważnych paryskich muzeów:

Luwru, który rocznie odwiedzany jest 9,5 mln razy, co daje ok. 30 tys. turystów dziennie

Wersalu, odwiedzanego przez 5 mln ludzi, 16 tys. osób dziennie

Muzeum Armii, działającego w Pałacu Inwalidów, odwiedzanego 1 mln razy w roku, 2700 osób dziennie.

wersal tlum

Spodziewałem się oczywiście zjawiska masowości, ale nie podejrzewałem trafnie, jaki jest jej bazowy kształt. Zdecydowana większość osób mijających poczet francuskich generałów, wyjątkowe starożytne rzeźby czy makiety przedstawiające ewolucję Wersalu nie jest tym zainteresowana. Zwiedzający nie zwracają większej uwagi na to, czym jest przedmiot którą przed sobą mają, nie czytają opisów, nie zwracają uwagi na sposób, w jaki jest wyeksponowana. Rozumiem, że nie zawiesza się oka kompletnie na wszystkim, to praktycznie niemożliwe ze względu na ogromną liczbę zabytków, nie wszystko też musi każdego interesować, ja na przykład z marszu pomijam zastawy, monety i biżuterię, ale zupełny brak poświęcenia uwagi przynajmniej tym najbardziej reprezentatywnym rzeczom jest dla mnie niezrozumiały. Ważne jest natomiast to by się z danym eksponatem sfotografować. Uwiecznić moment spotkania się z XVII w. francuską armatą, nagą rzeźbą, tronem Ludwika XIV. Na czym polega fenomen tych eksponatów, skąd wzięła się ich sława, dlaczego w ogóle znajdują się w tych muzeach? Tego do końca nie wiadomo. Zdjęcie z muzeum będzie jednak dowodem na to, że byłem, widziałem i… właściwie to wszystko. Przygnębiające.

wersal zabytki

Nieustanny ruch. Przez korytarze muzeów płynie wartkim nurtem rzeka zwiedzających. Tamuje się jedynie w okolicach bardziej znanych zabytków, gdzie odbywają się sesje fotograficzne, poza tym jej bieg jest niezaburzony. Ciężko za pomocą takiej metody spędzić w muzeum czas wartościowo. Żeby się przespacerować, rozprostować kości jak najbardziej – taki sposób się sprawdzi. Ale żeby poznać historię sztuki, militaria czy przybliżyć sobie rezydencję francuskich królów – na to są lepsze rozwiązania.

wersal turysci

Nieustanny ruch turystów tworzy też presję dla osób, które chcą na dłuższą chwilę przystanąć. Wyłamując się z tego pełznącego węża i zatrzymując by przyjrzeć bliżej jakiejś konkretnej ekspozycji traci się poczucie komfortu. Wszyscy idą, ja stoję – coś tu nie gra. Spróbujcie się skupić, kiedy w kilkumetrowej salce jesteście jedyną osobą przebywającą w niej dłużej niż minutę i w tym czasie przechodzi przez nią 100 osób bez zatrzymywania. Wprowadza to lekki stan niepokoju, przez co ciężej jest się skoncentrować, trudniej chłonąć. Odruchowo chciałbyś ruszyć za nimi by nie wyróżniać się. Nie pomyślałbym, że tłum może w ten sposób wpłynąć na moje samopoczucie w muzeum. Ta autosugestia by podążać za ludźmi, którzy tylko przechodzą przez kolejne pomieszczenia muzeum osłabia koncentrację, przez co w rezultacie zwiedzanie jest mniej satysfakcjonujące.

Sugerowanie się stadnym zachowaniem turystów przysłania też wysiłki pracowników muzeum, którzy starają się by było ono jak najbardziej ciekawe, przyjazne i pełne pasji. Spieszny pęd zwiedzających, którzy są wszędzie dookoła usypia spostrzegawczość. Trudniej w takich okolicznościach dostrzec ciekawą aranżację gabloty, pomysłową koncepcję ułożenia eksponatów czy świetną korelację pomiędzy natężeniem światła a charakterem epoki, której poświęcone jest pomieszczenie. Gonitwa dezaktywuje i rozstraja receptory. Znieczula. Nie jest to sposób, w który powinno się zwiedzać muzea.

