Praca na cmentarzu czyli jak połączyć przyjemne z pożytecznym

Bartek Szaro
Również tu

Bartek Szaro

Podróżuje, bo uważa, że poznawanie nowych miejsc i ludzi to najbardziej wartościowa rzecz jaką można robić w wolnym czasie. Obecnie pracuje nad książką o Polsce po prawej stronie Wisły.
Bartek Szaro
Również tu

A gdyby tak weekendowy wyjazd przeznaczony na dreptanie po szlakach i pstrykanie zdjęć zamienić na pracę społeczną przy konserwacji cmentarza? W Beskidzie Niskim, i nie tylko, działa Stowarzyszenie Magurycz, któremu można pomóc przy pracach renowacyjnych łemkowskich nekropolii. To doskonała okazja by zrobić coś dobrego dla gór i dla samego siebie.

Nie trzeba być omnibusem by wiedzieć czym była akcja „Wisła”. Głównie w roku 1947 Beskid Niski przymusowo opuścili niemal wszyscy Łemkowie pozostawiając po sobie gospodarstwa, dobytki, tęsknotę, a także cmentarze. Z tą historią nie jesteśmy należycie rozliczeni, lecz nie powinno to wpływać na stosunek do opustoszałych łemkowskich włości, a raczej okruchów, które z nich pozostały.

Szymona Modrzejewskiego, który jest głową i motorem napędowym Stowarzyszenia Magurycz, poznałem przypadkiem. Gdy pierwszy raz w tym roku byłem w Beskidzie, trochę niechcący, znalazłem się we wsi Nowica. Zwrócił moją uwagę jego dom. Postanowiłem zapukać i tak rozpoczęła się moja przygoda z kamieniarstwem i konserwacją cmentarzy. Totalny zbieg okoliczności. To cudne gdy spotyka się kogoś, kto w dwie godziny potrafi przenieść w inny nieznany wcześniej wymiar. W ogóle to pamiętajcie, że cały świat składa się z wielu małych światów i znajomość tego jednego, nadrzędnego świata to suma wiedzy o tych światach mniejszych. Jak cząsteczka zbudowana z atomów. Taką ostatnio wyznaję filozofie.

Lubię w wolnym czasie pójść na cmentarz. Jest w nich coś magnetycznego, szorstkiego, a zarazem błogiego. Im cmentarz jest starszy i bardziej zapuszczony, tym jego moc oddziaływania jest większa. Szczególnie po ciemku, gdy na dodatek wieje wiatr. Dreszczyk emocji gwarantowany.

Dlatego też z przyjemnością odwiedzałem łemkowskie cmentarze w Beskidzie Niskim. Miały odmienny klimat, totalnie inny styl. Mogły mi się podobać lub nie podobać wizualnie, być bardziej mroczne lub mniej. To były jednak wciąż kamienne krucyfiksy i nic nie znaczące inskrypcje. Sprowadzało się to do konkluzji, że wszystkie cmentarze, wyłączając ich ulokowanie i liczbę nagrobków, nie różniły się niczym. Krzyż jak krzyż. Grób jak grób.

Pomyślałem, że skoro już trafiłem do domu kamieniarza to wypadałoby coś z tym zrobić. Spotkanie zainspirowało mnie do zgłębienia tematu, przynajmniej powierzchownie, i tknęło we mnie chęć popracowania na obozie konserwatorskim. W końcu gdzie lepiej zrozumiem problematykę beskidzkiej sztuki sepulkralnej jak nie wśród ludzi, którzy zajmują się tym od lat? Zdecydowałem się pojechać na obóz Magurycza i popracować przy renowacji cmentarzy w Skwirtnem i Regetowie Wyżnym. Stowarzyszenie organizuje takie obozy regularnie. Wcześniej przeczytawszy książkę o kamieniarzach z Brusna (o czym więcej niżej) wybrałem się popracować społecznie będąc przekonanym, że będzie to zarówno pożyteczne, przyjemne jak i pouczające.

