O nagrodach wszelakich słów kilka

Patryk Świątek
Patryk Świątek

Latest posts by Patryk Świątek (see all)

Ostatnio wokół Paragonu kręciło się i kręci sporo tematów konkursów, rankingów i nagród. Miesiąc temu otrzymałem w Poznaniu za Paćmana nagrodę Rowertouru za najlepszą podróż rowerową po Polsce w 2013 roku, wczoraj wróciłem z gali Bloga Roku 2013, w której występowałem w roli jurora, a w międzyczasie zostaliśmy nominowani do Travelerów, organizowanych przez National Geographic, za najlepszy blog podróżniczy w 2013 roku. Przy tych okazjach pojawia się nam w głowach wiele pytań. Czy nagrody są w ogóle potrzebne? Czy należy się nimi chwalić, czy raczej robić swoje i nie przykładać do nich większej uwagi? Poniżej moje osobiste przemyślenia na ten temat.

Po wygranej w Blogu Roku (2012 rok) myśleliśmy, że temat nagród i wyróżnień mamy już za sobą. Nie zamierzaliśmy zgłaszać się więcej do żadnych konkursów, bo byłby to raczej krok w tył niż podążanie naprzód. W końcu zostaliśmy uznani za najlepszy blog w Polsce w największym (i chyba jedynym poważnym) konkursie tego typu w naszym kraju. Dostaliśmy niesamowitego kopa na rozpęd i bezcelowym wydawało się nam udowadnianie sobie w kolejnych plebiscytach, że to co robimy jest dobre. Jednak jakiś czas temu okazało się, że bez naszej wiedzy i jakiegokolwiek naszego udziału zostaliśmy nominowani do Travelerów – konkursu uznanego i szanowanego w środowisku podróżniczym. Tutaj zarówno nominowaną piątkę jak i zwycięzcę konkursu wybiera jury.

Długo rozważaliśmy co z tym fantem zrobić. Cieszyć się z nominacji, wrzucać posty na FB licząc na setki lajków i ostateczną wygraną, czy przejść obok tego wydarzenia, na które i tak nie mam żadnego wpływu. Oliwy do ognia dodał opis naszego bloga w miesięczniku i na stronie Travelerów, który zdecydowanie za mocno pachnie tym z przed 3 lat lat, kiedy wygrywaliśmy Bloga Roku, a przecież przez ten czas nie staliśmy w miejscu. Kiepsko trochę wygląda opis bloga bazujący na jego treści z przed trzech lat. Poza tym z 4 dni w Liverpoolu za 40 zł zrobił się tydzień, a wyjazdu do Maroka za 200 zł jakoś nie możemy sobie przypomnieć. Fakt, polecieliśmy do Maroka za 160 zł, ale na miejscu wydaliśmy jednak więcej niż 40 zł. Niby naciągnięcie na naszą korzyść, niby można by siedzieć cicho, ale jednak chcielibyśmy być doceniani za rzeczy, których faktycznie dokonaliśmy, a rzetelność w środowisku podróżniczym jest ważna.

W tym momencie kusiło powiedzieć: „zły Traveler, dość tych na nagród, dajemy sobie siana”. Ale kiedy zacząłem pisać ten tekst i zagłębiłem się w pokrętną historię naszego bloga, uświadomiłem sobie, że tak naprawdę były one kamieniami milowymi w jego rozwoju. Jak pewnie już większość z Was słyszała w naszą pierwszą wspólną podróż z Bartkiem ruszyliśmy tuż po maturze i mimo, że chodziliśmy do jednej klasy prawie w ogóle się nie znaliśmy. Przez 17 dni jeżdżąc stopem po Bałkanach przeżyliśmy masę przygód, ale po powrocie do domu każdy z nas wrócił do swoich odrębnych światów. Nie zaczęliśmy się częściej widywać i planować kolejnego wyjazdu. Pod koniec tamtych wakacji jeden ze znajomych słuchając moich opowieści powiedział, że koniecznie muszę napisać relację na konkurs do miesięcznika (nie inaczej, właśnie tego!) NG Traveler.