selfie orsay

Tłum w zupełności by mi nie przeszkadzał gdyby turyści byli w muzeum faktycznie dla zwiedzania. Gdyby były one pełne osób odwiedzające je z zainteresowania myślę, że odwiedzałbym muzea jeszcze częściej, bo byłaby to wspaniała okazja do poznania ludzi o podobnych zainteresowaniach. Jeśli jednak zdecydowana większość tego tłumu jest przerażająco bezrefleksyjna, przypominająca w wielu momentach lemingi, nie widzę sensu by osoby takie w ogóle chodziły do muzeów i utrudniały zwiedzanie tym, którzy faktycznie przyszli je zwiedzać z jakiegoś powodu. Innego niż zrobienie sobie zdjęcia z Moną Lisą czy wstępu, „bo jest za darmo”.

wersal pomniki

Warto byłoby spróbować wprowadzić do niektórych muzeów taką testową funkcjonalność. Krótki test na temat wiedzy o muzeum i jego zabytkach. Najprostsze pytania z możliwych. 10 pytań. Aby uzyskać bilet wstępu należałoby poprawnie odpowiedzieć na 6. Można przystąpić do testu on-line, a można także na miejscu. Co jakiś czas pytania zmieniają się. Na pewno wpłynęłoby to na liczbę odwiedzających, ale część ludzi zmieniłaby podejście na bardziej świadome. A jeżeli komuś naprawdę zależy by oglądać wnętrza Wersalu czy Pałacu Inwalidów to postara się i znajdzie odpowiedź na te kilka podstawowych pytań. Z drugiej strony tylu ludzi odwiedza paryskie muzea rocznie. Ileż tracą nie wiedząc do końca, z czym mają do czynienia? Trzeba ich popchnąć w takim kierunku żeby zdawali sobie z tego sprawę. To nie roczna liczba odwiedzin muzeów się liczy, a to, co ludzie z tych wizyt wynoszą i w jaki sposób ich to później inspiruje lub wzbogaca. Temu właśnie mają służyć muzea. Szczególnie te najważniejsze na świecie.

O programie Bartek Szaro

Podróżuje, bo uważa, że poznawanie nowych miejsc i ludzi to najbardziej wartościowa rzecz jaką można robić w wolnym czasie. Obecnie pracuje nad książką o Polsce po prawej stronie Wisły.
  • Viv

    Po 1- Twoje podejście jest całkowicie niepraktyczne, też bym chciała aby było inaczej, ale utrzymanie muzeów – w tym zwłaszcza konserwacja eksponatów- jest po prostu koszmarnie droga, a zmniejszanie powszechności zwiedzania to drastyczny spadek dochodów, jeśli jesteś miłośnikiem sztuki to chyba serce by Ci pękło na myśl o tym, co się z całym owym dorobkiem mogłoby stać
    Po 2 – Utrudnianie wstępu do obiektów kulturowych nie służy rozwojowi społeczeństwa – co z tego że kilka-kilkanaście procent chętnych się przygotuje, ale co z resztą? Już wolę żeby jakiś gimnazjalista-ignorant trafił do muzeum z przypadku i pstrykał selfie dla zabawy niż żeby nigdy do takiego przybytku nie trafił, ponieważ nigdy nie ma gwarancji, że coś go w międzyczasie nie urzeknie i nie zmieni, na swój drobniutki sposób.
    Dla jasności, oddaję honor tekstowi i nie neguję stanowiska- jestem świeżo po wizycie w Luwrze i płakać mi się chciało, jak tłum chwilami dosłownie mnie odpychał od niektórych rzeźb, pomijając moją obecność na dziesiątkach zdjęć innych turystów, jednak pomimo rozdrażnienia, zawsze stoję na stanowisku, że jest to na tyle wspaniałe miejsce, że każdy powinien je zobaczyć- chociażby przelotnie.
    A poglądy w artykule są zwyczajnie (bez obrazy, bo lubię Twojego bloga 😉 snobistyczne.
    Lubię długo kontemplować dzieło i dać się ponieść aurze miejsca, a zdjęcie z Mona Lisą i tak mam – for fun. U mnie się to nie wyklucza.

  • Guest

    Rozumiem Twoje rozgoryczenie – mnie tez przerazaja te wszechobecne smartfony, selfie, wielkie grupy torujace droge, zgielk, halas itp. Ale wszystko ma swoje plusy – kiedy setki osob zbieraja sie kolo Mona Lisy, to mozna spokojnie sobie poogladac inne dziela Leonarda da Vinci w sali obok, albo Carravagia, o ktorym malo kto ma pojecie, a niektorzy myla go z Michalem Aniolem:) Przyznaje sie rowniez bez bicia, ze sama ‚biegalam’ jak szlona po Luwrze (przez 2 dni), bo i czasu malo, a wszystkiego nie da sie i tak zobaczyc, szukajac tych dziel, na ktorych najbardziej mi zalezalo. Po drodze zrobilam tez kilka zdjec, ale tak, by nikomu nie przeszkadzac, oczywiscie:) Twoje zdjecia ‚selfiarzy’ tez sa fajowe – muzea to dobre miejsca na ‚street photography’:)

    P.S. Mozesz usunac moje zdjecia, bo i tak jedno zaladowalo mi sie przypadkowo!