Znalazłem przynajmniej 8 powodów, dla których warto było to zrobić i każdy z nich znalazł potwierdzenie na miejscu. Oto one.

1. Praca na świeżym powietrzu

Najbardziej prozaiczny powód. Człowiek cały czas jest w ruchu. Siłownia za darmo. Jak nie dźwiganie ciężarów to szorowanie powierzchni płaskich. Następny obóz rozpoczyna się tuż przed wakacjami. To idealna okazja by zbudować formę przed sezonem plażowym. Kompletnie anty-kanapowy kierunek spędzania czasu.

spanie na cmentarzu

Obozowisko. Cóż jest potrzebne więcej?

2. Cmentarz łączy ludzi

Na każdy obóz przyjeżdża od kilku do kilkudziesięciu osób z całej Polski. Ludzie, których spotyka się w bardzo odludnych miejscach (zdarza się, że z remontowanego cmentarza do najbliższego sklepu jest kilka kilometrów) i spędza się z nimi czas w warunkach pracy wybitnie wyjątkowej, zawsze wchodzą do głowy bardziej niż ci chociażby poznani w barze. Łączy wspólny wysiłek, rozwiązywanie przytrafiających się problemów, fajrantowe rozmowy przy ognisku. Nie ma miejsca na indywidualizm, bez współpracy i dobrych chęci wszystkich uczestników po prostu nie ma sukcesu. Nowe przyjaźnie zacieśniają się. Kto wie? Może nawet udałoby się znaleźć na cmentarzu miłość? To by był dopiero przypadek. I dla tych ciekawych znajomości też można na cmentarz pojechać.

okopywanie nagrobkow

Jeden z pierwszych etapów remontu. Okopywanie nagrobków.

3. Kamienie są lekkie

Praca przy konserwacji w dużej mierze wiąże się z dźwiganiem, przesuwaniem, nastawianiem czy obracaniem kamieni składających się na nagrobek (Panie proszę bez strachu – tym zajmują się Panowie). Podstawy, cokoły czy krzyże potrafią ważyć po kilkadziesiąt kilo. Ktoś, kto nie jest stałym bywalcem klubu gym&fitness może łatwo usprawiedliwiać swoją niemoc zbyt pokaźnym ciężarem elementu, który trzeba obsługiwać. Sęk tkwi w tym, że nawet ważące po kilkadziesiąt kilogramów piaskowce czy wapienie są lekkie. Naprawdę! I tego, jeśli się chce, można nauczyć się na Maguryczu. Nie ma ciężaru, z którym na cmentarzu nie można byłoby sobie poradzić. Jedne rzeczy pójdą szybciej, mniejszym wysiłkiem, przy innych nie obejdzie się bez wylania z siebie butelki potu czy użycia prostych mechanizmów dźwigniowych ale koniec końców nie ma kamieni za ciężkich by je przenieść lub przestawić. Ma to też uniwersalne przełożenie na życie codzienne. Po powrocie, przy odrobinie sprytu, może okazać się, że nie ma problemów zbyt skomplikowanych. Tak myślę.

cmentarz skwirtne

Trzeba wyczyścić…

4. Odwyk od codzienności

Zero komputerów, telewizorów. Za to brzęczące nad głową pszczółki i przyroda. Chcąc uciec od cywilizacji, zgiełku miasta, czerwonych świateł, urzędów, natłoku informacji i billboardów przy rondach, nie tracąc przy tym kontaktu z ludźmi, wyjazd na obóz Magurycza będzie jak znalazł. W ogóle nie ma potrzeby martwić się takimi rzeczami jak prąd czy gaz bo nagle okazuje się, że są zupełnie zbędne. Posiłki przygotowywane przy ognisku po kilkugodzinnej pracy smakują jak Obiady Czwartkowe, a chłodne piwo na zakończenie dnia wchodzi jak nóż w masło. Taki rodzaj pracy fizycznej to też dobry sposób na oderwanie się od męczących duszę spraw, na złapanie oddechu gdy przychodzi refleksja, że życie zaczyna toczyć się zbyt szybko i niekoniecznie po naszej myśli. Cmentarz uspokaja.

klejenie nagrobka

… i skleić.