Napisałem i relacja 17 dni, 9 krajów, 4300 km, 57 stopów, 75 euro… została wybrana jako jedna z trzech zwycięskich. Nagrodą były bilety na dowolny lot z Berlina w dwie strony dla dwóch osób jedną z budżetowych linii lotniczych. W tamtym czasie nie było dla mnie oczywiste, że nagrodą miałbym podzielić się akurat z Bartkiem. Nie mieliśmy ze sobą kontaktu, relację napisałem całkowicie sam, bez jakichkolwiek konsultacji, a w kolejce do wykorzystania biletów czekały 3 siostry i kilku przyjaciół. To była bardzo trudna decyzja. Parę osób rozczarowałem, ale ostatecznie w kolejne wakacje polecieliśmy razem z Bartkiem do Lizbony, a stamtąd na stopa do Maroka i wiem, że wybrałem dobrze, bo inaczej teraz na pewno nie byłoby Paragonu z podróży. Jak widać od nagrody się zaczęło, a relacja z Bałkanów stała się pierwszym tekstem na naszym blogu i pokazała nam, że warto swoje przygody przelewać na ekran komputera i zainspirowała do dalszego działania. Nagroda.                            

Za jakiś czas przyszła kolejna, skromna. Swoją relację picanto/Maroko zgłosiłem go konkursu portalu tubylismy.pl. Podróż wypożyczonym samochodem po górskich drogach północnej Afryki została doceniona i kolejna porcja wyjazdowych gadżetów trafiła do arsenału wyprawowego. Niby co tam, taka nagroda, ale dla kogoś kto dopiero zaczyna przygodę z pisaniem, potwierdzenie kogoś z zewnątrz, że jednak robi to dobrze, stanowi bardzo ważną rzecz. Czasem mam wrażenie, że my kończąc naszą edukację wychodzimy na świat przestraszeni, nie wierząc, że potrafimy coś robić dobrze. Mamy w pamięci dwóje z polskiego, wypracowania, które zostały przeczytane przez jedną, góra dwie osoby i puszczone w niepamięć. Potrzebujemy aprobaty, potwierdzenia. Że potrafimy, że mamy talent, że to wcale nie jest takie trudne. I to właśnie może dać nam… Nagroda.

Kolejna, najważniejsza, przyszła niebawem. To był świetny czas w historii bloga. Oprócz Bartka przy paragonie bardzo dużo pomagał nam ówcześnie Tomek Skalniak, wniósł do projektu świeżość i ogromny entuzjazm. Nieustające wsparcie niósł też ze swoimi pomysłami Maciek Działo. W międzyczasie przypadkiem zgłosiliśmy się do konkursu Blog Roku 2011. Oczywiście nie śniło nam się, że możemy tam cokolwiek zdziałać, byliśmy malutcy. Wiecie jak się skończyło. O ile nagrodę w kategorii „Podróże” traktowaliśmy w kategorii cudu, o tyle o wygranej całego konkursu nie pomyśleliśmy nawet przez sekundę, nawet w najskrytszych myślach. Dobrze ilustruje to fakt, że kiedy ogłaszano najlepszy blog 2011 roku jednego z autorów, Bartka, nie było już wtedy na sali, a drugi, niejaki Patryk chociaż normalnie prawie nigdy nie przeklina, kiedy usłyszał werdykt pozwolił sobie na soczysty wulgaryzm zwracając na siebie uwagę wszystkich siedzących dokoła widzów. A kto był jednym z dziesiątki jurorów, którzy wybrali nas do wielkiego tryumfu? Martyna Wojciechowska, redaktor naczelna NG Traveler… Nagroda.

Co daje zwycięstwo w Blogu Roku pewnie nie muszę opisywać. Mając świadomość ogromnej wagi tych wyborów, będąc jurorem w tegorocznej edycji konkursu czułem ogromną odpowiedzialność. Ale teraz kiedy już się dokonało i dokonało się dobrze, czuję dumę i radość, że wybraliśmy ludzi, którzy na takie wyróżnienia zasługują. Gorąco polecam Wam zajrzeć na blog Magdy i Tomka www.z2strony.pl – zwycięzców kategorii Podróże. Już po kilkunastu minutach zapoznawania się z blogiem, kiedy przyszło mi oceniać finałową dziesiątkę zostałem wchłonięty przez ich przesiąknięte radością, prostotą i świetnym piórem wpisy. To co robią jest prawdziwe, w każdym zdaniu czuć pasję, którą zarażają przez ekran komputera. Nie zajmują się SEO czy polityką po prostu chłoną świat i pokazują go innym ze swojej perspektywy.