    • http://www.paragonzpodrozy.pl/ Bartek Szaro

      Nie lubię bardzo tego uczucia gdy wchodzę do muzeum i po przekroczeniu jego progu czuje się jakby ktoś powiedział „Czas start” sugerując żebym lepiej się sprężał. Ale niestety czasami tak jest. Teraz mam taką metodę zwiedzania, że wolę przykuć się do jednej części na dobre, niż leciwie przemknąć przez całość. A w przyszłości wrócić i zobaczyć resztę. Odpuszczam oglądanie innych miejsc, ale takie jak Luwr czy Muzeum Armii chcę znać bardzo dokładnie. Zawsze ten sam dylemat w podróży – jedno albo drugie. Cóż 🙂

      • http://boliviainmyeyes.wordpress.com/ Bolivia ‚In My Eyes’

        Ja zwiedzilam Luwr od A do Z, ale ominelam np. Muzeum Orsay, na ktorym bardzo mi zalezalo. Tez sobie je zostawilam na nastepna wizyte:)

  • http://napoleonica.historia.org.pl Drakaina

    „Skoro chodząc korytarzami pałacu tuileryjskiego…” Hmmm, interesujące. Tuileries zburzono w 1871 i do dziś ich nie odbudowano, nie ma nawet takich planów.

    A tak poza tym to wystarczy przyjechać poza sezonem i już nie ma kilometrowych kolejek do Wersalu, no i jak ktoś koniecznie musi, to w Luwrze nawet Giocondę zobaczy bez wielkiego tłumu.

    • http://www.paragonzpodrozy.pl/ Bartek Szaro

      Sorry, nie do końca to miałem na myśli. Dzięki za czujność, poprawiłem.

      Pojechanie poza sezonem nie jest rozwiązaniem. Wtedy ogrody nie żyją. A to ważne przy okazji wizyt tamże.

  • Roman

    Petersburg ? W mojej opinii lepszy…

  • http://lymkya.blogspot.com/ Lymkya

    Bardzo trafne ujęcie współczesnego stylu życia, podróżowania, zwiedzania… bycia? Co raz mniej osób, które nie ulegają instynktowi i jednak się zatrzymają, ignorując tłum. Pozdrawiam ciepło 🙂

  • http://boliviainmyeyes.wordpress.com/ Bolivia ‚In My Eyes’

    No to sobie pospamowalam! Disqus sucks!:)

    • http://www.paragonzpodrozy.pl/ Bartek Szaro

      Jak to? Przed chwilą się wyświetlało prawidłowo.

      • http://boliviainmyeyes.wordpress.com/ Bolivia ‚In My Eyes’

        Probowalam usunac zdjecie, ale sie da, wiec usunelam w Disqusie komentarz, by go wkleic ponownie juz bez zdjec. Na nic sie to zdalo, bo Disqus po prostu zmienil mnie na ‚goscia’, a komentarz pozostal:)

  • martyna

    Racja, niestety każdy zwiedza jak chce. Warto znaleźć przestrzeń dla swojego stylu zwiedzania mimo wszystko i zapomnieć na chwilę o tłumie 🙂

  • http://po-polkulach.eu/ Robert Klimkiewicz

    Taki muzealny „czas – start” przeżyłem w Londynie w ubiegłym roku. Mało czasu, a dużo do zwiedzania. O ile Muzeum Alberta i Victorii zobaczyłem na spokojnie, to już Muzeum Brytyjskie, które okazała się milion razy ciekawsze, zaliczyłem w połowie i to biegiem. Jak teraz na to patrzę, to było to bez sensu. Mogłem wcale nie wchodzić i zostawić je sobie na następną wizytę. A tak tylko biegałem „byle tylko zobaczyć więcej”.

    Nigdy więcej. Jak muzeum, to tylko mając czas. Dlatego Narodowe Muzeum w Londynie odpuściłem.