5. Wiedza

W parze z rękawicami w niezbędnym ekwipunku na obóz powinien być też gruby zeszyt i 3 długopisy. Na każdym kroku czekają niespodzianki z zakresu wiedzy o kamieniarstwie. O tym jak się z kamieniem obchodzić, motywach wykorzystywanych przy obróbce, sposobach jego konserwacji, charakterystycznych detalach pozwalających dostrzegać różnice między prostą, rzemieślniczą robotą a ręką mistrza lokalnego kamieniarstwa. Nie powiem żeby po zakończeniu obozu można było wrócić z wiedzą fachowego rzemieślnika, ale to, czego się człowiek podczas pracy dowie, pozwoli zupełnie inaczej patrzeć na nagrobki przy okazji wizyty na JAKIMKOLWIEK cmentarzu. Kompletna zmiana punktu widzenia.  Na zupełnie przecież estetyczne, pobielone wapnem bądź pokolorowane ultramaryną, przydrożne krzyże pozostanie tylko psioczyć a prześledzenie kształtu nagrobka czy sposobu wykucia inskrypcji może pomóc ustalić z jakiego ośrodka kamieniarskiego pochodzi grobowiec. Dobrze jest mieć szersze pojęcie w każdej dziedzinie, w kamieniarstwie także.

sklejona podstawa

Ale do końca jeszcze daleka droga.

6. Pożytek – coś może być również „dzięki Tobie”.

Co by było z tymi cmentarzami gdyby nie stowarzyszenia takie jak Magurycz? Znawcą nie jestem, ale logika podpowiada, że gdyby nie takie działania wiele z nich straciłoby jakąkolwiek rację bytu a cokoły nagrobków służyłyby już tylko pasącym się krowom jako drapaczki (taką scenę zresztą widziałem). Nieocenione są zasługi kamieniarzy i wolontariuszy porządkujących oraz pielęgnujących cmentarze. Ocala się od zapomnienia kawał historii i tradycji kamieniarskiej. Praca z taką świadomością daje nieprawdopodobną satysfakcję. Przykłada się rękę do utrwalania bytu pewnej części świata. „Mikroświata” lokalnego co prawda ale przecież cały świat z takich „mikroświatów” się ostatecznie składa. Pracując przy remoncie można sobie powiedzieć: „Robię rzecz ważną. Między innymi dzięki także mnie to miejsce ma szansę przetrwać jeszcze „-dziesiąt” lat a i inni o nim nie zapomną tak łatwo”. To bardzo wartościowa rzecz. Jeśli ktoś twierdzi, że kocha góry, czuje się tam znakomicie niech śmiało poświęci trochę czasu by pomóc poprawić kondycję miejsc, które tego potrzebują i do których z przyjemnością po latach będzie można wrócić.

remont nagrobka

Pierwszy nagrobek, który miałem przyjemność remontować.

7. Zostaw serce na cmentarzu

Nie da się uniknąć myśli na temat osób, których nagrobki się czyści i równa. To dość intymna sprawa rozbierać i składać pomnik upamiętniający czyiś żywot. Do osób zmarłych ponad 100 lat temu (często takie nagrobki się konserwuje) można się w jakiś dziwny sposób przywiązać. Na myślenie o tym kim była osoba pochowana tuż pod twoimi stopami czasu nie brakuje. Pociąga to za sobą lawinę rozmaitych spirytystycznych refleksji, kontemplacji cienkiej linii między życiem a śmiercią o której na codzień zapominamy tak łatwo. A to zostaje w pamięci i nadaje dodatkowy sens wykonywanej pracy.