Z pełnym przekonaniem zapraszam Was także na blog Konrada Kruczkowskiego www.haloziemia.pl. Konrad w tegorocznej edycji zgarnął wszystko co było do zgarnięcia – w sumie 4 nagrody, w tym ta główna. Świetny blog o życiu w roli ojca i męża, świetny człowiek – mieliśmy okazję porozmawiać nieco więcej w drodze powrotnej z gali do Krakowa. Na pytanie co teraz z tym zrobi, zadane w czasie kiedy na jego stronę wchodziły kolejne tysiące ludzi, zamiast dziecięcej euforii odpowiadał: muszę się najpierw zastanowić.

Wracając do tematu Travelerów. Historia po raz kolejny zatoczyła koło. 2010 rok, 2012 rok i w końcu 2014. Do tego momentu nie miałem pojęcia, że w pewien sposób Paragon i Traveler krążą wokół siebie jak dwa ciał niebieskie co dwa lata znajdujące się w perycentrum. Nie wierzę w przypadki. I chociaż czasem kusi, żeby zdjąć z siebie ryzyko przegranej, odciąć się i odwrócić to uważam, że trzeba to wszystko wziąć na klatę, mimo, że nie wszystko jest idealnie.

Od szufladkowania Paragonu w kategorii „nie ważne jak, ważne, że tanio” się wzbraniamy. W przeciągu tych kilku lat nasze nastawienie do podróży mocno się zmieniło, ale myślę, że dojrzałym podejściem jest zostawić samym czytelnikom postrzeganie tego co robimy według ich własnego zdania. A jeżeli będzie mogła zrobić to większa liczba osób, tym lepiej.

Nagroda, nagroda, nagroda. Ochłap pustego tryumfu, układów, polityki i bezrozumnego konformizmu? Czy kwintesencja wysiłku, wyraz aprobaty, drogowskaz na przyszłość?

  • Agnieszka Kaluga

    Nagroda = fantastyczny skutek UBOCZNY. 🙂

  • http://www.LosWiaheros.pl/ Andrzej Budnik

    Patryk, nie bierz tego do siebie i jako czepianie się szczegółów, jednak dziwić się nie możesz, ze jesteście kojarzeni z jeżdzeniem tanio/za grosze. Na tym się wybiliście, to miały ułatwiać pisane przez ludzi paragony, po coś też chyba robiliście mapę noclegów za darmo? To wszystko łączy się w tzw. wizerunek bloga i przypisywanie bloga do Was i Waszych akcji jest czymś oczywistym od czego uciec się nie da.

    Sami wiecie, że do blogowania można podchodzić z pasją amatora lub wyrafinowaniem profesjonalisty, ale w obu wypadkach to jak blogujecie i na czym się koncetrujecie będzie utożsamiane z Wami personalnie.

    Zresztą w prawej szpalcie sami polecacie m.in. takie wpisy:
    – W skarpetkach na Kazbek 5047 m
    – Liverpool za 4 zł
    – Paryż (prawie) za darmo
    To też wiele znaczy, szczególnie dla kogoś kto wpada na bloga pierwszy raz i tylko pobierznie go skanuje wzrokiem, a tak robi wiele osób w dzisiejszych czasach.

    Anyway… gratulacje nominacji 🙂 Pamiętajcie, że i tak jesteście w lepszej sytuacji niż my kilka lat temu, gdy redakcja NG nominowała do blogów podróżniczych naszego bloga podając link nie do naszej strony i po delikatnej sugestii z naszej strony wcale tego nie zmienili :)))

    Pozdrowienia!

    • http://www.paragonzpodrozy.pl/ Patryk Świątek

      Ja ogólnie się zgadzam z tym co napisałeś i w sumie mi to nie przeszkadza, że nas tak postrzegają, chociaż miło by było jakby ktoś się dokopał na naszym blogu też do innych treści i jeśli tego bym oczekiwał to właśnie w konkursie stricte podróżniczym. A w tekście wyraziłem zmiksowane zdanie moje + Bartka 🙂 który mam nadzieję zaraz też swoje zdanie tu przedstawi. Pozdro!

  • admiring-diversity.pl

    Serdecznie gratuluję tych wszystkich pozytywnych „skutków ubocznych”, jak to fajnie określiła Agnieszka 🙂 Takie wygrane na pewno dają dużego kopa, ale mogą także zadziałać wręcz przeciwnie – niektórzy mogą osiąść na laurach. To super, że Was to nie „zepsuło” 🙂

    Życzę dalszych sukcesów i gorąco pozdrawiam!
    Justyna