  • Daria

    Ja to samo przeżyłam w Rzymie, rok temu, ale mówiąc szczerze, nie była to moja wina. Kiedy wykupuje się wycieczkę objazdową przewodnik tak układa plan, by jak najwięcej pokazać podróżującym. Nie zależy mu, by dać człowiekowi choćby pół godziny więcej w danym miejscu, bo on już to widział setki razy. I niestety, nawet kiedy część grupy chciałaby zostać czy to w muzeum, czy to w katedrze, czy przy pięknej fontannie chwilę dłużej, przewodnik krzyczy ,,nie wolno, mamy grafik” i ciągnie ludzi dalej.

  • oskar

    Każdy jest wolnym człowiekiem i ma prawo do zwiedzania w taki sposób jaki mu się podoba. Muzea otwarte zostały dla ludu a nie tylko dla tych którzy posiadają wiedzę. Mam świadomość że jest to brutalne ale niestety nie ma innego wyjścia, jedyna alternatywa jaką można zaproponować są wirtualne wizyty online które pozwalają kontemplowac dzieła bez limitu.
    Selfi ciągle nie odnalazło się w polskiej kulturze muzealnej, nie licząc akcji muzeum narodowego w Warszawie. Jest to marketing który w dzisiejszych czasach przyciąga. The National gallery w Londynie było jedną z konserwatywnych galerii gdzie zdjęć nie można było robić do czerwca ubiegłego roku, trzeba porównać statystyki odwiedzin po zniesieniu zakazu 🙂

  • au Soleil

    Podpisuję
    się pod tym tekstem. Ostatnia wizyta w Muzeum Narodowym na wystawie
    Olgi Boznańskiej wzbudziła we mnie podobne refleksje (choć oczywiście
    nie można tego porównać do paryskich wystaw). Widać było, że większość
    osób nie pojawiła się tam by obcować ze sztuką, a jedynie by móc później
    obwieścić, że wystawę a i owszem widziały. I choć osobiście wielką
    fanką malarstwa Boznańskiej nie jestem to wystawa w ciekawy sposób
    pokazywała jak malarka nawiązywała dialog z innymi artystami czy
    dziełami. Były więc obrazy m.in.: Whistlera czy Renoira, ale nieliczni tylko na nie spoglądali i zastanawiali się nad tym dlaczego się znalazły w tym miejscu.
    Prawdą jest jednak, że każdy ma prawo zwiedzać tak jak mu się podoba. Może quizy to trochę radykalny pomysł, ale gdyby tak wprowadzić quizy w wybrane dni tygodnia, i w taki sposób ułatwiać zwidzenia tym naprawdę zainteresowanym…

  • http://www.bezpieczna-podroz.pl/ Magda Kajzer

    Jaką atrakcją jest selfie w muzeum? A już myślałam, że widziałam wszystko. Wydaje mi się, że ludzie idą tam tylko się polansować, a nie zwiedzać, podziwiać. Cóż….XXI wiek.

    • dawid

      Byłem teraz w Barcelonie i jest nowa moda na selfi. Wszyscy chodzą bib robią sobie zdjęcia na tle np. Krzyża. Ludzie nie wiedzą co zwiedzają tylko się lansuja ze byli vw takim muzeum czy miejscu

  • Karmen

    Dla mnie najgorszy we wszystkich paryskich muzeach był brak angielskich podpisów. Przy takiej ilości turystów mogli by chyba sobie na to pozwolić!

    Obczaiłam za to strategię, według której w takich przypadkach idę „z tłumem” ale kilka razy, zaznaczając na planie miejsca, do których chcę wrócić „następnym kursem”

  • Barbara Pióro

    Kiedy zwiedzałam Luwr i Wersal kilka lat temu, nie było jeszcze tej plagi smartfonów i selfie, choć aparaty (z flaszem!) były na porządku dziennym. Ten bezmyślny tłum jest rzeczywiście przygnębiający, ale mieliśmy na to kilka sposobów, np. do Luwru się chodziło w piątek wieczorem, kiedy był darmowy wstęp dla studentów (czasem nawet można było negocjować, jeśli się ciut przekroczyło przepisowe 26 lat) i chodziliśmy tylko do ulubionych sal, po kilka razy, dla klimatu. Czyli przede wszystkim Mezopotamia i rzeźba antyczna (głównie ze względu na możliwość rysowania). To zresztą było bardzo klimatyczne, bo wtedy było mnóstwo rysujących rzeźby studentów, fajna sprawa. A Wersal to po prostu poza sezonem, choć pewnie wtedy traci się trochę na ogrodach…