Cmentarz, którego człowiek remontu się podejmie, po zakończeniu prac nie będzie już tylko miejscem pochówku ludzi z okolicznej, często już z resztą nieistniejącej wsi. Myślę, że urasta do rangi jednego z najważniejszych miejsc jakie się odwiedziło w życiu. Nabiera wymiaru osobistego. We mnie dziś cmentarz w Regetowie Wyżnym budzi gorętsze emocje niż widok wieży Eiffla z Montmarte. I kiedy na ten cmentarz przyjadę za 5,10 czy 15 lat to z pamięci nadal nie znikną poszczególne etapy remontowania nagrobków, wysokość trawy, dźwięk uderzania w dłuto młotkiem czy nawet pogoda. Po czasie przyjemnie będzie zobaczyć czy robota dała trwały efekt czy jednak temu nagrobkowi po prawej krzywo ułożono podstawę i znowu ciągnie go do ziemi. Łatwo się przywiązać, uznać takie miejsce za jedno ze „swoich” na tym ziemskim padole.

cokol nagrobka skwirtne

Kim właściwie była ta piękna Pani?

8. Dłutem i szczotą za wikt i opierunek

I na koniec: można za darmo pobyć w miłych okolicznościach przyrody. Wyjść z domu niemal bez niczego, spać pod chmurką, w zaimprowizowanym szałasie bądź w okolicznym zaprzyjaźnionym przybytku. Z głodu też nikt nie padnie. Biwakowe specjały są serwowane trzy razy dziennie. Czyż nie wpasowuje się to również pięknie w ideę taniego podróżowania?!

cmentarz w regetowie

Widok prawie skończonej pracy napawa dumą.

Następny, 71-szy obóz Magurycza, rozpoczyna się 29 czerwca w Wierzbicy w gminie Lubycza Królewska w województwie lubelskim. Gorąco zachęcam do wzięcia udziału w remoncie tego cmentarza, szczególnie tych, którzy nie mają jeszcze planów na początek wakacji. Można przyjechać choćby na jeden lub kilka dni. Nie pożałujecie!

Tutaj wydarzenie na fejsie: 71-szy obóz Magurycza. Śmiało można dołączać.

Zanim się jednak wybierzecie polecam Wam arcyciekawą książkę wydaną przez Stowarzyszenie, która znacznie ułatwi wejście w świat sztuki sepulkralnej (tak na marginesie – uwielbiam tą okładkę). Książkę nabyć można na ich stronie. Jeśli ktoś z Lublina to chętnie pożyczę.

ksiazka magurycz

Brusno. (Nie)istnienie w kamieniu. @Materiały Stowarzyszenia Magurycz

Widzimy się końcem czerwca?

O programie Bartek Szaro

Podróżuje, bo uważa, że poznawanie nowych miejsc i ludzi to najbardziej wartościowa rzecz jaką można robić w wolnym czasie. Obecnie pracuje nad książką o Polsce po prawej stronie Wisły.
  • Aniaa

    Świetna sprawa!

  • ani135

    Szkoda tylko, że podczas remontu krzyża zapomina się o napisach, które często podczas takich renowacji zostają zniszczone. Podczas piskowania tych krzyży napisy zostają zatarte i potem są nieczytelne. W latach osiemdziesiątych chodząc po starych cmentarzach w beskidzie było wiele starych nagrobków i były czytelne napisy.
    Potem pozwolono w latach 90 je wyrzucać, bo nie było opłat za miejsce na cmentarzu. Wiele bardzo pięknych i wartościowych nagrobków wtedy zostało zniwelowane, a te co zostały nie mają czytelnych napisów, a szkoda.Powinno się je restaurować i to jest piękna i wielka sparawa, ale też powinno się zachować oryginalne napisy – bo to świadczy o tym kto tu leży, lub z jakiej przyczyny został postawiony dany krzyż, a na Łemkowszczyźnie stoja krzyże postawione np, w podziękowaniu za powrót do domu z wielkiej tulaczki za oceanem, lub z innych ważnych powodów.Serce się kraje jak widziałam w latach 2010-2011 takowe krzyże pięknie odrestaurowane, białe , wypiaskowane, ale bez napisow jakie czytałam w latach 80…. a szkoda…….

    • Desia

      Spokojna głowa o napisy. Magurycz o nie dba wyjątkowo.